Forum Psychologiczne

Nerwica Depresja Psychologia

depresja, nerwica, forum psychologiczne


Strefa czasowa: UTC + 1 |  


Temat: terapia psychodynamiczna

Wiadomości w tym temacie: 160


Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku

 Strona 10 z 12  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 7, 8, 9, 10, 11, 12  Następna strona

Reklama




Autor

terapia psychodynamiczna

terapia psychodynamiczna
Post 31 paź 2012, 01:52 
a co ta terapia daje jeszcze, oprocz poznania przyczyn?


 
   
 
terapia psychodynamiczna
Post Dzisiaj 

Od: 13 Lip 2005, 01:45
Posty: n/a
Miejscowość: internet
  • Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy


 
   
terapia psychodynamiczna
Post 31 paź 2012, 09:05 
Avatar użytkownika

Od: 30 wrz 2012, 11:32
Posty: 185
trek, ja zakończyłam etap poznawania przyczyn, przynajmniej tak uważam, choć pewnie sporo jeszcze rzeczy zostało bo ciągle przychodzą nowe. Do niedawna jakoś nie czułam, żeby mi to w czymkolwiek pomagało ale od pewnego czasu czuje się dużo lepiej. Inaczej buduje relacje z ludźmi, uspokoiły się moje napięte stosunki z rodzicami, czuję się bardziej samodzielna a co ważniejsze miałam siłę wydostać się z toksycznego układu który mnie niszczył. Myślę, że terapia na każdego działa inaczej ale działa i na pewno warto poświęcić czas i pieniądze żeby ją przejść.

Odnośnie zmiany nurtu też miałam ochotę zrobić coś takiego, uspokoiłam się gdy moja terapeutka powiedziała, że jeśli uzna inny nurt za lepszy dla mnie to mi o tym powie. Ufam jej.


 
 Zobacz profil  
 
terapia psychodynamiczna
Post 31 paź 2012, 11:38 

Od: 23 wrz 2012, 10:42
Posty: 178
Żeby się ustrzec przed takimi dylematami, najlepiej wybrać terapeutę, który stosuje dany nurt w zależności od problemu, tj. dziś lecimy psychodynamiczną a za tydzień behawioralno-poznawczą bo np. zmienił się problem do przepracowania.


 
 Zobacz profil  
 
terapia psychodynamiczna
Post 31 paź 2012, 12:22 

Od: 24 sie 2012, 18:07
Posty: 31
Obecnie jestem w terapii prowadzonej przez terapeutę psychodynamicznego.. Według mnie to nie jest tak, że jest konieczność zmiany formy terapii. Po prostu są terapeuci, którzy w swojej pracy wykorzystują różne metody. Nie zmienia się terapii ale tylko technikę. Już prawie dwa miesiące jestem w terapii- to niewiele- i mogę chyba powiedzieć w czym MI pomogła i czemu służy w moim przypadku. Przyczyny powstania problemu to nie jest wszytko, ponieważ sama wiedza nie jest wystarczająca by zaradzić problemom. Mam możliwość przeżycia od dawna tłumionych uczuć co daje mi ogromną ulgę i przede wszystkim możliwość by na nowo uwierzyć w to, że dam sobie radę. Uświadamiam sobie, że moja przeszłość miała na mnie ogromny wpływ, ale już nie musi go mieć. Razem z moim terapeutą odkrywam to czego się bałem i czego nie byłem w stanie zaakceptować.

To w skrócie. Ale bez sensu jest według mnie zmieniać formy terapii tylko wytrwać do końca w jednej. Ja mogę polecić nurt psychodynamiczny ponieważ w moim przypadku przyczynia się do dużej poprawy w moim życiu na chwilę obecną. Zresztą z tego co zaobserwowałem to psychodynamicznie nie oznacza zawsze tak jak piszą w książkach:)

Wytrwajcie bo warto:)

