Skocz do zawartości
Nerwica.com

Moja mała rada dla osób z NN, które nie wiedzą, czy kochają.


daredevil9

Rekomendowane odpowiedzi

Witam,

 

mi czasem pomaga taka czynność:

 

Zakładam wykonanie jakiejś czynności, czegokolwiek, choćby jakiegoś rezultatu punktowego w grze na komputerze. Zakładam, że uda mi się osiągnąć jakiś wyniki i mówię sobie, że jak go osiągne, to znaczy, że kocham...Staram się osiągnąc i kiedy się dua, to mam ulgę. Czasami np. mówię sobie: Jeżeli wstrzymam oddech na np. 1 minutę, to znaczy, że kocham swoją M...Jak mi się udaje, jest lepiej:)

 

Czasami mi pomaga, może komuś też:)

 

Pytanie: Obecnie od tygodnia biorę rexetin, 1 x20 mg...Myśli trochę ustąpiły, ale mam w sobie taka ogólną obojetnośc...do mojej M, do swiata, do ludzi, do tego co dzieje się ze mną, z otoczeniem....Czy ktos tak miał? Czy tak może działać lek?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

daredevil9, ogólnie myślę sobie a nawet wiem z doświadczenia, że te twoje "gry" pomagają tylko na krótko i na dłuższą metę bardziej szkodzą niż robią dobrze.

 

Mechanizm jest taki:

Nerwica natręctw to inaczej zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne.

W tym przypadku tematem obsesji jest wątpliwość czy się kogoś kocha czy nie. Ta obsesja powoduje pojawianie się myśli natrętnych: np. "oooj nie kocham jej/jego, bo pomyślałem/am to i to , lub zrobiłem/am tak czy tak" - te myśli powodują niepokój. Niepokój bierze się z tego, że boimy się, że taka myśl może być prawdziwa. Jako że niepokój to niefajne uczucie, staramy się go pozbyć, każdy na swój sposób - albo przez analizowanie swoich zachowań, albo powtarzanie sobie w myślach "to nieprawda, kocham go/ją" albo przez inne czynności, takie jak twoje "gry". Te czynności służą temu, żeby niepokój zmalał - i tak się dzieje, tylko że jakiś czas później znów się pojawia wątpliwość a za nią niepokój i znów trzeba odstawiać te gry i rytuały.

Te czynności służące obniżeniu niepokoju to kompulsje.

Czyli mamy obsesję, która powoduje myśl natrętną, która powoduje niepokój, który zwalczamy za pomocą kompulsji (które pomagają tylko na chwilę)

I ogólnie, żeby wyzdrowieć i pozbyć się tych okropnych myśli na zawsze trzeba się powstrzymywać od kompulsji. Czyli w sytuacji kiedy się takie myśli pojawiają nie uspokajać się na różne sposoby "na siłę", tylko przeczekać ten niepokój. Tego typu niepokój ma taką właściwość, że nie może trwać wiecznie - jak się go przetrzyma, to w końcu się zmniejsza i mija. W ten sposób uczymy się pozbywać tego niepokoju w naturalny sposób i w miarę ćwiczeń staje się on słabszy, a co za tym idzie, myśli pojawiają się coraz rzadziej, bo mniej się ich boimy.

(Sprawdzane na sobie i potwierdzone naukowo. serio serio ...działa:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lovely, A czy ciągłe analizy, jednego i tego samego problemu to kompulsje np: mam natrętną myśl, okropna,boję się jej, całkowite przeciwieństwo tego co faktycznie czuję, próbuje to przeanaliozowac, przedstawiam sobie argumenty że to nie prawda, ale im dłużej to robię to jest gorzej. Ale wydaję mi się że jak jeszcze raz sobie to szybko wytłumaczę to przejdzie, nie przechodzi i tak w kółko, znowu sobie to tłumaczę i mówię do siebie dobra ostatni raz jeszcze raz przedstawię argumenty że to nie prawda i już o tym nie myślę, jednak tak nie jest błędne koło, myśl nie przechodzi po setnym przekonaniu siebie że jej treśc mnie nie dotyczy. Po trzech miesiącach takiej wewnętrznej walki odpuściłam, nie tłumaczę już sobie,nie analizuje, nie mam siły. Myśli osłabły, czuję się trochę lepiej, funkcjonuje, ale te myśli są ze mną, nie męczą aż tak bardzo ale są ciągłe mi towarzyszą czy kiedyś znikną na zawsze???????????????????????

