Skocz do zawartości
Nerwica.com

Chciałabym/chcialbym z kimś porozmiawiać ...


Odeta

Rekomendowane odpowiedzi

Witam Was,

 

Jestem Odeta, mam 25 lat.

 

Na pierwszy rzut oka jestem miłą, usmiechniętą dziewczyną, którą da się lubieć. Ale problem jest w mojej głowie...

 

Mam niby poukładane zycie, ale czuje się jakbym była obok niego, poza nim. Brakuje mi czegoś, ale jest to dla mnie nie do okreslenia czego. Nie czuję się szczęśliwa,może po prostu mi się nudzi, wiem, ze są ludzie bez rak, nóg ... ale pomimo to ... moje problemy wcalke nie maleją.

 

Ciagle przesladują mnie koszmary z przeszłości. Rodzice mnie bili, poniżali, wyzywali, stosowali sznastaż emocjonalny.

Teraz codziennie rano powtarzam sobie, że teraz jestem w innym zyciu, ze tamto jest za mna, ale ... jak patrze w lustro, nienawidze tego co widze, nie nawidze swojego odbicia, wszystko mnie przerasta, czuję, że nie powinno mnie tu w ogóle być.

 

Nie potrafię na codzień w ogóle wyrażać swoich uczuć, nikt nie wie co czuje, płaczę, a wręcz wyję tylko gdy jestem sama, wstydzę się łez. Nie chce by ktoś o nich wiedział.

Byłam u psychiatry, ale nie potrafiłam się otworzyć, jak zwykle zagrałam miła dziewczynę.

Tu jest mi troszkę łątwiej, nikt mnie nie widzi, jestem anonimowa.

 

Potrafię innym doradić co robić, jak postapić, a sama nie radze sobie z włąsnym zyciem.

 

Wiem, ze mam problem i niestety powoli zaczyna zamieniać moje zycie w piekło.

 

Mam sny,w których ktoś mnie goni, ja uciekam, czuję paniczny lek. Inny sen to taki, który powtarza się od dzieciństwa - wspinam się na piękne drzewo, z rozłożystymi gałęziami z białymi kwiatkami i nagle spadam. czuje ciarki po całym ciele i z krzykiem budzę się.

 

Idąc ulicą, nie mogę patrzeć się ludziom w oczy, bo zaraz każde ich spojrzenie w moją stronę krzyczy ... jesteś brzydka, jestes nikim itd.

 

Draźni mnie obłuda tego swita, draxni i przerasta mnie obłuda rodziców. Ile razy odwazyłąm powiedzieć się o swoich żalach, typu np. ze kiedyś tata mnie zbił pasem jak miałąm goraczkę, rodzice mają szydercze usmiechy i wmawiają mi, że nigdy nic takiego nie miało miejsca ... jak to boli, że kiedys tak mnie skrzywdzili, a teraz ... teraz udają, że nic się nie stało.

 

Moze ktoś po prostu porozmia ze mną i poradzi mi coś, jak mam dalej zyć, gdzie szukać sensu...

 

ps.

dziekuje, że jesteście

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dobrze by bylo zebys miala kogos przy sobie kogos kto cie wesprze,pozna taka jaka jestes naprawde z wszystkimi zaletami i wadami.widzisz ja tez mialam nieciekawe dziecinstwo,ale z biegiem lat sama sobie wytlumaczylam,ze ludzie sa na roznym poziomie intelektualnym i jezeli moi rodzice chca zyc w swoim swiecie co dla mnie jest patologia to niech sobie zyja.ja mam swoje zycie,swoje problemy i zawsze slyszalam "no ty jestes taka obrotna musisz sobie jakos poradzic"wiec wzielam wszystko na swoje barki i mimo ze utrzymuje kontakty z rodzicami oni i tak nie wiedza o czym ja mowie bo dla nich przesadzam.musisz sie pogodzic z mysla sama przed soba,ze to nie ty jestes winna temu co sie stalo ale twoi rodzice ktorzy wybacz ale sa ograniczeni.dobrze by tez bylo gdybys poszla do specjalisty to moze przyspieszyc caly bieg sprawy,ale najwazniejsza jest twoja praca i ja wierze,ze ci sie uda.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Odeta. Czuj się swobodnie, pisz kiedy tylko masz ochotę.