______
www.terapiadynamicznakrakow.pl
______________________________________
Bob Marley Team
Pozdrawiam:)


 
 Zobacz profil  
 
terapia psychodynamiczna- co zrobić??
Post 31 paź 2012, 18:55 
Chodzę na terapię psychodynamiczną od stycznia...Nie wiem co robić dalej. Tylko przez kilka momentów, chwil, czułam, że wszystko się ułoży i będzie dobrze. Niestety większość czasu jest odwrotnie. Zdaję sobie sprawę, że bez motywacji to nawet gdybym trafiła do najlepszego terapeuty świata to nic to nie da. Tylko, że u mnie chyba bardziej działa poczucie bezsensu, braku nadziei. Tak jak bym świadomie, intelektualnie uważała, że po prostu muszę mieć to na starcie, ale w środku czuję, ze nie mam, że jestem słaba, że wcale nie będzie dobrze w moim życiu.
Nie wiem, czy czuję jakąś więź z Terapeutką. Na pewno nie taką sympatyczna, bezpieczną, z zaufaniem. Tego nie ma u mnie. Z mojej strony jest raczej wrogość, podejrzliwość, dystans, zaprzeczenie Jej interpretacjom i w ogóle zaprzeczenie efektywności, skuteczności, sensowności terapii. Ja to widzę i nie chodzi o to, że tego chcę; po prostu rodzi się we mnie to i już! Zamiast wielkiego przywiązania i zaufania, o którym wszyscy mówią, u mnie jest coś zupełnie odwrotnego. Pewnie moje uczucia wzbudzą tu ogólny ostracyzm (czego chcesz, Terapeutka się stara, a Ty co!?), ale dla mnie to jest problem, bariera, której nie umiem przeskoczyć, choć CHYBA , pragnęłabym bliskiej relacji, w której będę sobą, będę akceptowana itd. Nawet jeśli Terapeutka mówi o tym, o czym napisałam w poprzednim zdaniu ( akceptacja, bliskość itd.), to jest jak rzucanie grochem o ścianę, bo ja na miejscu wcale tego nie czuję i nie chcę żeby mnie pakowała w jakieś ramy :pacjent, dziecko itd.! Naprawdę nie wiem co się ze mną dzieje. Wiem, że pomyślicie, że tu Terapeutka jest ofiarą niewdzięcznej osoby itp.- może tak jest, ale dla mnie to też jest trudne. Myślę, żeby zrezygnować. Nawet nie wiem czy Ją interesuje to co ja mówię, czy w ogóle Jej zależy, ale może nie musi. Trudno mi określić czego ja mogę od Niej oczekiwać. Wiem, terapeuta nie doradza, jest czystą kartką itd. tylko, że ja nie chcę siedzieć oko w oko z czystą kartką (he, he, no więc chyba chcę żeby mnie lubiła, interesowała się mną, żeby była żywym, autentycznym człowiekiem itp.) , choć...nie ułatwiam Jej sprawy. Trudno mi się i siebie tam wyrazić, chociaż mam bogatą wyobraźnię, chciałabym powiedzieć to czy tamto, na miejscu, udaję przygłupią, a w emocjach blokada. W kontakcie z Nią wszystko mi się blokuje :/. Tak sobie koegzystujemy, ale nie do końca razem ,a raczej żyjemy obok siebie. Naprawdę jestem zmęczona i nie wiem jak sobie samej pomóc. Nie mam możliwości zmienić terapeuty, bo chodzę na NFZ. Więc albo rezygnuję, albo kontynuuje to co jest.
Zastanawiam się w ogóle nad sensem, nad tym czy są efekty tego rodzaju terapii??? Boję się, że może tacy ludzie jak ja się nie zmieniają, boję się, że życie minie, a ja spróchnieję w takim stanie i już mnie nie będzie. Brakuje mi jakiegoś punktu zaczepienia na czymś w miarę stabilnym i bezpiecznym, jakiegoś małego "hop!"... i odbijam się trochę od ciemnego, dusznego dna i płynąc wyżej będę mogła zobaczyć choć odrobinę światła słonecznego przebijającego się przez burą wodę! I , że pojawi się nadzieja, że wypłynę na czyste wody i będę mogła zaczerpnąć świeżego, rześkiego powietrza i , że poradzę sobie, kiedy coś znowu mnie ściągnie poniżej poziomu wody! Byłoby wspaniale..., choć to chyba utopijne myśli ;) , prawda..?


 
   
 
terapia psychodynamiczna
Post 31 paź 2012, 20:22 

Od: 24 sie 2012, 18:07
Posty: 31
Wszystko to co opisujesz floris_1 to wygląda tak jakbyś rzeczywiście pragnęła tej więzi, tylko, że terapeutka nie może ci jej dać. Może powinnaś spróbować u faceta terapeuty? Z tego co się orientuje to lecznicza jest taka specyficzna relacja z terapeutą. Tylko, że z twojej strony nie może się uruchomić coś takiego możliwe, że ze względu na płeć.. To tylko moje spostrzeżenie.. Widzisz ja mam właśnie problem z mężczyznami ponieważ utożsamiam ich z osobą mojego ojca w pewien specyficzny sposób. No i mój terapeuta zauważył pewne zależności ale nie sypał interpretacjami.. jak później mi powiedział czekał na odpowiedni moment. Gdy taki moment nastał nie czułem się atakowany ani niezrozumiany. Ale myślę,że gdyby to co zauważył powiedział mi wcześniej mogłoby to skończyć się źle..