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zmęczona1, takie analizowanie tych myśli i szukanie argumentów to rzeczywiście kompulsje. Robisz to po to, żeby się uspokoić i jak już sama zauważyłaś, to nienajlepszy sposób, bo nakręcasz się jeszcze bardziej. I założę się, nawet jeśli przedstawisz sobie najbardziej rozbudowaną argumentację, to od razu pojawi ci się malutka wątpliwość "a co jeśli to jednak prawda?".

Z tym analizowaniem jest pewien problem, bo z jednej strony musisz wiedzieć, że takie niechciane myśli to po po prostu myśli i nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Z drugiej strony ciągłe analizowanie sprawia, że tych myśli jest coraz więcej.

W tym przypadku dobrze by było się zająć tym co powoduje, że boisz się swoich myśli, a nie ich treścią.

Np. pojawia się natrętna myśl "nie kocham mojego męża, bo pomyślałam że jego brat jest bardziej przystojny" taka jest myśl i to myśl jak każda inna myśl która pojawia się automatycznie w głowie,jak np."ech jestem paskudną kucharką, bo znów przypliłam jajecznicę"

Te dwie przykładowe myśli różnią się między sobą tym, że ta pierwsza powoduje lęk, nieprzyjemne uczucie, a na druga raczej nie (co najwyżej niesmak z przypalonego śniadania:) Dlaczego tak się dzieje? Natrętne myśli straszą nas dlatego, że dotyczą rzeczy których się boimy i na których nam zależy. Ktoś może się bać tego, że nie kocha swojego małżonka i jednocześnie zwisa mu czy jest kuchannym mistrzem czy nie. Dlatego do tej drugiej myśli nie przywiązuje zupełnie wagi, praktycznie jej nie zauważa i nie czuje potrzeby jej analizowania. Nie ma też poczucia, że skoro pomyślał, że jest złym kucharzem to faktycznie tak jest, bardziej jest to coś w stylu "oj...ale ze mnie niezdra dziś". Natomiast w przypadku myśli dotyczących rzeczy na których nam zależy już jest inaczej. Możemy czuć coś w rodzaju "skoro o tym pomyślałem/am, to może znaczyć, że to może być prawda". I to zaczyna ciąg analizowania i bezskuteczne próby uspokojenia się. Oczywiście nie wszystkie myśli odzwierciedlają rzeczywistość. W ciągu dnia przez głowę przechodzi nam tysiące bzdurnych myśli, których nie bierzemy serio, lub nawet nie zauważamy. Tak działa nasz mózg, że sobie pracuje w kółko, kojarzy jedne rzeczy z drugimi - to jest zupełnie niezależne od naszej woli. Przykładowo kolor zielony kojarzy się komuś z żabą, nie może sobie ustalić, że od tej pory kolor zielony nie będzie mu się kojarzył z żabą tylko z trawnikiem - bo niezależnie od jego ustaleń mózg zrobi sobie co mu się podoba. Co więcej. Im bardziej będzie chciał nie myśleć o żabie, tym bardzie ta żaba będzie mu skakać po myślach. Tylko akurat jest to mało istotne, z czym się komuś kojarzy kolor zielony. Natomiast w przypadku tematów dla nas ważnych, takie automatyczne myśli i skojarzenia mogą być przerażające. I to że są przerażające sprawia że natrętnie powracają.

Może spróbuj znaleźć sobie jakiś przykład, kiedy myślisz o czymś, na czym ci raczej nie zależy i zacznij to sobie specjalnie analizować w kółko. Zobaczysz wtedy jak to wygląda z zewnątrz, kiedy nie targają tobą emocje. Może się to raczej wydawać śmieszne. Po takim ćwiczeniu powinno być ci łatwiej spojrzeć z perspektywy na to jak działają twoje myśli natrętne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zmęczona1, oczywiście że warto iść do psychiatry. Psychiatra to lekarz zajmujący się właśnie myślami, niechcianymi emocjami itp. W społeczeństwie istnieje trochę taki stereotyp, że "psychiatra to lekarz od czubków" i że trzeba już całkowicie stracić kontakt z rzeczywistością, biegać nago po mieście zimą i nadawać tajne komunikaty do kosmitów - żeby istniała konieczność wizyty u niego. To zupełna nieprawda. Jak się tak zastanawiasz, czy warto się wybrać to może przejdź się do jakiegoś gabinetu, usiądź sobie w poczekalni i popatrz na ludzi, którzy tam przychodzą, porozmawiaj z nimi. Zobaczysz, że w większości to będą ludzie z problemami podobnymi do twojego - tacy, którzy doświadczają pewnych emocji które sprawiają, że żyje im się niekomfortowo. Przesadna nieśmiałość, depresja, strach przed tym że stanie się coś złego, fobie itp...

