Skocz do zawartości
Nerwica.com

Co mi jest ? - Proszę o pomoc..


Metanabol

Rekomendowane odpowiedzi

Witam,

Chciałbym opisać moją sytuację która trwa od jakiegoś czasu bynajmniej dopiero ją zauważyłem..

 

Tak więc od ponad 7 miesięcy jestem z dziewczyną na odległość.. (spotykamy się co 1-2 tyg + co jakiś czas spędzamy razem np. tydzień czasu)

Przed tym kilka miesięcy się poznawaliśmy.. W maju doznałem urazu nogi który pokrzyżował trochę moich planów sportowych przez co się trochę podłamałem psychicznie (już jest wszystko okej)

Przez całe życie byłem człowiekiem których traktował wszystkich z góry, nikomu nic nie zazdrościłem wręcz przeciwnie to inni zazdrościli mi.. Czułem się najlepszy (może i postradałem rozumy).. Jestem bardzo pewny siebie i ogólnie uważam się za człowieka na dość wysokim poziomie.

Gdy poznałem moją dziewczynę było wszystko OK traktowałem ją trochę z góry lecz później się bardzo zaangażowałem i wszystko się unormowało .

Wszystko było OK do października/listopada gdy zaczęła się pogarszać pogoda czyt. (śnieg, krótszy dzień oraz brak słońca) zacząłem bardziej tęsknić i o wszystko się obwiniać. Zaczęło mi przeszkadzać że mogła się kiedyś z kimś spotykać bo 'Jak ona wgl. mogła z kim innym rozmawiać?' 'Jak ona mogła być z kimś przede mną' itd itd.. Zacząłem tracić pewność siebie i poczucie swojej wartości .. zacząłem płakać nie cieszyć sie życiem.. Potrafiłem wejść pod prysznic szczęśliwy i nagle zacząć płakać i zmienić swój nastrój o 180 stopni w przeciągu sekundy bez żadnego powodu..

Myślałem że akurat do tego ma przyczyna poprzedniego toksycznego związku który skończyłem (dziewczyna mi wmawiała i okłamywała mnie że jestem jedyny OD ZAWSZE NA ZAWSZE i tak powinno być ..) Wkręciłem sobie film że każda kobieta z którą mógłbym być może mieć TYLKO MNIE .. stałem się zazdrosny i chore myśli nie pozwalały mi normalnie funkcjonować..

Aż do niedawna gdy pojawiła sie ładna pogoda +8-10 stopni, słoneczko wszystko PRZESZŁO zacząłem myśleć teraźniejszością i lekko przyszłością a nie przeszłością.. Zacząłem znowu być szczęśliwy i wszystko z moją kobietą się zaczęło układać :)

Rok temu miałem tak samo do marca/kwietnia miałem bardzo zły humor i gdy wyszło słońce wszystko zaczeło się zmieniać.

No i w sobotę znów się zepsuła pogoda i znowu te myśli... które mnie męczą i nie dają normalnie funkcjonować.

Męczą mnie te myśli dlaczego moja kobieta mogła się z kim innym chociażby całować czy nawet przytulać nie mówiąc już o seksie bo to już wgl. bym chyba tego nie zniósł (Mimo że ja to wszystko akceptuje..) to te myśli nie pozwalają mi normalnie funkcjonować..

Teraz moje pytanie czy to jest jakaś depresja pogodowa co ma wpływ m.in. na mój związek ? czy jest to zazdrość o innych ? Mimo że na prawdę nie jestem tylko po prostu (nie mieści mi sie w głowie że moja kobieta mogłaby chociażby wyjść z kolegami na piwo) pomimo że jej ufam i wiem że nic by nie zrobiła po prostu męczyło by mnie to. Po prostu nie wiem czy te dwie sprawy łączą się w całość czy co to może być.. nie chcę mieć takich 'rozkmin' bo zależy mi bardzo na związku a nie chce go psuć a nie wiem czy to moja wina, jej czy depresji czy czego, staram się znaleźć rozwiązanie.

 

Dodam do tego że ma to wpływ na moje funkcjonowanie każdego dnia.. nie mogę normalnie wykonać czegoś i szukam w internecie wszelakiej pomocy..

