Skocz do zawartości
Nerwica.com

Jak zapomnieć o rodzinie


Rekomendowane odpowiedzi

Cześć.

 

Wyprowadziłam się po raz drugi z domu rodzinnego i mam nadzieję, że dam radę i nie zrezygnuję. Gdy byłam nastolatką łatwo było mi zaakceptować fakt, że będę musiała kiedyś się z tego domu wynieść, myślałam często o ucieczce, już jako dziecko. Zawsze lubiłam samotność i niezależność.

 

A teraz co? Od roku okazuje się, że jestem uwięziona przez matkę i rodzinę jakimś niewidzialnym łańcuchem. Staję się taka jak oni i tylko wtedy czuję się dobra, nie czuję się winna. Mam ogromne poczucie winy, że mialabym ich opuscić. A jednak oni nie byli dla mnie dobrzy. Zawsze utwierdzali mnie w tym jaka jestem beznadziejna i że z niczym sobie nie dam rady. Rozwiedzieni i tak są. Ojciec w więzieniu, nie mam kontaktu. Toksyczny ojczym.

 

Nie chcę pisać dokładnie czemu było mi źle w domu, ale dzisiaj już wiem, że na pewno było źle.

 

Broniłam się przed tym by nie być taka toksyczna jak oni, a taka się stałam.

 

I do tego nie umiem odejść. Mogę odejść fizycznie, ale wiem, że oni sobie beze mnie nie poradzą. Muszą mieć jakieś popychadło do tworzenia swojej rodziny. Nigdy ich nie kochałam, tzn. kochałam, ale inaczej niż oni mnie.

 

Nie umiem teraz odejść tak po prostu. To jest mój największy problem. Bo myślałam, że gdy od nich ucieknę to będę się czula wolna. A czuję się jeszcze bardziej zniewolona. I to przez siebie. Mam rozpad osobowości...

 

Czy ktoś miał podobny problem?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

..bo to chyba nie jest problem w tym, że ktoś z rodziny sobie bez Ciebie nie poradzi, ale w tym, że to Ty sobie bez nich nie dajesz rady. Wyolbrzymianie problemu separacyjnego i kierowanie go na innych może także być objawem psychicznego uzależnienia(od nawyków, kontaktów, marzeń relacyjnych, niespełnionych ale postawionych w stan oczekiwania wzorców, paradoksalnie chęci dominacji lub kontroli poprzez wykształcanie sztucznej ochrony <- często tego, czego de facto nie ma ).

Dlaczego uważasz, że to, co czujesz, to rozpad osobowości?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

robotnica, mi też ciężko się przeprowadzić, choć nie jestem zadowolony z relacji. Może dlatego, że nie zaznałem ciepła rodzinnego i nadal po cichu liczę, że uda mi się to nadrobić. Liczę, że jak ja się zmienię, to może zostanę doceniony. No i taki patriotyzm, trudno mi opuścić rodzimą miejscowość. Takie dziwne przekonanie, że jak każdy by wyjechał to nie miałby się kto opiekować mieszkańcami itd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

EmInQu, bo nic nie czuję... nie mam tożsamości.

 

Tak, jest tak jak piszesz. To ja sobie nie poradzę. Nie wiem co zrobić by sobie poradzić. Nie chciałabym znowu iść do psychologa, chociaż może to byłoby dla mnie dobre. Boję się, że jak będę chodzić do psychologa to będzie gorzej...

 

monk.2000, powiedzmy, że mam tak z rodziną. Tylko, że rodzina mnie nigdy nie kochała prawdziwie, zawsze toksycznie. Toksyczne wszystko. Całe moje dzieciństwo to traumy albo szok albo nerwice albo po prostu nadużywanie emocjonalne.

 

Zawsze gdy musiałam mieszkać z rodziną, tj. była młodsza, a więc zależna, to czułam do nich żal. Teraz nie czuję nic, nie mam kontaktu ze swoimi emocjami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

EmInQu, no czuję się bardzo winna. Nie umiem być normalna. Nigdzie nie jestem sobą. Na prawdę nic nie czuję. Żal mi mojej matki, że ma taki charakter, na pewno chciała inaczej. I żal mi siebie, że tkwię w toksycznym związku, nie potrafię z niego wyjść.