Takie natrętne myśli to jest naprawdę poważny problem, bywają przecież nieznośne, męczące i bardzo wpływają na nasze życie i samopoczucie. Przypomnij sobie swój stan przed tym jak zaczęły się pojawiać... Czy nie chciałabyś do niego wrócić i znów mieć takie uczucie lekkości w głowie i beztroski?

Myślę, że w pewnym sensie twoje rozważania "iść czy nie iść", "czy jestem wystarczająco chora". "co lekarz pomyśli jak mu powiem" itp. mogą być właściwie kolejnym objawem OCD - bo to choroba która sprzyja wątpieniu w wiele rzeczy.

 

No i jeszcze jedno, o czym już Ci pisałam na gg - naprawdę ciężko poradzić sobie z tym samemu. Dlatego warto sobie znaleźć dobrego terapeutę (w twoim przypadku poznawczo-behawioralnego) i przejść to razem z nim. Od tego właśnie są terapeuci :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zmęczona1, jest dokładnie tak jak mówi lovely. Każdy człowiek ma ugruntowane gdzieś wewnątrz swoiste pragnienie szczęścia. Zauważ jednak pewną zależność - uczucie szczęścia mija wraz z atakiem nerwicy. Dopada Cie apatyczny stan kiedy to nie odczuwasz radości z niczego i dystansujesz się tak do partnera jak i świata. Przez wzgląd na wspomniane pragnienie szczęścia zaczynasz odczuwać wątpliwości, odczuwasz lęk, który nerwicy towarzyszy. Pragnienie odczuwania stanu radości, szczęścia jest tak wielkie, że i wątpliwości i lęk automatycznie rosną. Boisz się, że już nigdy nie będziesz szczęśliwa, analizujesz więc coraz bardziej by znaleźć przyczynę tych wątpliwości i móc się uspokoić, trochę osłabić ten niepokój/lęk. Im więcej analizujesz tym bardziej o tym myślisz i tym większy jest niepokój. Zamyka się błędne koło. Dobierasz więc na drodze źle wykształconych mechanizmów obronnych przyczyny lęku - może być to cokolwiek. Tak jak powiedziała lovely - tylko po to byś mogła poczuć ulgę, zmniejszyć niepokój. Boisz się, że Twoje myśli mogą być prawdziwe i dlatego ciągle analizujesz. Szukasz argumentów przeciw tym wątpliwościom na siłę, ponieważ te myśli bolą. Bolą bo nie chcesz by były prawdziwe. Nie chcesz bo naprawdę kochasz. Taki jest właściwy i logiczny tok rozumowania. Niestety w przypadku nerwicy niepokój nie ustaje gdyż często tak jak same wątpliwości, tak i niepokój jest nieracjonalny i bzdurny. Bezskuteczne próby uspokajania się, wyciszania wątpliwości i lęku powodują, że zaczynasz wierzyć w te myśli.

Świetny przykład jak radzić sobie z tymi myślami podała lovely. Domyślam się, że będzie ciężko, ale to forma takiego zdrowego racjonalizowania. Porównywanie sytuacji nie wywołujących lęku i tych lękowych (które wywołują lęk tylko dlatego, że dotykają ważnych dla Ciebie kwestii) na drodze analizy to świetny sposób by zrozumieć mechanizm chorobliwych, natrętnych myśli i lęków. Podobne ćwiczenie opisałem przy okazji poprzedniego wątku (to ćwiczenie z ciągłym analizowaniem gwiazd), tam była to co prawda forma odwrócenia uwagi od myśli szkodliwych, ale przy okazji faktycznie to może pomóc uświadomić jak działa mechanizm tych natrętnych myśli.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zmęczona1, jesteś wystarczająco chora i naprawdę należy ci się wizyta u lekarza. Jest sobie taka klasyfikacja chorób ICD10 którą posługują się lekarze do zdiagnozowania chorób i zaburzeń. Psychiatrzy mają swoją działkę chorób od F00 do F98. Tu sobie możesz na nią spojrzeć: http://srk.csioz.gov.pl/php/index.php?_mod=hcdmod&_op=listall&id=70

Zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne to F42. Twoje to F42.0: Zaburzenie z przewagą myśli czy ruminacji natrętnych. Masz natrętne myśli? Masz!

Zdaję sobie sprawę, że możesz mieć wrażenie, że skoro wszystko się dzieje w twojej głowie, to to nie jakieś zaburzenie, tylko ty. Od myśli ciężko się zdystansować. Ale sama wiesz, że to cię męczy... Nawet przewlekły katar jest uciążliwy. A myśli natrętne to o wiele bardziej poważna sprawa.

Pozdrawiam i mam nadzieję że już dziś się zbierzesz i umówisz na wizytę :)

 

-- 08 sty 2013, 11:50 --

 

Ezekiel, czyżbyś też przeszedł skuteczną terapię ? :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lovely, heh. Poniekąd - taką terapię przeszła moja dziewczyna. Szedłem z nią przez ten problem, ale to Ona sama wygrała. Jestem też świadkiem wielu zwycięstw nad nerwicą. Kontaktuje się, z psychologami, psychiatrami i osobami cierpiącymi na nerwicę jak i tymi, które już wygrały. Zbieram to w "kupę" i dziele się później swoimi rozważaniami. Lubię pomagać, a to jest swego rodzaju misja. Chociaż wiem, że osobom z zaburzeniami nie mogę pomóc, ale jeśli moje rozważania pomogą to będę się bardzo cieszył - choć doskonale wiem, że nawet jeśli pomogą, to osoba, która wygra z nerwicą sama sobie tak naprawdę pomoże. Moje rozważania nie mogą nikomu ani pomóc ani zaszkodzić, ale być może ktoś czytając te rozważania będzie mógł pomóc sam sobie.

Pozdrawiam,

Ezekiel :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lovely, nawet nie wiesz jaki czuję strach przed psychiatrą. Jak sobie wyobrażam że biorę telefon i się umawiam to już mam taki okropny lęk, i znowu a może jeszcze nie, może jeszcze poczekam. Ja naprawdę chcę to zrobic............................................

lovely, dzięki za twoje posty, są bardzo pomocne.

Ezekiel, lovely, dzięki za słowa otuchy i próby przekonania mnie, tak bardzo bym chciała to zrobic.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zmęczona1, chcesz to mogę zadzwonić w twoim imieniu :)

 

-- 08 sty 2013, 17:29 --

 

Ezekiel, pozdrawiam także, również dziewczynę :) miała OCD? długo to trwało?

Dobrze że masz misję :) Wiesz, ja myślę że można coś pomóc chociażby pisaniem tutaj :) Gdybym na samym początku wiedziała co mi jest i jakie są tego mechanizmy, to bym nie zmarnowała tak dużo czasu. Strasznie tego żałuję i mam nadzieję że kogoś przed czymś takim jesteśmy w stanie uchronić. Mi nikt nie powiedział jak to działa, co z tym robić, gdzie iść i do jakiego specjalisty... Nawet kiedy byłam u lekarza to nic mi nie wytłumaczył, tylko powiedział ze mam jeść tabletki i będzie dobrze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lovely, wielkie,wielkie dzięki, naprawdę super czuc takie wsparcie zwłaszcza od osoby która to przeszła. Mój mąż też mnie namawia, ale decyzję pozostawia mnie, mówi "zrób jak uważasz". Muszę to w końcu zrobic. Wiem że wałkowałysmy to już, ale nie wygłupię się opowiadając moją historię i to co obecnie czuję i jak wygląda moje życie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lovely, myślę, że zmęczona1 chciała wylać wszystko tutaj. Ja jednak polecam żebyś umówiła się w końcu z lekarzem. Oczywiście jeśli to Ci pomaga to śmiało, ale widzę, że to jest tylko doraźna pomoc. Da Ci to poczucie ulgi:) - zauważ, że Twoje obsesyjne myśli są formą zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych, ale i zaburzeń lękowych. To właśnie występowanie tych myśli wespół z przekonaniem o ich niedorzeczności i irracjonalności nadaje Twoim myślom obsesyjny charakter. Jeśli jesteś pobożna to nie dziw się, że Twoje myśli dotyczą bluźnierczych sytuacji, często seksualnych czynności z udziałem postaci religijnych - to podręcznikowy przykład natręctw. Twój lęk przed rozmową z psychiatrą też jest wynikiem zakorzenienie nerwicy. Wszak jest to dodatkowe uczucie dyskomfortu, który u Ciebie przyjął już formę cierpienia. Ale zmuś się, a zobaczysz, że nie było się czego bać. Chociaż jak uważa de Mello. Czasami osoba cierpiąca na jakieś zaburzenia, osoba chora musi sięgnąć dna, a więc dojść do momentu krytycznego kiedy już będzie mieć dość własnej choroby i cierpienia i po prostu się z Nią zmierzy. Ja polecam lekarza - psychiatra na pewno Ci nie zaszkodzi:)

