Skocz do zawartości
Nerwica.com

Nerwica szkolna..?


Gizy

Rekomendowane odpowiedzi

Witam.

Nie wiem dokładnie, czy otworzyłam wątek w dobrym dziale, więc jeśli nie to proszę o przeniesienie.. :)

 

A ja zacznę od początku. Chodzę do II klasy LO. Całe gimnazjum byłam świetną uczennicą, praktycznie się nie uczyłam. Miałam nieco problemu ze stresem, wiadomo. Kiedy przychodziło mi coś recytować, czy kiedy przychodził ważny egzamin - denerwowałam się jak szalona. Byłam jednak duszą towarzystwa, więc występy i inne rzeczy obracałam w śmiech. Przyszedł wybór liceum. Oczywiście jedno z lepszych, bo jakby inaczej, dodatkowo profil biol-chemiczny. I zaczęło się..

 

Pierwsza klasa. Nauczyciel z biologii od samego początku wywierał na nas potężną presję. Że to niby nigdzie się nie dostaniemy jak nie będziemy się uczyć i takie tam. Zamiast skupiać się na wiedzy, zaczęłam denerwować się ocenami, jednak było coraz gorzej. Poświęcałam godziny na naukę tego przedmiotu a wszystko szło się paść. W domu mama jako że dawniej uczyła biologii - pytała mnie i wychodziło mi wszystko, jednak gdy przychodziłam do nauczyciela bądź gdy dawał nam do ręki sprawdzian - w mojej głowie pojawiała się pustka. Oceny szły w dół, motywacja nie rosła. Stres przeniósł się na inne przedmioty. Potrafiłam siedzieć godzinami nad czymś, wyuczyć się wszystkiego a gdy przychodziła odpowiedź bądź sprawdzian - ja odpadałam i przychodziłam do domu z tróją. Zaczęła się druga klasa, jeszcze większa presja. Nauczyciel od początku roku zaczął pytać. Praktycznie nie wychodziłam z domu, siedziałam w książkach a do dziennika i tak wpadały coraz to nowe dwójki. Mimo, że na przerwie potrafiłam opowiedzieć wszystko koleżankom, wytłumaczyć im zadanie z biologii, angielskiego - na sprawdzianie, kartkówce, pytaniu ja zaczynałam się denerwować, nie wiedziałam nic. Inni dostawali dobre oceny a ja mimo, że tyle się uczyłam - dostawałam 2.. Przychodziłam do domu i dalej, ze łzami w oczach szłam się uczyć. Pojawiały się straszne bóle głowy, brzucha. Po nocach śniła mi się biologia, angielski... I tak ciągnie się do dziś..

 

Dwa dni temu, na lekcji, nauczyciel z biologii zrobił mi awanturę. Dowiedziałam się, że nie nadaje się do tej szkoły, że jestem do niczego, że nic się nie uczę. Po policzkach popłynęły mi tylko łzy. Świadomość, że tyle czasu poświęcam na naukę a tu słyszę takie słowa - dobiła mnie. Przyszłam do domu. Oczywiście zasiadłam do książek. Zasiadłam do historii, przedmiotu z którego zawsze miałam 5. Uczyłam się trzy godziny. Potem położyłam się do łóżka. Nie mogłam spać, bałam się. Nie wiedziałam czego. Rano strasznie bolał mnie brzuch, głowa, denerwowałam się. Poszłam do szkoły. Jeszcze na przerwach dziewczyny prosiły mnie abym wytłumaczyła im historię. Umiałam. Nagle na historii nauczyciel wziął mnie do odpowiedzi a ja... z nerwów zaczęłam się telepać, panicznie śmiać. Zapomniałam wszystkiego. Pytał mnie to, co tłumaczyłam koleżankom na przerwie. Załamałam się. Po policzkach puścił się strumień łez. Przyszłam do domu. Ryczałam jak szalona, trzęsłam się z nerwów. Nie wiedziałam czego. Non stop denerwuje się, boli mnie brzuch, głowa. Nie chcę iść do szkoły. Nie mogę się na niczym skupić..