Uważam, że nie sztuką jest mówić ciągle mądre słowa tylko zrobić to w odpowiednim momencie (tak jak w moim przypadku terapeuta zrobił) .

______
www.terapiadynamicznakrakow.pl
______________________________________
Bob Marley Team
Pozdrawiam:)


 
 Zobacz profil  
 
terapia psychodynamiczna
Post 31 paź 2012, 21:23 
Avatar użytkownika

Od: 14 lis 2007, 22:20
Posty: 333
nienienie!!

floris absolutnie nie rezygnuj

wszystko o czym piszesz jest normalne!

twoim problemem jest właśnei zaufanie i bliskość i nad tym teraz pracujesz, to jest problem który rozwiązujesz. twoje odczucia i wątpliwości są bardzo częste w terapii.

moja rada - bardzo gorąco radze ci wydrukować tego posta z forum i wręczyć terapeucie. na prawdę. Albo opowiedzic o tym, najważniejsze to rozmawiac o wszelkich wątpliwościach. Jest tu tyle wątków, świetnie i bardzo jasno potrafisz opisać co cie trapi, zapewne rozmowie z terapeuta jest o wiele trudniejsze dlatego proponuje wesprzeć się kartką..

Płeć nie musi mieć znaczenia.


 
 Zobacz profil  
 
terapia psychodynamiczna
Post 31 paź 2012, 21:51 

Od: 24 sie 2012, 18:07
Posty: 31
Masakra.. Jeszcze raz przeczytałem swoją wypowiedź;/ Rzeczywiście brzmi to jakbym "radził" Ci żebyś zrezygnowała. Kompletnie nie o to mi chodziło.. jakoś nie dotarło do mnie to że Twoja terapia trwa już tak długo.. Zgadzam się z Selma.. Nie rezygnuj.. Wybacz za moją nieuważność.

Ps: Płeć nie musi mieć znaczenia - to prawda, ale z reguły ma dość duże.