Boje się że gdyby nie wyszedł mi ten związek to będzie to miało odzwierciedlenie nawet w innych.. bo będę akceptował coś a nie pozwoli mi to przestać myśleć o przeszłości. No i to myślenie o przeszłości przechodzi w myślenie o mojej i załamywanie się.. Nie mogę tego znieść :(

 

Bardzo też mi przeszkadzają reklamy, jakieś zdjęcia na fejsie itd. Wszędzie jest o SEKSIE, nie wierności itp. Przeszkadza mi to że kobiety mogą robić z siebie wiadomo co... przez co patrze też trochę inaczej na nią.. i na wszystkie uzależniam się od niej bo wiem że jest porządna.. i nie chce jej stracić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam,

Chciałbym opisać moją sytuację która trwa od jakiegoś czasu bynajmniej dopiero ją zauważyłem..

 

Tak więc od ponad 7 miesięcy jestem z dziewczyną na odległość.. (spotykamy się co 1-2 tyg + co jakiś czas spędzamy razem np. tydzień czasu)

Przed tym kilka miesięcy się poznawaliśmy.. W maju doznałem urazu nogi który pokrzyżował trochę moich planów sportowych przez co się trochę podłamałem psychicznie (już jest wszystko okej)

Przez całe życie byłem człowiekiem których traktował wszystkich z góry, nikomu nic nie zazdrościłem wręcz przeciwnie to inni zazdrościli mi.. Czułem się najlepszy (może i postradałem rozumy).. Jestem bardzo pewny siebie i ogólnie uważam się za człowieka na dość wysokim poziomie.

Gdy poznałem moją dziewczynę było wszystko OK traktowałem ją trochę z góry lecz później się bardzo zaangażowałem i wszystko się unormowało .

Wszystko było OK do października/listopada gdy zaczęła się pogarszać pogoda czyt. (śnieg, krótszy dzień oraz brak słońca) zacząłem bardziej tęsknić i o wszystko się obwiniać. Zaczęło mi przeszkadzać że mogła się kiedyś z kimś spotykać bo 'Jak ona wgl. mogła z kim innym rozmawiać?' 'Jak ona mogła być z kimś przede mną' itd itd.. Zacząłem tracić pewność siebie i poczucie swojej wartości .. zacząłem płakać nie cieszyć sie życiem.. Potrafiłem wejść pod prysznic szczęśliwy i nagle zacząć płakać i zmienić swój nastrój o 180 stopni w przeciągu sekundy bez żadnego powodu..

Myślałem że akurat do tego ma przyczyna poprzedniego toksycznego związku który skończyłem (dziewczyna mi wmawiała i okłamywała mnie że jestem jedyny OD ZAWSZE NA ZAWSZE i tak powinno być ..) Wkręciłem sobie film że każda kobieta z którą mógłbym być może mieć TYLKO MNIE .. stałem się zazdrosny i chore myśli nie pozwalały mi normalnie funkcjonować..

Aż do niedawna gdy pojawiła sie ładna pogoda +8-10 stopni, słoneczko wszystko PRZESZŁO zacząłem myśleć teraźniejszością i lekko przyszłością a nie przeszłością.. Zacząłem znowu być szczęśliwy i wszystko z moją kobietą się zaczęło układać :)

Rok temu miałem tak samo do marca/kwietnia miałem bardzo zły humor i gdy wyszło słońce wszystko zaczeło się zmieniać.

No i w sobotę znów się zepsuła pogoda i znowu te myśli... które mnie męczą i nie dają normalnie funkcjonować.

Męczą mnie te myśli dlaczego moja kobieta mogła się z kim innym chociażby całować czy nawet przytulać nie mówiąc już o seksie bo to już wgl. bym chyba tego nie zniósł (Mimo że ja to wszystko akceptuje..) to te myśli nie pozwalają mi normalnie funkcjonować..

