Skocz do zawartości
Nerwica.com

Trudno określić co mi jest.


rentacar

Rekomendowane odpowiedzi

No więc nie wiem jak zacząć, a po prostu nie mam kogo prosić o pomoc, a nawet gdybym miał to pewnie bym nie poprosił, łatwiej zapytać anonimem, czyż nie? Postaram się opisać wszystko jak najbardziej zrozumiale, ale nie wiem, czy się nie będę miotać. Dobra, więc tak zacznę od mojej sytuacji rodzinnej, bo może to ma jakiś wpływ na to wszystko. Mieszkam w domu wraz z matką, kilkuletnią siostrą i ojczymem. Ojczym znęca się nade mną psychicznie i fizycznie, ale głównie psychicznie, poniża mnie od jakichś 10 lat, wciąż powtarzając jaki jestem lewy, nic nie potrafię, jak bardzo źle wyglądam i nigdy nie poradzę sobie w życiu. Wszystkie moje wady, które on wymienia widziałem już jako dziecko, nie znając tego faceta wiedziałem, że jestem brzydki, że jestem odrzucony i, że raczej nie zostanę nigdy zaakceptowany (miałem może 10 lat), nie byłem głupim dzieckiem. Wiem, że mama nie chciała wziąć mnie ze sobą idąc mieszkać do ojczyma, on również mnie nie chciał, jednak tymczasowo mieszkaliśmy u babci, a babcia po prostu wywaliła mnie razem z nimi tam. Wcześniej mieszkałem w mieście, wraz z ojcem i matką, ojciec bił matkę, a ta nic z tym nie robiła. Pewnego dnia właśnie spotkała gdzieś ojczyma, zaczęły się zdrady, ojciec się dowiedział i wraz z matką uciekliśmy stamtąd. Wtedy on spalił wszystko co do mnie należało, wraz z moimi cennymi kolekcjami, które jak każdy dzieciak zbierałem w tych czasach.. Pokemony i tak dalej, ja jestem człowiekiem który bardzo przywiązuje się do rzeczy materialnych, dlatego to mnie również dobiło. W domu nam się nie przelewa, ogólnie ubieram się w lumpeksach, ojczym twierdzi, że pracuje na utrzymanie całego domu, a w rzeczywistości po prostu pije, bardzo dużo pije i jest agresywny o czym wspominałem. Więc może tyle o sytuacji rodzinnej... Bo i tak wiadomość jest już strasznie długa, nie wiem czy komukolwiek będzie chciało się to czytać. Tak wiec skupiając się na mnie jestem osobą zamkniętą w sobie, nie ufam ludziom. Wiem co mówię, ponieważ widzę ich reakcję na mnie, często jestem wyzywany, a całe życie byłem odtrącany przez rówieśników. Nie mam znajomych, nie mam przyjaciół, nie mam z kim rozmawiać, jedyne co to z osobami poznanymi w internecie, bardziej anonimowo. Jednak częściej rozmawiam sam ze sobą, może to głupie.. Ale jak nie ma się do kogo ust otworzyć.. Mam napady histerii, potrafię jednocześnie płakać i się śmiać, mam huśtawki nastrojów, w jednym momencie potrafię się śmiać, zaraz potem mam ochotę po prostu się zabić, nienawidzę siebie, swojego życia, swojego ciała. Wszystko się składa na to, że potrafię świetnie kłamać i udawać, mama nawet nie wie, ze ja cokolwiek przeżywam, wydaje się, że jestem robotem, bez uczuć. Ale nigdy bym jej nic nie powiedział, bo jak raz zacząłem skończyło się tekstem - Wyjdź do ludzi! I tyle w temacie. Gdy przebywam w miejscu, gdzie jest więcej ludzi od razu robi mi się jakoś ciepło, stresuję się, czasami nie potrafię się wysłowić kupując coś w sklepie, bo boję się tego, co właśnie ekspedientka myśli sobie o mnie. Jestem masochistą, lubię okaleczać swoje ciało, ponieważ uznaję to jako karę, karę która mi się należy za to, że żyję. Dwa razy próbowałem popełnić samobójstwo, lecz jestem totalnym tchórzem i.. Przerywałem w kluczowym momencie. Moje ciało pokrywa szereg blizn. Nie robię sobie ran w miejscach widocznych dla ludzi, nie chcę być postrzegany jeszcze gorzej niż jestem. Rany mam głównie na nogach, brzuchu, ramionach. Cierpię na bezsenność, nie potrafię zasnąć w pomieszczeniu zamkniętym, ze zgaszonym światłem. Więc sypiam tylko za dnia, kiedy na dworze jest widno, wtedy jakoś się udaje, chociaż z trudem. Nie zażywam leków, chociaż miałem już przygody z zażywaniem dużej ilości przeciwbólowych tabletek i tak dalej. Mam zaburzenia płciowe, nie wiem właściwie kim jestem, jako kto się czuję. Nigdy się nie zakochałem, nigdy nie sięgałem po alkohol (mam uraz wiedząc jak działał na ojca i ojczyma) ani inne używki. Staram się sobie wmawiać, że nie jest źle, hej jutro będzie lepiej! Ale od razu zbiera mi się na płacz, bo wiem, że nie będzie. Chcę porady, co zrobić.. Żeby chociaż przez chwilę poczuć się szczęśliwym człowiekiem, chcę wiedzieć jak to jest.. Po prostu..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