 

A tożsamości na prawdę nie mam. Tak jakoś w życiu mi wyszło. Że zawsze gram kogoś kim nie jestem chyba.

 

-- 09 wrz 2013, 10:06 --

 

Miałam w życiu zbyt wiele traum. Nie wiem jak się od tego uwolnić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no czuję się bardzo winna.
Wydaje mi się, że próg Twojego odczuwania jest dosyć wysoki, a co za tym idzie wielokrotnie nieadekwatny ze stanem faktycznym danej sytuacji.
Nie umiem być normalna.
A czym dla Ciebie jest owa normalność? Gdy kiedyś pytałam kilkunastu osób o to samo, każda z nich szybko wytworzyła własną/osobistą definicję normalności....zatem żadna z tych osób nie byłaby w stanie być do końca normalna dla innej.
Nigdzie nie jestem sobą....

A tożsamości na prawdę nie mam. Tak jakoś w życiu mi wyszło. Że zawsze gram kogoś kim nie jestem chyba.

Niestety muszę Cię zmartwić, ale każdy człowiek ma swoją tożsamość/każdy jest jakiś. :smile: Bez względu na to, czy uciekasz od prawdy, czy wcielasz się w różne role <- to wszystko są elementy układanki tworzącej Twoje ID wraz z jego strukturami podrzędnymi.

Człowiek prowadzi gry( w płaszczu których jest mu źle) z różnych powodów : ze strachu, wstydu, przeczulenia, niedowartościowania itp. W pierwszej kolejności musisz przyznać się przed samą sobą z jakiego powodu blokujesz ukazanie tego, co faktycznie podświadomie byś chciała pokazać?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

EmInQu, nie wiem czy jest adekwatny. Możliwe, że czuję aż tyle, że nie mogę już znieść tego i się wyłączyłam w pewnym momencie.

 

Jako dziecko tak robiła, odłączałam się. Matka miała problemy, a ja przy niej trwałam. Matka miała ogromne problemy. Ojciec raz chciał ją zabić.

 

Ja teraz jestem w związku. I on jest toksyczny, jest podobnie jak w związku z moją matką.

 

Nie umiem się od tego uwolnić.

 

Brak mi też uczucia lęku i wstydu - albo inaczej - są one tak wielkie, że już nic nie czuję. Nie zależy mi też na opinii otoczenia o mnie. Ale to raczej w złym sensie. Mogę wyjść nago i mam to wszystko gdzieś.

 

No i gadam sama ze sobą, to już chyba zły znak.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam podobnie do autorki wątku. Choć mojego ojca nienawidzę za to jak podporządkował sobie matkę i mam do matki żal za to, że nie dała mi w dzieciństwie miłości nie potrafię nawet zacząć rozmowy o przeprowadzce. Matka zawsze budowała we mnie silne poczucie winy za coś, czemu winna nigdy nie byłam. Starała się mnie wyrzeźbić tak, żeby jej było ze mną wygodnie. Zabijała moją indywidualność i udało sie jej to. Teraz wciąż mówi, że nie wyobraża sobie samotności beze mnie, w tym wielkim pustym domu. I znów czuję poczucie winy gdzieś głęboko, że nie powinnam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie mam pojęcia. Kiedyś psycholog powiedziała mi, że mam byc zwyczajnie sobą, a to, że komuś nie odpowiada moje zachowanie (np. matce czy siostrze) i czują się z tego powodu źle to jest ich problem. Bo za mnie nikt życia nie przeżyje, to ja będę płacić za swoje błędy, a to, że komuś się nie podoba coś co robi jego dorosłe dziecko to jest problem tylko i wyłącznie tego rodzica i ja nie powinnam brać z tego powodu odpowiedzialności za złe samopoczucie matki. Co z tego, ze ja to wiem, ale gdzieś głęboko siedzi we mnie poczucie winy. Wiem, że mam prawo żyć tak jak chcę, wiem, że mam prawo zamieszkać sama, wynieść się, odciąć pępowinę. Co z tego, że ja to wiem skoro czuję wewnętrzny przymus pozostania w domu i cierpienia dalej?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

EmInQu, nie wiem czy jest adekwatny. Możliwe, że czuję aż tyle, że nie mogę już znieść tego i się wyłączyłam w pewnym momencie.
Właśnie. Boisz się samej siebie z braku pewnej wiedzy nt. swoich emocji. Przeraża Cię to, co dzieje się z Tobą, gdyż nie potrafisz tego kontrolować. W takiej sytuacji zamknięcie się na otoczenie(bodźce) w swojej skorupie jest najszybszym "rozwiązaniem".