 

Wiele odczuć o których piszesz znam sam, z własnego doświadczenia. Masz już inne życie,ale ''stare'' czepia się Ciebie i będzie czepiać, póki będziesz uciekać lub kryć je pod różnymi maskami. Jakkolwiek dziwnie i być może sloganowo to brzmi, odczepi się, gdy staniesz w tym twarzą w twarz, gdy będziesz mogła się z tym zmierzyć. Nie od razu, ale Ty będziesz coraz silniejsza, w przeciwieństwie do swoich obaw.

 

Ukrywasz swoje odczucia obawy i żal, to naturalne - ale niepotrzebne. Wręcz z odruchu się tego wstydzisz, ale nie masz czego, to nie TY powinnaś się wstydzić. Nic nie usprawiedliwia sposobu, w jaki Cię traktowano i wbrew głupim myślom, nie ma w tym krzty Twojej winy. Byłaś ''victim'', teraz jesteś ''survivour''.

 

Gniew, żal i strach są tu czymś normalnym - pozwól je sobie odczuwać, nie uciekaj od nich i nie tłum sztucznie, bez obaw, nie będą rządzić Twoim życiem.

 

Moim zdaniem, nie powinnaś zmuszać się do niczego - nie jesteś w żaden sposób zobowiązana do utrzymywania kontaktów z rodziną, jeśli tego nie chcesz. Powtórzę słowa Bethi z tego forum, które padły kiedyś do mnie - 'Posłuchaj siebie, odrzuć nerwy, depresyjne ale, 'co ludzie powiedzą'".

 

Świetnie, że zdecydowałaś się napisać o tym tutaj, warto, byś miała też odwagę mówić o tym, (wiem, że to niełatwe) raz jeszcze, nie ma powodów, bys sie wstydziła, bo to nie Ty masz się czego wstydzić. Ty masz powody do dumy. A możesz pomagać też innym, którzy przeszli podobne cierpienie jak Ty - nie tylko radami, współczuciem, ale i dodając im odwagi, swoim ''pokazaniem się''. Taka odwaga bardzo inspiruje innych, wręcz niewyobrażalnie, zaskakująco i bardzo pokrzepiająco.

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mam pomysl, napisz do rodzicow list, w ktorym zawzesz wszystkie swoje zale, wypomnisz im cale zlo ktore ci uczynili i napsizesz co o nich myslisz

zazadaj tez by cie przeprosili za cale zlo i uswiadom im jak bardzo przez nich teraz cierpisz i jak powazne masz problemy

 

to bedzie dla ciebie oczyszczenie, katharsis, rozliczysz sie dzieki temu z przeszloscia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziekuje za wszystkie rady i ciepłe słowa. To wspaniałe uczucie wiedziec, że nie jestem sama z takimi problemami.

 

Co do listu ... hmmm... próbowałam tego juz kilka lat temu. Napisałam do rodziców co mi lezy na "watrobie", reakcja byłą taka ... mama usiadła i powiedziała "czyli uwazasz, że jestem złą matką", a tata powiedział coś w stylu "nie mozna żyć przeszłością".

 

Myslicie, że usłyszałam kiedyś słowo przepraszam.

 

Mama zasłania sie tym, że nikt jej nie pomagał wychowywać dzieci. A teraz gdy ja mam syna, mama zaglada do wnuka raz tygodniu na 15 minut, nawet na dzień dziecka nic mu nie przywiozła. Brak słów, taka podobnie postepuje, pewnie tak samo nas wychowywali, tylko czelaki, żeby przezucić odpowiedzialnośc na przedszkole, szkołe :(

 

Staram się nie myslec o tym co było, ale gdy widze się z rodzicami i słysze te słowne sprzeczki miedzy nimi, pogardliwe słowa to jak mama bije psa, bo szczeka to wdzystko wraca i przygniata mnie do ziemii :(

najgorsze jest to, że jestem bardzo wrazliwa osobą i pomimo wszystkiego kocham ich a jednoczesnie nienawidze.

 

Eh ... wiecie co, walczę jeszcze z jedna rzeczą. Bicie, ponizanie i krzyki sa w mojej psychice tak głeboko "zasadzone", ze czasami gdy syn wyrowadzi mnie z równowagi mam po prostu ochote dac mu klapsa, mam dziwne mysli itd.

Wiecie jakie to trudne przerwac ten łańcuch.

Ale nie pozwole by ktos tak cierpiał przeze mnie jak ja przez rodziców ...

 

Zaczełąm pisac bloga, tam wyżalam się, chciałabym pójśc znowu do psychiatry, ale ciagle boję się i wstydze swoich problemów. Sama nie wiem, czy boje się, że cos złego sobie o mnie pomysli, że bedzie się smiał, albo szydził tak jak moi rodzice ... moze po prostu boje się zaufać i otwierać drzwi do tego "pokoju" ...