______
www.terapiadynamicznakrakow.pl
______________________________________
Bob Marley Team
Pozdrawiam:)


 
 Zobacz profil  
 
terapia psychodynamiczna- co zrobić??
Post 01 lis 2012, 08:56 
Dziękuję Wam za odpowiedzi! Wiem, że nikt nie obiecał, że będzie lekko i może nie powinnam narzekać, że jest mi ciężko i ta relacja mnie męczy. Czasem czuję się jak w klatce bez wyjścia, ograniczona czasem, który spędzam tam i ograniczona 5 dniami, których tam nie spędzam. Ostatnio to uwięzienie tak mi doskwierało, że wróciłam od T. i zwyczajnie się urżnęłam, upiłam się.( Nie chcę żeby mnie ktoś tu umoralniał i mówiła, ze źle robię; to nie zdarza się nagminnie ) .Nie powiedziałam Jej tego, bo wiem przecież, że zrobiłam to przez to uwięzienie, więc nie ma czego roztrząsać. Oddaliłam się od wątku...
Czy pleć jest ważna...Nie wiem. Czytałam, że nie, a z autopsji... Faktem jest, że relacja moja i mojej matki, to nigdy szczególnie przy bliskości, akceptacji, zaufaniu itp. nie stała, tylko, że nie wiem czy dla mnie to jest takie ważne, raczej nie! Ja po prostu chcę się czuć jakoś bardziej pewnie w życiu, chcę mieć nadzieję na przyszłość, pewnie powinnam trochę lepiej siebie traktować i akceptować, wiedzieć czego chcę (podkreślam, bo kryzys tego kim jestem, czego chcę, strasznie mi doskwiera :/). Myślę, że z terapeutą- mężczyzną, ta relacja wyglądałaby inaczej i prawdopodobnie nie przeżywałabym jej tak, jak tej z terapeutą- kobietą. Jestem u Niej już dość długo i po prostu trudno mi nie mieć wątpliwości, nie odnajduję się tam i trudno mi opisać słowami to co się dzieje. Nie chcę uciekać od życia, spaść niżej, przegapić coś- a to chyba robię kiedy zagłębiam się w swoim umyśle. Życia nie ma w gabinecie terapeutki, jest za oknem, w które zawsze się u Niej gapię, a ostatnio wydawało mi się, że jak jestem u Niej to, to życie za oknem mi ucieka, oddalam się od niego. wiem, że tak dziwnie to opisuję, ale tak czuję bo to wszystko jest jakieś ciężkie, dużo waży P
Wiecie, ja dużo piszę, ale nigdy nie odważyłam się przeczytać tego terapeutce (tylko trochę próbowałam) i podejrzewam, że nawet jak wydrukuję to co napisałam tu w poprzednim poście, to skończy się tak samo, zablokuję się, uznam, że to jest nic nie warte i Jej nie przeczytam. Chyba potrzebuję się trochę postarać, bo to przecież tylko słowa, ale niczego sobie nie obiecuję, że tak, że zrobię, bo już to przerabiałam. Zastanawiałam się dlaczego właściwie Jej tego wszystkiego nie mówię. Napisałam dużo, często widzę to wszystko co się dzieje w postaci metafor, bo trudno kurcze opisać słowami uczucia, przynajmniej mnie. Tak więc może obawiam się: że Ona to wszystko spłaszczy, że to wszystko stanie się takie bezosobowe i suche, jeśli zacznę czytać, a ja może chcę przeżywać, że to wszystko straci jakąś moc (to jest akurat głupie, ale coś w tym jest).
Przepraszam, że się tak rozpisałam o wszystkim i niczym, znów :-| .Biorąc pod uwagę to co piszecie, mogę jedynie uprzeć się i tam zostać, mimo, że te wszystkie uczucia i wątpliwości nadal we mnie są. Mam nadzieję, ze pod pływem impulsu, nie zrobię nic głupiego, czego mogłabym potem żałować.

-- 01 lis 2012, 10:46 --

radpietr napisał(a):
No i mój terapeuta zauważył pewne zależności ale nie sypał interpretacjami.. jak później mi powiedział czekał na odpowiedni moment. Gdy taki moment nastał nie czułem się atakowany ani niezrozumiany. Ale myślę,że gdyby to co zauważył powiedział mi wcześniej mogłoby to skończyć się źle..

Uważam, że nie sztuką jest mówić ciągle mądre słowa tylko zrobić to w odpowiednim momencie (tak jak w moim przypadku terapeuta zrobił) .

Obawiam się właśnie, że Ona na siłę będzie chciała mi uzmysłowić to czy tamto, kiedy ja wcale nie będę na to gotowa. Wiem, że się buntuję wtedy! :evil: Nie ma lekko ze mną :/


 
   
 
terapia psychodynamiczna
Post 01 lis 2012, 10:09 
Avatar użytkownika

Od: 14 lis 2007, 22:20
Posty: 333
wszystko to o czym piszesz jest bardzo ważne i znam to z autopsji. możesz jej nawet wręczyć kartke i powiedziec zeby sobie przeczytala miedzy sesjami i zaczela rozmowe z toba bo sama nie potrafisz.

Najpewniej wiekszosc tego co czujesz do terapeutki to powtorzenie tego jak wygladala twoja relacja z matka, wiec nie jest to raczej nieważne tylko arcyważne.
Ja miałam tak - 3 lata nie zaczęłam rozmowy o tym o czym chcialam bo nie umialam. Ale w koncu sie udalo, teraz mowie o wiekszosci rzeczy i dobrze mi z tym. Trzeba próbować. Z kobieta moze byc ci trudniej, ale jesli cos jest tak trudne pewnie znaczy ze rowniez bardzo wazne i nie wyzdrowiejesz poki tego najwazniejszego problemu nie ruszysz.


