Skocz do zawartości
Nerwica.com

Witam wszystkich serdecznie!


-BMW-

Rekomendowane odpowiedzi

Witam i pozdrawiam wszystkich!!! Cieszę się bardzo, że takie forum istnieje i jak widać ma się dobrze! Martwi jedynie fakt, iż tak wiele osób boryka się z takimi problemami :cry: . Odbiegając od tematu, właśnie teraz uświadomiłem sobie, że wybrałem dość nietypowego nick'a jak na to forum. Wszyscy mają jakieś "bardziej normalne nazwy". No ale cóż niech już tak zostanie.

Moja przygoda z nerwicą (tak bynajmniej zdiagnozowano to na początku) zaczęła się jakieś dwa lata temu. Po maturze czułem się strasznie przybity i niedowartościowany. Nie dostałem się na żaden preferowany przeze mnie kierunek studiów. Całe wakacje były dla mnie z tego powodu dość stresujące. Ostatecznie poszedłem na kierunek, który okazał się dla mnie za trudny (matematyka i fizyka nigdy nie były moją mocną stroną). Ponieważ atmosfera w domu także była nienajlepsza postanowiłem się przeprowadzić. Jednak od początku studiów nic się nie kleiło. Wszystko wydawało się być mało przystępne.

Wtedy też pojawiły się pierwsze nerwicowe objawy. Błyski w oczach, kałatania serca, zawroty głowy. Zacząłem żyć w coraz większym biegu i napięciu. W końcu zdecydowałem się iść do psychologa, nie miałem zamiaru brać leków. Po wizycie wyszedłem jednak jeszcze bardziej zdołowany niż byłem przedtem. Uznałem, że muszę jakoś poradzić sobie ze swoimi problemami sam. Jak zweryfikowała to niedaleka przyszłość był to błąd. Problemy zaczynały się piętrzyć, a ja czułem się coraz gorzej. W końcu poszedłem do lekarza rodzinnego, który przepisał mi Lexotan w dawce 0,75mg na rano i wieczór. Początkowo wszystko było dobrze, ale po około miesiącu stosowania znowu zacząłem czuć się gorzej. Kiedyś gdy jechałem autobusem, naszedł na mnie nieokreślony lęk. Tak naprawdę nie wiedziałem czego się wystraszyłem. Po prostu na moment ogarnęło mnie straszne przerażenie. Przejąłem się tym bardzo i pomyślałem, że na pewno to ze mną coś jest nie tak. Bałem się, że to wszystko przeradza się w coś gorszego. Zacząłem więć szukać pomocy u psychiatry. Trafiłem jednak do niewłaściwej osoby. W ciągu kilku dni moje życie wywróciło się o 180 stopni. Gwałtowne odstawienie leku spowodowało u mnie objawy abstynencyjne (depersonalizacja, pobudliwość na dźwięk i światło, drgawki). Lekarz, jeśli można wogóle tak nazwać tą osobę (według mnie była to osoba pozbawiona jakiejkolwiek wiedzy medycznej, a posiadająca jedynie uprawnienia do wypisywania recept :D - na moje nieszczęście zaufałem jej) "dowalił" mi jeszcz stimuloton i doxepin (jak dowiedziałem się póżniej od innego lekarza mogło to jeszcze bardziej zaostrzyć objawy odstawienne). Pomimo tego, iż telefonowałem do lekarza kilkakrotnie nie otrzymałem od niego żadnej pomocy. Powiedział mi jedynie, że to co się ze mną dzieje jest normalne - na tym wedłu niego polegała moja choroba. W tym okresie właściwie byłem pogodzony ze śmiercią. Marzyłem jedynie o tym aby zasnąć i żeby to cierpienie się skończyło. Gdy trafiłem do szpitala lekarze dyżurni nie wiedzieli co mają zrobić. Odniosłem wrażenie, że traktują mnie jak "przybysza z kosmosu". Szukałem pomocy gdzie indziej. Dostałem chlorprothixen w dawce 50mg na noc i 15 mg na dzień. Te lek mi pomógł. Objawy odstawienne minęły po kilku dniach. Przez jakiś czas wszystko było ok. Ale ten lek odbierał mi chęć do życia. Stale chodziłem zaspany i nie mogłem myśleć. Lekarz zmienił mi dawkę na dzień na sulpiryd. Później był jeszcze velafax, po którym "odjeżdżałem" - na moment jakbym nie wiedział gdzie się znajduję. Lekarz wrócił więc do sulpirydu tylko, że w większej dawce. Mimo wszystko ciągle nie czułem się dobrze. Coraz bardziej zamykałem się w sobie, zaczynałem żyć w świecie swoich myśli. Wszystko stawało się dla mnie obojętne. Zastanawiałem się nad rzeczami, które wcześniej były dla mnie oczywiste. Pojawił się lęk przed samotnością i lęki których wcześniej nie miałem. Nachodziły mnie "dziwne", odrealnione myśli. Świat był jakby za "szklaną szybą". Zacząłem w końcu "czuć" swoje myśli.