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

chciałabym pójśc znowu do psychiatry, ale ciagle boję się i wstydze swoich problemów. Sama nie wiem, czy boje się, że cos złego sobie o mnie pomysli, że bedzie się smiał, albo szydził tak jak moi rodzice ... moze po prostu boje się zaufać i otwierać drzwi do tego "pokoju" ...

 

Ja nie tak dawno temu, w życiu bym nie pomyślał aby pójść do kogoś ze swoimi problemami. Na szczęście gdy dopadły mnie kłopoty, rzuciłem w kąt takie myślenie. Nie ma nic złego z korzystania z pomocy, nie ma się czego bać! Po to jest psychiatra, aby pomagał, a każdy odpowiedni sposób aby sobie pomóc w problemach jest dobry.

 

Poza tym Odeta, to imię pełne siły i pasji, na pewno dasz radę!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

moze po prostu boje się zaufać i otwierać drzwi do tego "pokoju" ..

 

Pewnie tak właśnie jest, ale skoro o tym myślisz, to chyba juz jesteś gotowa - pomoc jest, wystarczy tylko, że zechcesz z niej skorzystać.

 

Od siebie mogę Ci tylko napisać, jak to widzę - chociaż oczywiście decyzja zawsze należy do Ciebie, a ja nie mam monopolu na wszechwiedzę. Moim zdaniem, jesteś już gotowa by zasięgnąć fachowej pomocy, masz już to ''coś'' co pozwoli Ci sie otworzyć, zaczęłaś już sie dzielić z innymi.

 

Nie powinnaś sie też IMO do niczego zmuszać, mam na myśli kontakty z rodzicami. W jakiś sposób te udawanie, że wszystko jest okey to maska - Ty doskonale wiesz, że nie jest, ale grasz chociażby dlatego, że ich kochasz. Im czystsza i klarowniejsza sytuacja, tym według mnie lepiej. Nie jesteś do niczego zobowiązana.

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie powinnaś sie też IMO do niczego zmuszać, mam na myśli kontakty z rodzicami. W jakiś sposób te udawanie, że wszystko jest okey to maska - Ty doskonale wiesz, że nie jest, ale grasz chociażby dlatego, że ich kochasz. Im czystsza i klarowniejsza sytuacja, tym według mnie lepiej. Nie jesteś do niczego zobowiązana.

Twilight ma absolutną racje! Kto powiedział, że musisz do nich chodzić i ciągle wracać do przeszłości. jeśli każde spotkanie z nimi cie rani to odpuść sobie, przynajmniej na jakiś czas... A poza tym tak moim zdaniem to powinnaś pójść do specjalisty. Przełam swój wstyd i obawy i szczerze powiedz co cie trapi.

Powalcz o spokojną przyszłość....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Odeta jeśli chodzi o sprawę z rodzicami to rozumiem Cie bardzo doskonale. Tez mam takich rodziców. Tzn podobnych... z tym ze ojciec nigdy sie za bardzo nie interesował naszym wychowaniem bo od kiedy pamiętam jest alkoholikiem. Mama najwyraźniej nie umiała sobie z tym poradzić, nie wiedziała jak z tym walczyć i zaczęła wyładowywać swoją złośc i żal na nas (na mnie i rodzeństwie). Jako dziecko również byłam bita, poniżana itd. Teraz zmieniło sie tylko to, ze jestem już "za duża" na lanie. Poniżanie pozostało a nawet sie nasiliło. Pewnie dlatego ze czymś trzeba było "nadrobić" odstąpienie od kar cielesnych. Dużo by pisać... Na dzień dzisiejszy jestem w domu zastępczą gospodynią domową. Mama przekazała mi prawie wszystkie obowiązki gospodyni i matki. Ale nigdy nie okazała mi żadnej wdzięczności za to. Nigdy nie usłyszałam z jej ust słowa "proszę", "dziękuję", "przepraszam" a tym bardziej "kocham cie". Często sie kłóciłyśmy co zawsze kończyło sie tym, że się obrazała i nie odzywała po kilka dni a bywało i tygodni... Nigdy nie przyznała sie do winy. I potrafiła tylko obrazać mnie i dołować. Takich słów, jakie od niej usłyszałam swego czasu, nie usłyszałam jeszcze od żadnego nawet największego mojego wroga.