lovely, moja dziewczyna miała stwierdzoną nerwicę lękową, chociaż po późniejszych wydarzeniach stwierdzono u Niej również lekkie zaburzenia psychotyczne oraz kompulsje. Rozumiem Cie i Twój żal również. Mi także nikt nie powiedział jak mam radzić sobie z Jej nerwicą. Być może sam nie musiałbym znosić tylu przykrych sytuacji, a nawet jeśli to wiedziałbym jak je znosić. Ktoś kiedyś powiedział, że nerwica często bardziej odbija się na bliskich niż na samych nerwicowcach. Myślę, że w pewnym sensie, a przynajmniej w pierwszym etapie naszego związku właśnie tak było. Późniejsza świadomość problemu pomogła mi sobie z tym radzić, ale także pewien ciąg zdarzeń sprawił, że to jednak Ona wyszła na tą bardziej poszkodowaną i tego też bardzo żałuje bo wiem, że gdybym wiedział jak radzić sobie z tym problemem, jak wygląda ta nerwica nigdy by do tego nie doszło. Tak czy inaczej - dziś pokutuje za brak pokory. Chociaż to nie pokuta, ale raczej właśnie wewnętrzna misja! :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Było już naprawdę dobrze, myśli zaczynały jeszcze bardziej się wyciszac, jak pomyslałam że nie potrzebuję psychiatry, nie które natręctwa zaczęły wracac, ale odchodziły. Po czym miałam sprzeczką z mężem nie związaną z nn, tak mnie to momentalnie zdołowało, od razu wszystko wróciło, brak chęci do życia,płacz od razu czarne scenariusze. Czasami to wydaję mi się że jestem sama na tym świecie. Ciągle udaję że wszystko jest dobrze w pracy oprócz tego że jestem postrzegana za osobę która wszystkim się za bardzo przejmuję to każdy myśli że jestem bardzo wesoła,spontaniczna mam dużo energii do działania, a w środku wrak, udaję przed każdym nikt nic nie wie, oprócz mojego męża, ale on nie wie wszystkiego i nie zna treści tych wszystkich myśli. Wydaję mi się że ktoś kto tego nie ma nie zrozumie, a jeszcze źle mnie oceni. najlepsze i najpiękniejsze co mi się w życiu przytrafiło to moje kochane dzieci, męża też mam bardzo dobrego, może dlatego te kłótnie i jego słowa tak bolą czasami, ale wiadomo jak to w życiu nie zawsze jest różowo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zmęczona1, musisz zrobić dwie rzeczy wbrew swoim lękom. Jeśli nie stawisz im czoła to nigdy nie dasz rady wygrać z nerwicą - po pierwsze szczerość z mężem, nie brnij w ukrywanie rzeczywistości bo to pogrąża Ciebie, tworzysz przez to czarne scenariusze, a mąż na pewno zrozumie. Po drugie psychiatra!