rentacar, Witaj. Co teraz robisz? Studiujesz/pracujesz? Z tego co piszesz masz już chyba powyżej 20 lat. Możesz zgłosić się do psychiatry? Psychiatra może też skierować cię na terapię, nie wiem czy możesz sobie pozwolić na prywatną.

Rzeczywiście miałeś trudno, ale jednak to wszystko zniosłeś. To nie jest takie byle co, tylko świadczy o twojej sile.

Widzisz jakąś perspektywę wyprowadzenia się z domu? Generalnie powinieneś się leczyć i przygotowywać do wylecenia z tego toksycznego gniazda. Twoje problemy mogą się jeszcze za tobą ciągnąć, ale twoje marzenie jest jak najbardziej możliwe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam. Tak, mam dokładnie 20 lat, ale perspektyw na wyprowadzkę, czy jakiekolwiek samodzielne postępy nie widzę. Bez ludzi się nie obędzie. Z nimi trzeba by było załatwiać mieszkanie, rozmawiać.. A to sprawia mi totalną trudność. Nie pracuję i nie studiuję. Nie skończyłem w pełni w zasadzie żadnej szkoły, ponieważ rówieśnicy mnie bardzo gnębili, popychali, wyzywali, ośmieszali często też byłem obrzucany kamieniami wychodząc z budynku. Do jakiej szkoły bym nie poszedł kończyło się tym samym. Dlatego odpuściłem i aktualnie siedzę w domu i unikam jak ognia wychodzenia w jakimkolwiek celu. Nie ufam psychologom za bardzo.. Miałem już dwóch, znaczy to byli pedagodzy szkolni, jedna była nawet bardzo miła, ale żadna z jej rad w zasadzie mi nie pomogła. Dla mnie już chyba nie ma ratunku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

rentacar, Obawiam się że nie tyle potrzebujesz jakiś cudownych rad co psychoterapii i ewentualnie leków. Teraz zastanowił bym się nad jakąś pracą, jeśli nie masz ukończonej szkoły średniej to może jakąś szkołą policealną (nie wiem czy tam wymagają ukończenia liceum) czy kursem zawodowym.

Odważenie się na taki krok może być trudne, ale daje też jakąś nadzieję na poprawę, bo dusząc się dalej w tym domu może być ciężko o zmianę. Są też terapie/grupy wsparcia dla DDA. Generalnie fobię społeczną (a chyba o coś takiego zahaczasz) da się wyleczyć, chociaż może być ciężko bez specjalisty.

Ewentualnie pozostaje skok na głęboką wodę typu wyjazd za granicę, ale nie wszystko od razu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj rentacar!

 

Twoja sytuacja jest bardzo trudna. Najbardziej wzruszyło mnie to, że masz uraz do ojczyma. Uwierz mi że ja mam bardzo podobnie.

Nie tak dawno miał problemy z piciem alkoholu i w ciężkiej chorobie potrafił mówić takie rzeczy których żałował ale one odbiły na mnie swoje piętno.

Musisz wyrobić sobie od tego dystans, bo sytuacja rodzinna ma tutaj kluczowe znaczenie, które jakby rzutuje na całą Twoją psychikę.

Nie jest to łatwe, bo czując silny uraz do osoby, która krzywdzi tak mocno i boleśnie wydaje się Nam być to nieosiągalnym.

Ja uważam, że powinieneś spróbować udać się gdzieś do jakiegoś terapeuty, który, pomoże Ci w jakimś stopniu wyrobić sobie ten dytans

ale taka to już jest natura Naszego urazu-nic nie działa od razu.

Jeżeli chodzi o mnie to ja próbuję swoich sił w autoterapii. Wiesz na czym ona polega?