Teraz moje pytanie czy to jest jakaś depresja pogodowa co ma wpływ m.in. na mój związek ? czy jest to zazdrość o innych ? Mimo że na prawdę nie jestem tylko po prostu (nie mieści mi sie w głowie że moja kobieta mogłaby chociażby wyjść z kolegami na piwo) pomimo że jej ufam i wiem że nic by nie zrobiła po prostu męczyło by mnie to. Po prostu nie wiem czy te dwie sprawy łączą się w całość czy co to może być.. nie chcę mieć takich 'rozkmin' bo zależy mi bardzo na związku a nie chce go psuć a nie wiem czy to moja wina, jej czy depresji czy czego, staram się znaleźć rozwiązanie.

 

Dodam do tego że ma to wpływ na moje funkcjonowanie każdego dnia.. nie mogę normalnie wykonać czegoś i szukam w internecie wszelakiej pomocy..

Boje się że gdyby nie wyszedł mi ten związek to będzie to miało odzwierciedlenie nawet w innych.. bo będę akceptował coś a nie pozwoli mi to przestać myśleć o przeszłości. No i to myślenie o przeszłości przechodzi w myślenie o mojej i załamywanie się.. Nie mogę tego znieść :(

 

Bardzo też mi przeszkadzają reklamy, jakieś zdjęcia na fejsie itd. Wszędzie jest o SEKSIE, nie wierności itp. Przeszkadza mi to że kobiety mogą robić z siebie wiadomo co... przez co patrze też trochę inaczej na nią.. i na wszystkie uzależniam się od niej bo wiem że jest porządna.. i nie chce jej stracić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie cenisz się jak człowiek, tylko za swoje osiągnięcia, urodę, i inne czynniki zewnętrzne. A Twoja prawdziwa wartość to jest to "coś" wewnątrz Ciebie, czego nie bardzo potrafię nazwać. W każdym razie, kiedy ktoś buduje swoje poczucie wartości na czynnikach zewnętrznych, to nigdy nic z tego nie wychodzi. Taka samoocena zawsze będzie chwijna, bo wystraczy,że coś na zewnątrz się zmieni i ona się sypie.

 

-- 12 mar 2013, 13:17 --

 

Nie cenisz się jak człowiek, tylko za swoje osiągnięcia, urodę, i inne czynniki zewnętrzne. A Twoja prawdziwa wartość to jest to "coś" wewnątrz Ciebie, czego nie bardzo potrafię nazwać. W każdym razie, kiedy ktoś buduje swoje poczucie wartości na czynnikach zewnętrznych, to nigdy nic z tego nie wychodzi. Taka samoocena zawsze będzie chwijna, bo wystraczy,że coś na zewnątrz się zmieni i ona się sypie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie cenisz się jak człowiek, tylko za swoje osiągnięcia, urodę, i inne czynniki zewnętrzne. A Twoja prawdziwa wartość to jest to "coś" wewnątrz Ciebie, czego nie bardzo potrafię nazwać. W każdym razie, kiedy ktoś buduje swoje poczucie wartości na czynnikach zewnętrznych, to nigdy nic z tego nie wychodzi. Taka samoocena zawsze będzie chwijna, bo wystraczy,że coś na zewnątrz się zmieni i ona się sypie.

 

-- 12 mar 2013, 13:17 --

 

Nie cenisz się jak człowiek, tylko za swoje osiągnięcia, urodę, i inne czynniki zewnętrzne. A Twoja prawdziwa wartość to jest to "coś" wewnątrz Ciebie, czego nie bardzo potrafię nazwać. W każdym razie, kiedy ktoś buduje swoje poczucie wartości na czynnikach zewnętrznych, to nigdy nic z tego nie wychodzi. Taka samoocena zawsze będzie chwijna, bo wystraczy,że coś na zewnątrz się zmieni i ona się sypie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Fakt. Budowanie mojej wartości wewnętrznej przysłaniałem zewnętrzną.

Jak budować swoją wartość wewnętrzną ? gdy porażki zaczęły się nagle i dopiero w późnym wieku ? :<img src=:'> Wiem że każdy uczy się na błędach i każdy musi to przejść a mi chyba przyszło wszystko NA RAZ ..