Myślę o tym prawie non stop. Zdaję sobie sprawę ze dzieci powielają zachowania swoich rodziców i boję sie ze kiedyś też będę taką złą matką...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powielać mogą, jeśli sobie z tym nie poradzą, przekuwają w to coś, czego nie chcieli czuć. A Ty jesteś na najlepszej drodze, żeby sobie poradzić. Ty jesteś sobą, odpowiadasz za swoje życie i masz nad nim kontrole, pomimo choroby, nie daj sobie wmówić, że jest inaczej. Możesz mieć gorsze moment,y gdy tej kontroli nie czujesz, ale masz ją.

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ania19 nawet nie wiesz jak dobrze Cię rozumiem, jak czytam twój post, to tak jakbys opowiadała o mnie.

 

Z tym, że mój tata nie był i nie jest alkoholikiem, ale jest o 22 lata starszy od mamy. Tata też nie interesował się nami, traktował nas bardziej jak pracowników niź dzieci. Mama natomiast nie miała nic, ani pieniedzy ani wykształcenia, dlatego jak wyszła za bogatego, wykształconego człowieka stałą się bardzo egoistyczna osobą. Kupowała sobie futra (cała szafa stoi), skóry itd. Zawsze waqzniejsze było to co powiedzą "inni" czyli znajomi ojca - lekarze, prawnicy, dyrektorzy itd. To dla nich mama wydawała super przyjęcia, a my .... my tylko bylismy pomyłka przy pracy.

 

Na dzień dzisiejszy moja siostra mieszka 300 km od domu i przyjeżdza raz w roku na swięta (bo wypada), a brat jest narkomanem i przebywa w MONARze ... ja natomiast problemy z samą sobą.

 

Może o tyle jestem w lepszej sytuacji, że nie mieszkam już z rodzicami, ale przez wiele lat mama wywierała na mnie taką presję, szantaz emocjoanlny, ze choc nie mieszkałąm to i tak przychodziłąm sprzatać, gotować.

 

Rodzice, a raczej mama zawsze nam straszyła, że przez nas umrze, a wtedy to dopiero zobaczymy. Wiecie ile nocy przepłakałam, błagając Boga, żeby to moje zycie zabrał.

 

A najbardziej dobija mnie obłudność rodziców, a raezcej mamy. Tata na dzień dzisiejszy jest dziadkiem, ma 70 lat. Duzo rozmyśla o życiu, tzn. swoim zyciu. Czasem jest mi go żal, ale z drugiej strony ... czy sam sobie na to nie zasłuzył ?

 

Co do łańcucha to powiem Ci, że jest trudno go przerwać, ale licze do 10, staję w lustrze i pytam się sama siebie czy chce być swoja matką 2 i pomaga.

 

Jeszce rz dziekuje wam, że moge się tu wygadać i ze nie jestem sama.

Najgorsze to zostać samą ze swoimi problemami ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie ma sprawy Odeta, pisz kiedy masz ochotę. Dobrze, że opisujesz szczerze, pięknie i bezpośrednio jak było - to oznacza, że sama to dobrze rozumiesz, a myślę, że dzieląc sie tym z innymi rozumiesz coraz lepiej.

 

Przeszłość rozumiesz. Pytanie, co z przyszłością? Wciąż nie do końca z tym sobie radzisz, chociaż masz siłę, by sobie radzić. Jakie masz plany zrobienia czegoś z tym?

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzieki Wam powoli nabieram sił, aby stawić temu czoło.

Nadejdzie taki dzień, że pójdę na terapię i to bedzie moja próba sił.

Boje się strasznie, ale jak bedę gotowa ton ie zawaham sie.Chociazby daletgo, że Wy mnie wspieracie.

 

Czesto myslę o terapii, jak zaczne rozmowe, co powiem. Zaczęłam tez już szukać przychodni zdrowia psychicznego w moim mieście.

 

Ale to bardzo trudne, bardzo.

 

Mama powtarzała mi prawie co dzień, że jestem nienormalna, boje się, że to samo powie mi lekarz i że to wszystko moja wina, bo byłą zła córką. A z drugiej strony mama mnie urodziła, wychowała, są chwilę, że nienawidze tego zycia, ale są chwile, że czuje sie jakbym ją zdradzała.

Sama nie wiem co już mysleć,z jednej strony to moja matka, a z drugiej ... demon mojej przeszłości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale przecież wiesz, że dobry lekarz tak nie powie, a złego sie po prostu zmienia.