Jeszcze raz przeklejam ważny tekst:

W zasadzie nie ma lepszej formy terapii wszelkich lęków jak właśnie desensytyzacja a więc stopniowa kontrolowana konfrontacja ze źródłem naszej nerwicy-uciekając od źródła lęku w rytuały-jak ma to miejsce w ZOK zamiata się problem pod dywan,nasz lęk jedynie narasta gdyż nie został rozwiązany lecz "zakrzyczany";dalej kłębi się w naszej podświadomości i żywi się naszym strachem przed bezpośrednim stawieniem mu czoła.Nie można na żródło lęku reagować ucieczką i uważać ją za rozwiązanie problemu bo ucieczka nigdy nią nie będzie,doraźnie odczujemy ulgę ale nasz demon rośnie w siłę bowiem żywi się naszą wobec niego biernością.Wiele metod sprawdzałem w walce z ZOK ,z różnymi fobiami i lękami i wiem że desensytyzacja jest metodą walki z nerwicą najskuteczniejszą-rozwiązuje problem u podstaw,daje trwałe rezultaty i oczyszcza śmietnik naszego umysłu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziś super, czułam się na prawdę silna chyba od dłuższego czasu wolna od tych myśli, przez dłuższą częśc dnia, aż do chwili kiedy mąż nie świadomy moich chorych myśli zawołał mnie żeby pokazac mi program w telewizji, akurat dotyczył to czego unikam przez ostatnie miesiące, czego nie chce oglądac, jak to zobaczyłam wszystko wróciło a to co sobie w sobie zbudowałam przez ostatni czas zwaliło się jak domek z kart.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zmęczona1, to bardzo proste - nie uciekaj. Nie bój się bać. To nie przez to, że boisz się swoich myśli bo choć są one przerażające i obrzydliwe, to nie znaczy, że nie da się z nimi wygrać. To fakt, że Ty się boisz nawrotu tych myśli, boisz się ich bać, boisz się, że będą wracać. Stąd wracają z coraz większą siłą. Coraz większym natężeniem, coraz groźniejsze. Melo jako świetny psychoterapeuta i psychiatra postawił kiedyś diagnozę, że w istocie aby wyzdrowieć trzeba tego naprawdę chcieć, trzeba mieć naprawdę dość choroby, a żeby mieć jej naprawdę dość trzeba sięgnąć dna. W przypadku Twojej nerwicy natręctw wydaje się więc, że odwracanie myśli może być formą ucieczki. Może więc powinnaś się zmierzyć z ich treścią. Nie jestem psychologiem, nie chcę abyś dała się ponieść fantazjom dotyczącym postaci religijnych. Zmierz się z ogólną ich treścią. Z tymi, które są najmniej obrzydliwe. Daj myślom płynąć, nie uciekaj na siłę.

 

-- 14 sty 2013, 22:54 --

 

To ta stopniowa desensytyzacja, a więc stopniowe odwrażliwianie na lęk.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ezekiel generalnie dobrze gada. Twierdzę, że tłem NN jest między innymi eskapizm. Myśli trzeba albo zignorować albo stawić im czoła. Z tym, że "zignorować" nie znaczy uciekać, udawać, że ich nie ma, tylko wyrobić w sobie autentyczne, wewnętrzne przekonanie, że nie należy w to brnąć i całą sprawę można olać. A do tego w zasadzie potrzebna jest konfrontacja. Także tak czy inaczej - trzeba się z tym zmierzyć. A przede wszystkim należałoby zidentyfikować problem, który jest źródłem karmiącego głupie myśli lęku.

Każdy przypadek należy jednak rozpatrywać indywidualnie. O ile dobrze pamiętam przeczytałem kiedyś, że desensytyzacji nie stosuje się w nerwicach na tle religijnym. Także finalnie radziłbym zwrócić się do eksperta.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Infamis, ja nie mam tylko na tle religijnym, męczy mnie kilka różnych na przemian , czasami jednocześnie najgorsze ostatnio było dla mnie że mogłabym byc les......a nie jestem i nie chce tego, mam męza dzieci o tak jest super, to skąd te chore myśli, ale ja nie chce już o tym pisac,bo pisałam wiele razy, nie chce się od nowa nakręcac, jest to dla mnie okropne i obrzydliwe, jak udaje że nie ma tych myśli to znikają, nie chce już analizowac bo jeszcze 3 miesiące temu myslałam że zwariuje jak je analizowałam w kółko się przekonywałam że to nie prawda, jakieś błędne koło.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×