 

Chociaż czytając artykuł nt. http://www.instytutprzemiany.pl/3-praktyczne-rady/ 'Wartości wewnętrznej siebie' wynika z tego że znam swoją wartość wewnętrzną więc co teraz ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Fakt. Budowanie mojej wartości wewnętrznej przysłaniałem zewnętrzną.

Jak budować swoją wartość wewnętrzną ? gdy porażki zaczęły się nagle i dopiero w późnym wieku ? :<img src=:'> Wiem że każdy uczy się na błędach i każdy musi to przejść a mi chyba przyszło wszystko NA RAZ ..

 

Chociaż czytając artykuł nt. http://www.instytutprzemiany.pl/3-praktyczne-rady/ 'Wartości wewnętrznej siebie' wynika z tego że znam swoją wartość wewnętrzną więc co teraz ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No tak ale właśnie czuje się lepiej niż oni i to też może być tego przyczyną ? że mam kompleksy przez to że ktoś właśnie słabszy przypuśćmy z nią by był ?

Tylko mam swoją pasję którą rozwijam każdego dnia i się treningi,siłownia, mecze itp. i znam swoją wartość może jakiegoś aspektu w tym brakuje.

Zawsze czułem się gorszy jeżeli chodzi o naukę może zacznę czytać :)

Mam tylko bardzo dużo wolnego czasu i to może dlatego ? Jestem pewny siebie i tego nie rozumiem ale ostatnie zdania myślę że choć trochę mi pomogły.

Dzięki wielkie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No tak ale właśnie czuje się lepiej niż oni i to też może być tego przyczyną ? że mam kompleksy przez to że ktoś właśnie słabszy przypuśćmy z nią by był ?

Tylko mam swoją pasję którą rozwijam każdego dnia i się treningi,siłownia, mecze itp. i znam swoją wartość może jakiegoś aspektu w tym brakuje.

Zawsze czułem się gorszy jeżeli chodzi o naukę może zacznę czytać :)

Mam tylko bardzo dużo wolnego czasu i to może dlatego ? Jestem pewny siebie i tego nie rozumiem ale ostatnie zdania myślę że choć trochę mi pomogły.

Dzięki wielkie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie jesteś pewny siebie, to widać jak na dłoni. Twoja pewność siebie polega na: "Jestem fajny, bo jestem przystojny/lubiany/inteligentny/wysportowany/lepszy w czymś od innych (niepotrzebne skreślić)". Taką pewność siebie to można wyrzucić do kosza. Pewność siebie nie polega na tym, że człowiek bierze kilka czynników, za pomocą tych czynników ocenia, czy jest lepszy, czy gorszy od innych, a jak jest lepszy, to czuje się fajny.Pewność siebie nie ma nic wspólnego z porównaniem do kogokolwiek. Poza tym nie wydaje mi się, żeby czytanie i rozwój intelektualny pomogły komuś, kto ma kompleks związany z nauką, jeśli go ta nauka nie interesuje. Po co się katować czymś, czgo nie lubimy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie jesteś pewny siebie, to widać jak na dłoni. Twoja pewność siebie polega na: "Jestem fajny, bo jestem przystojny/lubiany/inteligentny/wysportowany/lepszy w czymś od innych (niepotrzebne skreślić)". Taką pewność siebie to można wyrzucić do kosza. Pewność siebie nie polega na tym, że człowiek bierze kilka czynników, za pomocą tych czynników ocenia, czy jest lepszy, czy gorszy od innych, a jak jest lepszy, to czuje się fajny.Pewność siebie nie ma nic wspólnego z porównaniem do kogokolwiek. Poza tym nie wydaje mi się, żeby czytanie i rozwój intelektualny pomogły komuś, kto ma kompleks związany z nauką, jeśli go ta nauka nie interesuje. Po co się katować czymś, czgo nie lubimy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moglibyśmy zrobić eksperyment i pójść na dwie imprezy. Pierwszą w gronie ludzi, którzy poza seksem, chlaniem i ćpaniem nie mają tematów do rozmowy, drugą w gronie osób elokwentnych, ciekawych, mających dużo do powiedzenia. Nawet najbardziej pewny siebie człowiek (zakładając, że czuje się na "średnim" poziomie) będzie czuł się intelektualnie mocniejszy od tych pierwszych, a słabszy od tych drugich (o ile będą przewyższać go wiedzą). I tego nie da się pozbyć. Jak widać każdy ma chwiejną samoocenę, tylko niektórzy bardziej, inni mniej. Pozostaje jeszcze kwestia dojrzałości, bo ja na ten przykład wolałabym mieć do czynienia z ludźmi inteligentniejszymi od siebie, mogłabym się od nich wiele nauczyć.