 
 Zobacz profil  
 
terapia psychodynamiczna
Post 01 lis 2012, 11:30 

Od: 17 kwi 2012, 11:46
Posty: 132
terapeutka do której chodzę też korzysta z kilku nurtów. tak mi się przynajmniej wydaje, bo nawet jak nie mam żadnego tematu na sesję i mówię jej o tym, to ona próbuje ze mnie coś wyciągnąć, pyta się mnie np jak mi minął dzień i tym sposobem jakoś do mnie dociera, bo czasami jest tak, ze mimo, że ja nie widzę jakiegoś problemu to po rozmowie z nią zaczynam zauważac co jest nie tak, poza tym jak widzi ze jest mi strasznie ciężko to mówi co mogę zrobić zeby sobie pomóc,dla mnie najgorsze jest to że np po cięzkiej sesji, kiedy temat jest trudny a ja na każde pytanie odpowiadam płacząc i czuję się psychicznie i emocjonalnie rozbita, następnego dnia muszę iść do pracy i mierzyc sie ze swoim samopoczuciem, które po takiej sesji nie jest najlepsze i to mnie jeszcze bardziej wpędza w zły nastrój, a jak Wy sobie radzicie ze swoim samopoczuciem od sesji do sesji?


 
 Zobacz profil  
 
terapia psychodynamiczna
Post 01 lis 2012, 12:18 
Selma napisał(a):
możesz jej nawet wręczyć kartke i powiedziec zeby sobie przeczytala miedzy sesjami i zaczela rozmowe z toba bo sama nie potrafisz.

Pytałam, czy przeczyta, to co napisałam. Oczywiście, nie odpowiedziała mi nic, a raczej zrozumiałam, ze sama muszę to zrobić. Zapewne takie ma metody pracy i nie ma zamiaru ich dla mnie naginać. Z jednej strony ok, bo ja nawet chcę żeby ustanawiała mi granice, bo wejdę Jej na głowę, tak czuję. Z drugiej strony gdyby przeczytała byłoby mi łatwiej, ale potem może czułabym się jak dzieciak, który sam nie umie nic zrobić. Suma sumarum, chyba dobrze, że nie przeczytała tego sama. Nie wiem, może daje mi wolną rękę w tej sprawie, bo przecież wspominała o tym, że skoro piszę, to możemy się też na tym opierać, tylko mi za każdym razem trudno zacząć to czytać, bo jak pisałam, to traci sens, kiedy ja tam jestem taka zablokowana. Nie uważam , że nie potrafię tego zrobić, bo przecież potrafię, tylko się blokuję, jak uparte dziecko, pewnie na złość mamie! To jest chyba wyraz mojego oporu.

Selma napisał(a):
Najpewniej wiekszosc tego co czujesz do terapeutki to powtorzenie tego jak wygladala twoja relacja z matka, wiec nie jest to raczej nieważne tylko arcyważne.


Wiesz, naprawdę szczerze mówiąc, to ja mam niewiele do powiedzenia nt. mojej relacji z moją matką. Od razu , z automatu włącza mi się myśl "co ma piernik do wiatraka" i że to wszystko nie ma racji bytu. Naprawdę to nie jest przekorne zaprzeczanie Twoim słowom, ja tak czuję i robię mimochodem. Na terapii non stop jedna moja myśl, pogrąża drugą, jedna zabija drugą. Nie chcę zwalać niczego na rodziców, a pewnie zacznę. Rozumiem, nie o zwalanie chodzi, ale po co bez dystansu gadać, a terapeutka pozna tylko moją wersję. A poza tym to nijakie poczucie relacji ja- moja matka, luka, czarna dziura i mogłabym opowiedzieć o naszym układzie w 5 minut i to wszystko.

Selma napisał(a):
Ja miałam tak - 3 lata nie zaczęłam rozmowy o tym o czym chcialam bo nie umialam. Ale w koncu sie udalo, teraz mowie o wiekszosci rzeczy i dobrze mi z tym. Trzeba próbować. Z kobieta moze byc ci trudniej, ale jesli cos jest tak trudne pewnie znaczy ze rowniez bardzo wazne i nie wyzdrowiejesz poki tego najwazniejszego problemu nie ruszysz.


Nie uważam się za chorą!
3 lata, bardzo długo! Ja mam czas tylko do końca lipca i życie które płynie. Wiem, bezsprzecznie wszystkim nam czas płynie jednakowo, ale to żadne pocieszenie, bo skoro już mam żyć ze sobą 24 godz. na dobę, to nie chciałabym zmarnować tego życia. Ty jesteś cierpliwa, ja nie, :oops: ... trochę przez ten brak gwarancji na cokolwiek dobrego w terapii i brak nadziei i brak cierpliwości do siebie.
Ok, dzięki za odpowiedzi. Zasiedzę się w tym wątku, a znając siebie jeszcze nie skorzystam z dobrych rad, chociaż o nie proszę. Pociesza mnie to, że inni przeżywają podobnie i to nie jest jakieś wielkie halo.