 

Potrzebuję pomocy. Wiem, że to długa wypowiedź, ale nie wiem co ze sobą zrobić. Poradźcie mi.. Zależy mi na mojej przyszłości, chce się uczyć, zdać dobrze maturę, ale z takimi nerwami, w takim stanie.. nie dam rady..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gizy, witaj ;)

Czytając Twoją wypowiedź... Im dalej się wczytywałam w swoją wypowiedź, tym bardziej przypominało to mnie...

Jestem rok młodsza, ale przechodzę to samo. 'Umiem, ale jak nauczyciel spyta to nic' - na takiej zasadzie. Chodzę na korki i tam umiem wszystko... W szkole, na sprawdzianach nic, zero, pusto w głowie... I w ciągu tych trzech minionych miesięcy zdążyłam usłyszeć od wychowawcy, że zupełnie nie nadaję się do tej szkoły. To mnie załamało kompletnie i aktualnie szkoła leży. Nic, zero, na niczym nie mogę się skupić, niczego nauczyć... Zdarza się, że wychodzę z sali na lekcji. Płaczę i chcę zapaść się pod ziemią.

 

Kochana, bardzo chciałabym Ci doradzić, bo całkowicie znam Twój ból. Niestety, na chwilę obecną nie znam żadnego rozwiązania, ale gdy tylko je znajdę...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Problem z ocenami jest taki, że one niby są tylko cyferkami w dzienniku. Ale tak naprawdę... w podtekście mówią Ci, że jesteś kimś, albo nie jesteś. To znaczy... taki mają cel. Szkoła też przekonuje, że jak się dobrze uczysz, to super, a jeśli nie, to "coś z Tobą nie tak". Oczywiście być może nie każda szkoła.

 

Po prostu dałaś sobie wmówić, że oceny są ważne. Generalnie się powtarza i daje do zrozumienia dwie rzeczy...

1. Oceny są bardzo ważne, i jeśli nie masz dobrych osiągnięć edukacyjnych, to źle, bo Twoim zadaniem jest spełnić oczekiwania szkoły i nauczyciela. Nie masz słuchać siebie, tylko nauczyciela. To on mówi Ci, co powinnaś robić.

2. Oceny są ważne, ale nie najważniejsze. Trzeba zadbać o przyszłość, ale są też inne rzeczy.

 

Ja nie zgadzam się z żadnym z tych podpunktów. Dla mnie oceny w ogóle nie są ważne. Przecież jestem człowiekiem. Cieszę się, boję się, płaczę, złoszczę, umierają moi bliscy, ktoś się rodzi, ktoś się żeni, ktoś mnie dokądś zaprasza, odwiedzam ciekawe miejsca... Żyję po to, żeby się cieszyć, po co miałabym robić coś, co sprawia, że jestem nieszczęśliwa? Na świadectwie na koniec szkoły miałam z historii 2. I czuję się bardzo dumna. Nienawidzę tego przedmiotu. Niektórzy mówią, że wstyd by im było pokazać takie świadectwo swoim dzieciom. A ja powiem swoim dzieciom, że mama w młodości miała swój mózg i wiedziała, co chce robić, i nie potrzebowała, żeby jej ktoś dyktował, co ona ma robić. Przysięgam, że przez całe LO nie zaglądnęłam do zeszytu z historii ANI RAZU. Nie zaglądnęłam, bo go nie prowadziłam :P Mieliśmy lajtowego nauczyciela, choć szkoła jest siódma w Polsce. W sumie wychodziło mi 1, ale wiedziałam, że dostanę to 2, bo byłam w klasie mat-fiz. I czułam się z tym szczęśliwa. Słuchałam siebie. Guzik mnie obchodziło, że mój brat, zapalony historyk do dziś się ze mnie podśmiewuje, a mama stwierdziła sarkastycznie i z pretensją: "No... gratuluję!". Mogę też podać sytuację ze studiów. Był pewien przedmiot, który moim zdaniem opanowałam bardzo dobrze. Ale facet oceniał kolokwia tak, że dawał punkty tylko za to, co on chciał na tej kartce zobaczyć, a nie za to, co było logiczne i jasne. W efekcie miałam nie mieć zaliczenia. I jak mu dałam indeks, żeby mi wpisał ten brak zaliczenia, to stwierdził, że się nie uczyłam, i że jestem leniwa. No to się wkurzyłam. Powiedziałam mu przy całej grupie podniesionym głosem, że mnie wkurza i że nie obchodzi mnie jego zdanie na mój temat, bo jego zadaniem nie jest osądzanie, czy jestem leniwa, czy pracowita, tylko wpisanie mi oceny. Ale się facet tłumaczył. Przepraszał :) Ty też możesz tak zrobić. Możesz powiedzieć, że sobie nie życzysz takich komentarzy. Kto to niby jest, że ma prawo Ci mówić, co Ty powinnaś i oceniać, czy Ty się do czegoś nadajesz, czy nie..? Przecież to tylko jakiś marny nauczyciel. Beznadziejny nauczyciel nawiasem mówiąc, bo nie spotkałam nauczyciela, który by coś aż tak chamskiego powiedział. Nieważne, co Ci mówią rodzice, nauczyciele, koleżanki i ktokolwiek... masz słuchać siebie. Chcesz się uczyć 10 godzin po szkole? No to się ucz. Nie chcesz? To się nie ucz. Chcesz zmienić tą chorą szkołę? To zmień. Nie chcesz? To nie zmieniaj. Uczysz się DLA SIEBIE, nie dla nauczyciela. Spójrz na siebie swoimi własnymi oczami.