 

 

Ja teraz jestem w związku. I on jest toksyczny, jest podobnie jak w związku z moją matką.

 

Nie umiem się od tego uwolnić.

Myślę, że z zakresu teorii mimo wszystko jesteś uświadomiona. Masz dostęp do informacji i z pewnością mogłabyś dobrze doradzić komuś innemu będącemu w podobnej sytuacji. Nawet osoba małoletnia po godzinie spędzonej w sieci wiedziałaby już bez problemu jaki ruch należałoby zrobić będąc w toksycznym związku. Problemem u Ciebie jest brak odwagi by teorię wcielić w życie. Powodem może być chociażby strach przed utratą czegoś(często jest to zwykłe przyzwyczajenie, uzależnienie od bycia z kimś), strach przed konsekwencjami (np. szantażem, naruszeniem osobistej nietykalności fizycznej, samotnością itp.).

 

Brak mi też uczucia lęku
Tego z pewnością Ci nie brakuje. Wyjście nago na ulicę nie jest wcale wyznacznikiem odwagi. :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

EmInQu, no, chciałabym skończyć ten związek. Nie wiem czy to miłość, ale bardzo lubię przebywać z tą osobą. Tylko niektórych rzeczy się już nie cofnie, np. tego, że się cięłam aby on zwrócił na mnie uwagę, ze zdradzałam i, że nie uprawialam nigdy seksu z tą osobą, a jestem z nią ponad 2 lata. Jest to bardzo bierny typ człowieka. Gdyby nie ja to by nie było tego związku, bo ja zabiegam ciągle od samego początku o niego, a on o wiele wiele mniej. Często milczy i jakby go nie było, ale jednak jest. Mogę zawsze się do niego przytulić i mogę go nawet pobić gdybym chciała, on nie zaprotestuje. A więc to jest toksyczny związek. Wypalony, wypalił mnie ten związek, a na początku nawet się zapowiadał.

 

Przeszkadza mi też anoreksja. Nie potrafię jeść. Boję się, że zachoruję poważnie, bo mam krytyczną wagę, ledwo co chodzę.

 

Czy mój związek da się jeszcze naprawić skoro jest taki toksyczny? Moglibyśmy się zmienić? Może lepiej go zakończyć.

 

-- 09 wrz 2013, 10:59 --

 

Chciałabym być silniejsza psychicznie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

robotnica, ja jestem na tyle egoistyczny że nic dobrego do ludzi

którzy krzywdzą nie czuję

ojcu gdyby zdychał w szpitalu odłączyłbym morfinę

bez wyrzutów sumienia z uśmiechem na twarzy

do innych taki nie jestem tylko do tych co nienawidzę

współczuję że tego nie potrafisz

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja mam tak, że nienawidzę ludzi, którzy skrzywdzili mnie teraz, wczoraj, rok temu itd. Nie potrafię jednak działać z nienawiścią wobec tych, którzy krzywdzili mnie w dzieciństwie, jak matka, ojciec, siostra. Pewnie to jakaś forma uzależnienia i karania się za coś czego się nie zrobiło, bo tak było kiedyś i niemalże tylko to pamięta się z tych pierwszych chwil swojego życia, kiedy to umysł był najbardziej chłonny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

MalaMi1001, dokładnie, też tak mam...