Jest na zasadzie autosugestii. Dzięki temu mechanizmowi można w jakimś stopniu budować siebie na nowo, swoją świadomość i reagowanie

na otaczający Nas świat. Jest to o tyle trudne, że sam jesteś wtedy dla siebie terapeutą, bez niczyjej pomocy.

Jednak przy determinacji można zdziałać wiele i nawet zaakceptować siebie takim jakim się jest, nawet z bliznami.

Uwierz mi, że ja też mam blizny na całym ciele, na przedramionach, udach, kostkach. A ciąłem się też w celu ukarania siebie za to że

nie potrafię sprostać codzienności i dla rozładowania napięcia emocjonalnego, nawet trułem się lekami.

Udało mi się to pokonać. Tobie też się uda.

Wszystko wymaga czasu, ale jak będziesz cierpliwy i spróbujesz się na nowo odrodzić i pokochasz swoje ciało, to nawet największe blizny

nie będą dla Ciebie przeszkodą do osiągnięcia Twojego celu.

Trzymam za Ciebie kciuki. Trzymaj się :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj, przedewszystkim z gøry przepraszam za brak polskich znakøw, posiadam klawiature hiszpañska i ona tego nie posiada. :?

 

Czytajac Twoja wypowiedz, zastanowiłam sie po pierwsze nad tym obrzucaniem kamieniami... Dlaczego jestesmy tacy okrutni wobec siebie?Ale z drugiej strony przypominaja mi sie czasy gimnazjum. Gimnazjum w Polsce to najgorszy etap. Nie wiem po co je stworzyli, 8 klas jak za dawnych czasow powinno sie miec, bo gimnazjum to taka przejsciowka,ktora nam rysuje psychike, jeszcze kiedy mamy problemy w domach to juz w ogole.

Mieszaja nas z patologia,z dziecmi bogatymi, z ludzmi ktorzy siedza po 5 w jednej szkole i maja zachowania psychopatyczne, brak poczucia wstydu etc, ktorzy koncza jak alkoholicy nie widzac w tym problemu, wrecz przeciwnie. Z czasem dostrzegam wszystkie błedy w systemie edukacji w Polsce.

Jest ciezko i wiem,ze 'obrzucenie kamieniami' musiało zostac Ci w psychice na 100%.

Pisałam juz o tym w innym miejscu,ale ja jako 11-12 latka kiedy szłam po szkole i 10 chłopakow zakrywało twarz bluza by pokazac mi,ze smierdze.. bo był miedzy nimi idota,ktory stwierdzil,ze smierdze i on miał nad nimi przewage.

Ale wiesz jak jest dzisiaj? Ja z miasteczka wyjechałam a oni sa nadal w tym samym miejscu, podejrzewam ze przez te 5 lat nawet nie zmienły im sie tematy do rozmow, gdzie ja rozwijam siebie za granica, ucze sie jezyka, swiata, mam mnostwo marzen. I nie jeden z nich juz wysłał mi tz ' zaproszenie na fejsie ' i chciałby sie ze mna spotkac. A ja sie z nich smieje.... i Ty tez mozesz to zrobic, zyc na wlasny koszt, choc jest ciezko, ja mysle,ze nie odnajdujesz sie w Polsce, mysle,ze poprostu sie tam nie odnajdziesz, masz juz takie oznaczenie w mozgu, ze nie mozesz zyc normalnie tam w PL. Ja miałam to samo, wyobraz sobie jak 17 letnia dziewczyna moze myslec,ze wszystko jest za nia? Ze juz nie ma sensu zycia? Ze nic sie nie uda? Ze wszystko stracone, tak własnie myslalam i miewam ciezkie doły i wszystko sie na mnie odbija.... ale ja nie przestaje tracic nadziei, czasem nie potrafie dostrzec tych wszystkich pieknych zmian w moim zyciu.

 

Musisz wierzyc w siebie i zostawic w spokoju swojego ojczyma. Kazdy z nas ma jedno zycie i zyje za siebie, nie za ludzi ktorzy to zycie chca nam psuc. Moze troche wieje tu przesadna radoscia i wszystko wydaje sie idealne ale wierz mi,ze ja tez miałam ciezko... i cholera teraz tez mi ciezko,ale juz lzej niz wczesniej. A jeszcze bardziej mi lzej jak tu z wami pisze:-)

 

Czytasz jakies ksiazki?Ogladasz filmy? :-)U mnie w sumie od tego sie zaczeło, takie pozytywne zmienianie wizerunku swiata.Przedewszystkim co prawda wyeliminowanie 'idiotow' z mojego zycia.

 

Pozdrawiam:) i mam nadzieje,ze napiszesz kiedys post w ktorym zawieje odrobina szczescia i pozytywnych słow.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×