 

Jest też pełno takich ludzi, którzy przyzwyczaili się mieć zawsze piątki, piątki i wiecznie piątki. I wszystko muszą robić na piątkę. Nawet rzygać piątkami. Mówię o takich, co całe życie spędzają w książkach, głównie po to, żeby spełnić cudze oczekiwania. Tylko, że tacy ludzie nie wiedzą, czego chcą i co gorsze: KIM SĄ. Budzą się po studiach i w sumie to nic ich nie kręci, nic ich tak bardzo nie cieszy, patrzą wstecz i we wspomnieniach widzą tylko książkę od biologii, od chemii, od fizyki itd... Nie wiedzą, że mają w sobie "TO COŚ" co ma każdy człowiek i co sprawia, że są tak bardzo wartościowi.

 

Nie ma co katować się w imię "świetlanej przyszłości". Za dziesięć lat może się wszystko zmienić, cały rynek pracy, edukacja, programy szkolne... A prawdziwe życie dzieje się tu i teraz.

 

-- 03 gru 2012, 01:55 --

 

przychodziłam do domu z tróją

 

Ocena dostateczna symbolizuje dostatek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

gizy lepszej porady Niz dala Ci klarunia nie otrzymasz. Miej w dupe co kto mowi , skup sie na tych przedmiotach z ktorymi wiazesz swoja przyszlosc a reszte olej (oby zdac). Tez bylem takim prymusem i nawet na przerwach w szkole siedzialem w kiblu i uczylem/non stop uczylem sie. Po przyjsciu ze szkoly znow nauka. Tak jakby mialo od tego zalezec moje byc albo nie byc. W liceum osiagnelem szczyt wariacjii bo zamiast spotykac sie z kumplami/poznawac nowych ludzi to ja siedzialem i wkuwalem jakies pierdoly ktorych tresc juz dawno zapomnialem i w niczym mi sie to nie przydalo. Przez nadgorliwosc z czasow szkoly mam teraz dystymie i nerwice lękowa a swiadectwa leza gdzies schowane i moze juz ich na oczy nie zobacze.

 

Powiem tyle pierdol to;) ucz sie rzeczy na ktorych Ci zalezy a zdac i tak zdasz:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chcesz się uczyć 10 godzin po szkole? No to się ucz. Nie chcesz? To się nie ucz. Chcesz zmienić tą chorą szkołę? To zmień. Nie chcesz? To nie zmieniaj. Uczysz się DLA SIEBIE, nie dla nauczyciela. Spójrz na siebie swoimi własnymi oczami.

gdyby to było tak łatwe :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gizy, witaj ;)

Doskonale Cię rozumiem. Miałam identyczną sytuację, tyle że z nauczycielką od francuskiego.