 
   
 
terapia psychodynamiczna
Post 01 lis 2012, 12:44 
Avatar użytkownika

Od: 14 lis 2007, 22:20
Posty: 333
wyzdrowieć - dojść do siebie- poczuć sie dobrze, taki skrót myślowy, wiele osob tak mysli o sobie, ja np mysle ze jestem zaburzona, bo tak sie to nazywa wg klasyfikacji, ale mam do tego dystans, wiem ze to etykieta tylko
Ja kiedys wcisnelam terapeutce po prostu kartke, niech pani przeczyta i przeczytala tylko znaznaczyla ze i tak musimy o tym rozmawiac, no ale moja syt byla inna bo juz wtedy rozmawialam na inne trudne tematy tylko z tym jednym uznalam ze bedzie mi tak latwiej i szybciej

co znaczy ze jedna mysl zabija drugą?

to ze niewiele masz do powiedzenia o matce sugeruje jak bardzo intensywne trudne i stlumione sa twoje emocje do niej (to wszystko co pisze jest troche zgadywaniem schematycznym, wiec moge sie mylic, sama zdecyduj czy cos w tym jest)

terapeuta pozna wtoja wersje i wlasnie ta jest dla niego i dla ciebie najwazniejsza, niewazne jak bylo czy jest (troche to trudne do przyjecia, dla mnie tez) ale to jak sie to w tobie zapisalo i jak teraz wplywa na twoje odczuwanie i zachowanie!

dlaczego masz czas do konca lipca, nie mozesz przedluzyc terapii?
wcle nie jestem cierpliwa.. tylko co mam lepszego do roboty niz ciagle probowac i walczyc o siebie? poddac sie i umrzec? zawsze zdążę. Widze postepy choc powolne, wiem ze powane problemy wymagaja czasu chociaz tez sie swciekam z tego powodu ze tyle sie musze męczyć, ale głową muru nie przebije, poganianie sie nie ma sensu wiekszego, terapeuta tez kontroluje tempo pracy..
Ja wierze w skutecznosc terapii, pewnie bez wyksztalcenia psychologicznego bym nie dala rady wytrwac, ale na szczesci wiem ze terapia dziala, musi zadzialac jeslii tego chcemy. A zadaniem terapeuty jest to chcenie w nas podtrzymywac.
pozdrawiam;] i przepraszam za bledy


 
 Zobacz profil  
 
terapia psychodynamiczna
Post 01 lis 2012, 13:11 
Cytuj:
co znaczy ze jedna mysl zabija drugą?



Coś mówię, a za chwilę to neguję przez inną myśl, przeciwstawną, pomniejszającą znaczenie tamtej itd. robię to praktycznie non stop. Kiedy Terapeutka np. nie reaguje w żaden sposób na to co mówię, to po prostu muszę coś zrobić. Może skoro Ona mnie nie krytykuje w danym momencie, to muszę zrobić to sama i tak w koło Macieju.

Cytuj:
dlaczego masz czas do konca lipca, nie mozesz przedluzyc terapii?

Chodzę na NFZ i mogę tylko do końca lipca. Żebym sama płaciła, nie stać mnie.

Cytuj:
to ze niewiele masz do powiedzenia o matce sugeruje jak bardzo intensywne trudne i stlumione sa twoje emocje do niej (to wszystko co pisze jest troche zgadywaniem schematycznym, wiec moge sie mylic, sama zdecyduj czy cos w tym jest)


Naprawdę trudno mi potwierdzić/ zaprzeczyć Twoim słowom, mam do tego stosunek nijaki- tak czuję; nadal zostaje ta 5 minutowa opowiastka moja mama- ja i tyle.

Pozdrawiam również!


 
   
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ 160 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 7, 8, 9, 10, 11, 12  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1 |  


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: qqq89 i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Administratorzy forum psychologicznego nie biorą odpowiedzialności za treści pisane przez Użytkowników.
Forum ma charakter informacyjny.
Wszelkie decyzje odnośnie leczenia muszą być podejmowane w porozumieniu z lekarzem i za jego zgodą.
Forum jest prowadzone przez Nextweb Media Sp. z o.o.
Korzystanie z serwisu oznacza akceptacje regulaminu.
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group

Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
phpBB SEO
Forum Psychologiczne - Depresja - Nerwica

All rights reserved by nerwica.com © 2005-2014

Grupa NextWeb Media

sitemap