Poprosiłem lekarza o to, aby spróbować stopniowo schodzić z dawek. Nie był do tego skłonny, ale w końcu się zgodził. Stopniowo zacząłem czuć się lepiej. Przykre otumanienie i rozdrażnienie bardzo powoli, aczkolwiek stopniowo ustępowało. W końcu odstawiłem leki całkowicie. Po ich odstawieniu wróciłem na uczelnię. Tym razem poszedłem już gdzie indziej. Z dużymi trudnościami, ale jakoś zaliczyłem pierwszy rok. Poznałem w tym czasie fajną dziewczynę. Pomagaliśmy sobie na wzajem i było coraz lepiej. Był taki moment w moim życiu, że czekałem na następny dzień. Na to co się wydaży. Chciałem chodzić do szkoły i się uczyć. "Spłynął" na mnie spokój. Było to coś wspaniałego. Jednakże później relacje między nami się pogorszyły. W końcu wróciłem do leków, aby nie dopóścić do jakiegoś nawrotu. Poprosiłem lekarza o coś "delikatnego", coś czym mógłbym się doraźnie wspomóc. Dostałem alprox. Nie wziąłem go dużo, mając w świadomości przykre doświadczenia po leku z tej samej grupy. Dla mnie dużo jednak nie trzeba było - wiele objawów wróciło, chociaż nie były tak nasilone jak za pierwszym razem. Miałem już tego dość. Zacząłem na własną rękę szukać odpowiedzi na dręczące mnie pytania. Dla zainteresowanych bardzo pomocny może się okazać artykuł znajdujący się na stronie http://www.benzo.org.uk/polman/index.htm. Nie oznacza to, iż należy zrezygnować z pomocy lekarza i podejmować działania na własną rękę. Artukuł może jednak okazać się pewną wskazówką. Ja żałuję tylko, że wcześniej na niego nie wpadłem. Na pewno nie powieliłbym tego samego błędu. Wiedziałbym jak postępować, a mój lęk i obawy byłyby dużo mniejsze gdybym wiedział z czym mam do czynienia. Mimo wszystko nadal borykam się z problemami i nie czuję się dobrze (nadal korzystam z pomocy psychiatry). Wiem jednak, że nie można wierzyć ślepo w leki. W to, że rozwiążą one wszystkie problemy (zaleczają one tak naprawdę przyczyny, a nie skutek który leży gdzieś w środku każdego "chorego" człowieka). Ja odnoszę takie wrażenie, że mi przyspożyły one jeszcze więcej problemów. Wiele bym dał aby cofnąć czas.

Jedno co jest pewne to to, że nie ma tak naprawdę "złotego środka". Jednej właściwej drogi dla wszystkich ludzi. Każdy bowiem jest inny. To co jednemu pomoże drugiemu zaszkodzi. Wierzę i wiem jednak, że jest możliwe przezwyciężenie kryzysu, choć niekiedy wymaga to wiele czasu i trudu. Ale na pewno jest to możliwe. Potrzeba tylko spokoju i czasu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć -BMW-. Miło Cię poznac ;)

 

Nick jest Ok. Sama przemianowałabym się na Lanserka ;)

Wiele przeszedłeś mój Drogi. Cieszę się, że dołączyłeś do Nas. Twoje doświadczenie życiowe w walce z tym robalem na pewno się przyda.

Pozdrawiam cieplutko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×