Podobnie jak Ty, poszłam do bardzo dobrego liceum. W gimnazjum byłam najlepsza w klasie, nie było więc ku temu przeciwwskazań.

Nauczycielka była bardzo wymagająca, przed każdą lekcją i na niej trzęsłam się jak galareta, nie potrafiłam sklecić dobrze zdania, mimo iż w domu wychodziło mi rewelacyjnie. W końcu zaczęła się II klasa, nauczycielka dorzuciła jeszcze szybsze tempo. Uczyłam się tylko francuskiego, na nic innego nie miałam czasu, dniami i nocami - tak bardzo się bałam franca. Zaczął się problem z chodzeniem do szkoły; gdy tylko do niej wchodziłam, miałam mdłości, nerwobóle, bóle głowy, brzucha, biegunki, słowem - wszystko co usprawiedliwiałoby moją nieobecność. Nie wiedziałam co to jest, w sumie potem przyzwyczaiłam się do złego samopoczucia więc nie zwracałam na to uwagi. Ale miałam 2 tygodniową nieobecność i mój lęk przed pójściem do szkoły był tak silny, że kiedy tylko weszłam do szkoły - zemdlałam. Od tego czasu zaczęła się moja "przygoda" z nerwicą, depresją i innymi nieciekawymi dolegliwościami psychicznymi.

Zmieniłam szkołę. Do byłego LO weszłam od roku tylko raz, po dokumenty. Nie mogę na nie patrzeć, rzygać mi się chce.

W nowej szkole niby wszystko było fajnie, ale mój strach był na tyle silny że przerodził się w fobię szkolną. W końcu nie wytrzymałam, próbowałam się zabić.

Wszystko po to, żeby już nigdy nie iść do szkoły...

Dodam że na indywidualnym trybie skończyłam II klasę, teraz chodzę normalnie. Jakoś mi się udało, bo poszłam do psychiatry i psychologa w porę. Nie zawaliłam roku i jak na razie jest OK.

Pozdrawiam Cię. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

gizy lepszej porady Niz dala Ci klarunia nie otrzymasz. Miej w dupe co kto mowi , skup sie na tych przedmiotach z ktorymi wiazesz swoja przyszlosc a reszte olej (oby zdac). Tez bylem takim prymusem i nawet na przerwach w szkole siedzialem w kiblu i uczylem/non stop uczylem sie. Po przyjsciu ze szkoly znow nauka. Tak jakby mialo od tego zalezec moje byc albo nie byc. W liceum osiagnelem szczyt wariacjii bo zamiast spotykac sie z kumplami/poznawac nowych ludzi to ja siedzialem i wkuwalem jakies pierdoly ktorych tresc juz dawno zapomnialem i w niczym mi sie to nie przydalo. Przez nadgorliwosc z czasow szkoly mam teraz dystymie i nerwice lękowa a swiadectwa leza gdzies schowane i moze juz ich na oczy nie zobacze.

 

Powiem tyle pierdol to;) ucz sie rzeczy na ktorych Ci zalezy a zdac i tak zdasz:)

 

Dziękuję i popieram :) Też kiedyśtam byłam taką piątkowiczką. A teraz mam różne oceny w zależności od tego, czy mnie coś interesuje, czy nie, albo w zależności od innych rzeczy... No i jest fajnie :) Cieszy mnie to, bo kiedyś cały czas chciałam, żeby wszyscy zauważali moje zdolności umysłowe, i było mi tego podziwu zawsze mało. Miałam obsesję na tym punkcie. Dzisiaj zupełnie tego nie rozumiem. Nie czuję wcale już tego przymusu osiągnięć. Nie wysilam się i robię to, co lubię, a jednocześnie o wiele bardziej czuję się kimś, niż wtedy, kiedy spełniałam te wszystkie oczekiwania. Takie postrzeganie siebie jest do wypracowania. Nie ma tu konkretnego sposobu, nie ma odpowiedzi na pytanie: "jak?". Z resztą w pewnym sensie radość z bycia sobą nie jest kwestią praktyki, nie rodzi się z upływającym czasem. Myślę, że jest to raczej kwestia decyzji. Ale żeby powiedzieć tak naprawdę o co mi chodzi, musiałabym się bardzo rozpisać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Szkoła niekiedy potrafi być negatywnym miejscem, a to za sprawą głupich nauczycieli. Kiedyś gdy chodziłem do liceum byłem najlepszy w klasie z języka polskiego, historii, słowem z przedmiotów humanistycznych. Uczyłem się bdb, miałem wysoką średnią i gdyby nie matematyka, miałbym najwyższą średnią z klasy. W klasie maturalnej zmieniła się nauczycielka z polaka. Z lidera, który miał 4,5 stałem się słabym uczniem, który dostał na koniec 2.