 

 

 

O właśnie, często zauważam iż otacza mnie banda przygłupów że tak się brzydko wyrażę i wkurza mnie to że jestem bezradny.

W ich otoczeniu nie mam nic do powiedzenia gdy dyskutujemy na jakiś temat w którym jestem obeznany od stóp do głów... i łapią mnie nerwy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moglibyśmy zrobić eksperyment i pójść na dwie imprezy. Pierwszą w gronie ludzi, którzy poza seksem, chlaniem i ćpaniem nie mają tematów do rozmowy, drugą w gronie osób elokwentnych, ciekawych, mających dużo do powiedzenia. Nawet najbardziej pewny siebie człowiek (zakładając, że czuje się na "średnim" poziomie) będzie czuł się intelektualnie mocniejszy od tych pierwszych, a słabszy od tych drugich (o ile będą przewyższać go wiedzą). I tego nie da się pozbyć. Jak widać każdy ma chwiejną samoocenę, tylko niektórzy bardziej, inni mniej. Pozostaje jeszcze kwestia dojrzałości, bo ja na ten przykład wolałabym mieć do czynienia z ludźmi inteligentniejszymi od siebie, mogłabym się od nich wiele nauczyć.

 

 

 

O właśnie, często zauważam iż otacza mnie banda przygłupów że tak się brzydko wyrażę i wkurza mnie to że jestem bezradny.

W ich otoczeniu nie mam nic do powiedzenia gdy dyskutujemy na jakiś temat w którym jestem obeznany od stóp do głów... i łapią mnie nerwy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moim zdaniem to nieżyciowe i dość "utopijne" podejście

 

Kompletnie się nie zgodzę. Jakoś dla mnie jest życiowe, praktyczne i działa dla wielu ludzi.

 

KAŻDY lubi oglądać filmy..? Cooo? Na pewno znalazłby się ktoś, kto by nie lubił.... pewnie nie jeden człowiek z resztą... Ja w sumie jestem prawieże takim przypadkiem. Bardzo mało oglądam. I jestem absolutnie przekonana, że jest wielu ludzi, którzy wcale nie lubią oglądać filmów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moim zdaniem to nieżyciowe i dość "utopijne" podejście

 

Kompletnie się nie zgodzę. Jakoś dla mnie jest życiowe, praktyczne i działa dla wielu ludzi.

 

KAŻDY lubi oglądać filmy..? Cooo? Na pewno znalazłby się ktoś, kto by nie lubił.... pewnie nie jeden człowiek z resztą... Ja w sumie jestem prawieże takim przypadkiem. Bardzo mało oglądam. I jestem absolutnie przekonana, że jest wielu ludzi, którzy wcale nie lubią oglądać filmów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mamba667, rozłożyłaś mnie na łopatki i poprawiłaś mi humor na cały dzień :) tak często słyszę : nie lubię czytać, filmów też nie lubię" i te tępe rozmowy o "życiu" czyli ploty, ploty i jeszcze raz ploty.

Wczoraj miałam boską dyskusję o kinie rosyjskim. Miło jest pogawędzić z kimś kto ma zainteresowania i pasje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mamba667, rozłożyłaś mnie na łopatki i poprawiłaś mi humor na cały dzień :) tak często słyszę : nie lubię czytać, filmów też nie lubię" i te tępe rozmowy o "życiu" czyli ploty, ploty i jeszcze raz ploty.

Wczoraj miałam boską dyskusję o kinie rosyjskim. Miło jest pogawędzić z kimś kto ma zainteresowania i pasje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×