 

Nie wiem na pewno, bo wiadomo, to możesz wiedzieć tylko Ty, ale wydaje mi sie, że właściwie Ty stajesz sie już gotowa i leczenie nabierze większego rozpędu, niż Ci sie wydaje i szybciej :smile: Oczywiście, jeżeli temu pomożesz.

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mama powtarzała mi prawie co dzień, że jestem nienormalna, boje się, że to samo powie mi lekarz i że to wszystko moja wina, bo byłą zła córką.

A nawet jeśli jesteś-czy coś to zmienia? Musisz sobie pomóc. Wszystko można zmienić, odwrócić na swoją korzyść, ale zależy to tylko od nas. Trzymaj się cieplutko i walcz o siebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Weszłam na to forum, bo uznałam, że powinnam porozmawiać z kimś, kto ma podobne problemy jak ja.

Od jakiegoś miesiąca jestem leczona na depresję. Nie wytrzymałam presji społecznej, nisko zdałam maturę, nie dostałam się na upragnione studia. Poza tym, mam straszny problem z asertywnością. Pojechałam z najbliższą przyjaciółką na grupowy obóz, od którego wszystko się zaczęło. Na obozie czekali na mnie moi znajomi sprzed roku i chciałam ich jej przedstawić. Jednak trochę się przeliczyłam, jedna dużo młodsza ode mnie dziewczyna, z którą przez kilka lat korespondowałam i spotykałam się latem, zmieniła się, stała się agresywna. Swoją agresję wyładowała na mnie, poniżyła mnie przed moją przyjaciółką. Od tej pory się zaczęło. Zaczęłam się "wieszać" na ludziach, pytać, czy mnie jeszcze lubią, czy czegoś nie zrobiłam źle. Zamiast się bronić zrobiłam z siebie małe kwilące dziecko. Bardzo mi zależało na pozycji w tej grupie, zależało mi na tym, aby zaimponować swojej przyajciółce. Jednak nie wyszło. Potem zaczęłam się chować przed światem, rozpaczliwie dzwonić do domu, czułam się coraz bardziej upokorzona, ponieważ od dłuższego czasu chciałam się uniezależnić. Z obozu wyjechałam wcześniej, płacząc publicznie, a facet, na którym mi zależało, minął mnie cały zadowolony i nawet się ze mną nie pożegnał. Teraz zerwała mi się przyjaźń z moją przyjaciółką, nie ufam ludziom, którzy starają się mnie pocieszyć, czuję się przegrana, pokonana przez presję, której nie podołałam. Moim problemem jest również chora ambicja. Nienawidzę słyszeć, że jestem wrażliwa czy wydelikacona, wolę wyglądać na osobę silną psychicznie. Jednak okazało się, że to była jesynie moja maska, która się teraz rozpadła i nie wiem, co mam dalej robić. Nie umiem się pozbierać i czuję pogardę do siebie samej, czuję straszliwą złość, mam ochotę popełnić samobójstwo, boję się, że lecę w paranoję, boję się oceny. Rodzice są po mojej stronie, ale czuję się tym upokorzona. Poza tym, mam poważny problem z ojcem i boję sie, że będę taka jak on. On pije, kiedyś był narkomanem i teraz jak z nim rozmawiam wmawia mi, że moje problemy polegają na tym, że jestem w czymś lepsza od innych, czasem popada w histerię i mówi, że jeśli ja się powieszę, on też się powiesi, a moja mama jako "nędzny tchórz" będzie żyła dalej. Nie chcę tego, czuję, że jest teraz na mnie straszna presja, nie mogę się pozbierać. Byłam u pani psychiatry i biorę leki (Lexapro), jednak one nic nie dają. Psychiatra twierdzi, że jeśli moje ataki samobójcze będą się powtarzać, trzba będzie zamknąć mnie w szpitalu. Bardzo tego nie chcę, pragnę powrócić do róznowagi, utraciłam jednak kompletnie wiarę w siebie i w świat. Chcę pójść na wieczorowe studia, znaleźć sens życia, wszystko zmienić. Chcę się wyciągnąć za włosy do góry, a czuję, że moje otoczenie mi w tym nie pomaga. Więc napisałam tutaj. I liczę na odpowiedź.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam wszystkich!

 

W jednej z książek o depresji wyczytałem, że bardzo istotną rzeczą w depresji jest tzw. grupa wsparcia, czyli osoby, do których można zadzwonić, gdy ma się doła. Sam też czuję czasem taką potrzebę żeby się wygadać. Często rozmawiam z bratem, który też ma depresję i to trochę pomaga. Jeśli chcecie pogadać o depresji, proszę o kontakt.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×