 

Poza tym wydaje mi się, że moje życie już nigdy nie będzie takie samo po tej depresji, która mi się od jakiegoś czasu ciągnie. Nigdy nie będę szczęśliwa w taki sposób jak byłam kiedyś. Np. jako dziecko lub czasem jako nastolatka. To tak gniło w środku i czekało aż nadejdzie dorosłość. Chciałabym medytować i rozwijać się duchowo, najpierw doprowadzić swój stan zdrowia do ładu, powiedzmy, że przytyję, a potem bym chciała rozwijać się duchowo, innego wyjścia nie widzę. Nigdy nie będę szczęśliwa jak moje koleżanki. Po pierwsze dlatego, że mam inne poglądy, np. nie chcę mieć dzieci, nieważne jaka jest tego podstawa psychologiczna, nie zmienię tego i nie chcę; a po drugie to coś na pewno jest jeszcze na tym świecie wartego uwagi. Kiedyś pociągała mnie miłość do drugiej osoby. Teraz już wiem jak to jest kochać. Nie wiem czy toksycznie, czy nie. Po prostu wiem jak to jest. Chciałabym nawet ten toksyczny związek rozwijać, aby nie był taki toksyczny, chciałabym ... chciałabym... wiele.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

robotnica,

Nie wiem czy to miłość, ale bardzo lubię przebywać z tą osobą. Tylko niektórych rzeczy się już nie cofnie, np. tego, że się cięłam aby on zwrócił na mnie uwagę, ze zdradzałam i, że nie uprawialam nigdy seksu z tą osobą, a jestem z nią ponad 2 lata. Jest to bardzo bierny typ człowieka. Gdyby nie ja to by nie było tego związku, bo ja zabiegam ciągle od samego początku o niego, a on o wiele wiele mniej. Często milczy i jakby go nie było, ale jednak jest. Mogę zawsze się do niego przytulić i mogę go nawet pobić gdybym chciała, on nie zaprotestuje.

Związek rzeczywiście na zdrowy nie wygląda, ale jak dla mnie to raczej z tobą jest problem, więc zmiana chłopaka nie pomoże.

 

Tniesz się dla zwrócenia jego uwagi, zdradzasz, a on mimo tego jest przy tobie. Nie wiem czy się dowiedział o tych zdradach, ale jeżeli tak i dalej z tobą jest, to chyba znaczy, że mu zależy na tobie.

Przy twojej postawie trudno oczekiwać entuzjazmu ze strony chłopaka, więc chyba to nie dziwne, że jest bierny.

 

Spróbuj z nim porozmawiać na temat waszego związku. Jeżeli wam obojgu zależy, to myślę, że da się go jeszcze uratować.

 

 

A dzieci nie każdy musi chcieć. Ja również nie chciałbym mieć dzieci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

robotnica, Wiem doskonale co znaczy żyć w toksycznej rodzinie, chore relacje z matką , brak ojca , toksyczny ojczym tak wyglądał mój dom rodzinny , wyprowadziłam się dopiero kilka lat temu ,a jestem już po trzydziestce ... Niestety , nie mam dla Ciebie dobrych wiadomości , nadal psychicznie jestem mocno uzależniona od swojej rodziny , mimo ze bardzo z tym walczę i zdaje sobie sprawę z wszystkich przyczyn i złych skutków tego emocjonalnego trwania przy nich . Nie myślałaś żeby spróbować psychoterapii? ja myślę o ponownym rozpoczęciu terapii , mimo że poprzednia nie przyniosła żadnych pozytywnych zmian, ale może nie byłam wtedy na nią gotowa , pytanie czy teraz jestem. Mam tyle wątpliwości , podobnie jak Ty chciałabym wiele zmienić w swoim ale zupełnie nie czuje się na siłach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nie daję sobie rady fizycznie, społecznie, życiowo... To moj największy problem. Np. taka zabawna sprawa haha - nie umiem gotować. Dla siebie. Dla innych umiem. Jak ktoś dla mnie ugotuje to zjem, jasne. A najlepiej to zjem ze stołówki. Bo tam płacisz i to ich praca i wtedy to jedzenie jest tak o. Chudnę ciągle. Walczę z tym, dzisiaj zjadłam obiad. Zupa i naleśniki.

 

Ale ciężko jest, głowa mnie boli od tego wszystkiego. Ważę 40 kg.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, myślałam o tym, cały czas myślę, jeszcze nie wiem czy pójdę, ... Bo możliwe, że dam radę, muszę tylko najpierw mieć siłę wstać z łóżka. Nie wiem kiedy to się nawet stało. To niedożywienie. Nie zwróciłam uwagi, po prostu przestałam jeść.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×