 

Nauczycielka groziła, że jeśli ktoś nie będzie się jej słuchał da 1, ciągle krzyczała, nie dała sobie nic powiedzieć. Bałem się jej.

 

Na lekcji się nie odzywałem, bo kiedy pani myślała inaczej krytykowała przy całej klasie.

 

Z poprzednią nauczycielką prawie zawsze sam prowadziłem lekcje, a u niej ...

 

Dziewczyna zrobiła błąd orograficzny, przy całej klasie się z niej śmiała.

 

Kiedy robiła sprawdziany dostawałem 4 i 5. Większość z nich dotyczyła lektur. Z wypracowań lektur, miałem 4 i 5.

 

W jakiś dzień zachorowałem i nie byłem w szkole przed 2 tyg. Miałem zwolnienie od lekarza. Wystawiała oceny.

 

Sądziłem, że będę miał 4, a ona wystawiła 1.

 

Wg niej 1 lub 0 z jakiegoś wypracowania skreśla inne oceny i wstawia 1. Zapytałem dlaczego pani w ten sposób ocenia. Odpowiedziała, że musi być pewna, że zna się lekturę. Co ciekawe ze sprawdzianu lektury dostałem 4, ale nie napisałem z tej samej książki wypracowania.

Jeśli dostałem 4 ze sprawdzianu, to chyba znałem lekturę?

 

Chciała mi wstawić 1 i powtórkę całego semestru.

 

ALE UWAGA

 

Zaliczając u niej semestr musiałbym jeszcze raz napisać wszystkie sprawdziany z których miałem 4 i 5, a powód przez który chciała mi wstawić 1 wypracowania, w ogóle nie istniał. Zaliczając semestr nie trzeba było pisać wypracowania.

 

Jaki sens wstawiać 1 i kazać poprawiać wszystkie sprawdziany i kartkówki z których były 4 i 5?

 

Poszedłem do dyrektorki, mogłem napisać wypracowanie.

 

Napisałem. Dała mi 4.

 

A na koniec ... 2. Bo pisałem dodatkowo i na ocenę 2.

 

W kolejnym semestrze

 

Wypracowania z nich zawsze miałem 4 i 5.

 

Ale w II semestrze ciągle dostawałem 1. Jak cała klasa. Pani nawet nie pokazała prac. Kazała iść na konsultacje i poprawić.

 

Co wypracowanie to 1. Ale nie brała ich ze sobą, by uczeń mógł na nią spojrzeć.

 

Najlepsze było, że pisałem prawie to samo na poprawce i dostawałem 4 i 5.

 

Ale ona dzieliła oceny 1/4, 1/5 i wychodziła 2.

 

Na koniec dała mi 2.

 

A chłopakowi, który nie potrafi sklecić zdania wstawiła 4. Uzasadniła to - wg mnie masz spory potencjał.

 

Na maturze ustnej dostałem 100%, a pani z polaka śmiała się mówiąc, że jej nie zdam.

 

Kiedy panie po przyznaniu mi 100% pytały jaką mam ocenę z polaka, czy 5 czy 6, a ja odparłem że 2

 

NIE WIERZYŁY

 

Wg nich byłem najlepszym zdającym ustną maturę w ciągu ostatnich lat. Jakie więc zdziwione były, słysząc, że mam 2 na koniec.

 

Podsumowując nauczyciele mogą zepsuć ucznia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×