Skocz do zawartości
Nerwica.com

Cześć!


Zmęczona83

Rekomendowane odpowiedzi

Na forum zaglądam od jakiegoś czasu, ale zarejestrowałam się dopiero teraz.

 

Kilka lat temu przeszłam przez psychoterapię - tylko. Na kozetkę z podejrzeniem nerwicy lękowej odesłał mnie lekarz (psychiatra jak się wiele tygodni później dowiedziałam) z nocnego dyżuru, u którego wylądowałam w czasie napadu nerwicowego.

 

Psychiatry uniknęłam, poza jednym powyższym przypadkiem. Zresztą, gdy zaczęłam terapię, leczenie farmakologiczne okazało się niepotrzebne - tak przynajmniej twierdziła moja terapeutka. Z perspektywy czasu myślę, że walka z nerwicą (a może i depresją) bez leków, była jak operacja bez znieczulenia. No może jest to zbyt mocne porównanie ;) Ale lekko nie było. Sama kwestia zdiagnozowanej choroby też jest dyskusyjna - terapeutka słuchając moich opowieści, stwierdziła, że ja najprawdopodobniej zanim zaczęłam coś z tym wszystkim robić, przeszłam ok. roczny epizod depresyjny. I czuję, że tak pewnie było.

 

W każdym razie wyszłam względnie na prostą - tak jest od prawie dwóch lat. Napadów już nie mam. Śpię spokojnie itd. Ale wcale nie znaczy to, że wszystko u mnie jest ok. Czuje się, jakbym siedziała na tykającej bombie, a to uczucie potęguje fakt, że ze względów finasowych przerwałam terapię, więc można się domyślić, że wiele problemów jest nieprzepracowanych. Teoretycznie nie przeszkadzają mi one w normalnym codziennym funkcjonowaniu, ale... Dlatego tutaj jestem.

 

Pozdrawiam,

Zmęczona83

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie było mnie prawie miesiąc... nawet nie zauważyłam, kiedy ten czas przeleciał.

 

Niewidoczny, pytasz jaki mam konkretnie problem. Trochę ciężko to ująć w jednym słowie, ale gdyby sie uprzeć to można powiedzieć, że problemem są związki (bardzo ogólnie) i mężczyźni. Łatwo się jednak domyślić, że problem jest znacznie bardziej pogmatwany.

 

Jeżeli chodzi o związki, szczególnie w najbliższymi osobami i rodziną, to w czasie terapii przepracowałam właściwie tylko jakiś fragment problemu. Zajęło mi to dwa lata, ale dzięki temu zaczęłam zupełnie normalnie funkcjonować (skończyłam studia, z pracą gorzej, rynek jest jaki jest, ale szukam - nawet z pewnymi sukcesami, uwolniłam się od objawów somatycznych, lepiej panuję nad nastrojami itp.). W każdym razie, prawie zupełnie nie został poruszony w terapii problem relacji z facetami. Faktem jest, że mężczyźni w moim życiu prawie nie istnieją, ostatni raz na czymś co można nazwać randką byłam chyba 5 lat temu. Jestem przyzwyczajona do takiego stanu rzeczy, choć nie ukrywam, że gdzieś po cichu tęsknię za jakąś zmianą, mimo, że chyba nie wierzę, że kiedykolwiek ona nastąpi :( Czuję ogromny opór przed wchodzeniem w bliższe związki z facetami. Z jednej strony chodzi o moją niską samoocenę, z drugiej o jakieś dziwne, ale bardzo mocno zakorzenione przekonanie, że np. facetom nie wolno ufać, że tylko wykorzystują itp. Cały problem w tym, że nie wiem skąd one sie wzięły. Nie potrafię wskazać jakiś konkretnych zdarzeń, osób itp., które mogły mieć na to wpływ. Z mojego punktu widzenia wygląda to tak, jakby te przekonania wzięły się dosłownie "znikąd" :( No i boję się, że mogą one kiedyś zacząć sabotować moje życie.

 

I to chyba tyle - tak w skrócie.

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powietrzny Kowal, ja myślę, że nie ma w depresji problemów "nie-pogmatwanych" ;) Ta moja wcześniejsza notka i "liczne powtórzenia" to jest tylko esencja, wspólny mianownik. I czasem myślę, że problem z facetami może nie być problemem samym w sobie, ale skutkiem. Albo może się mylę. Albo brakuje mi odwagi i samozaparcia, żeby pogrzebać w sobie i swoich emocjach.

 

niewidoczny, pewnie w jakimś stopniu sabotuje (w końcu czasem zaliczam strasznego doła), ale nie na tyle, żeby rozwalało mi każdy kolejny dzień i negatywnie wpływało na inne aspekty życia - to nie ten moment i mam nadzieję, że nigdy nie nadejdzie. Mój problem istnieje tak jakby "z boku", coś jak ryczący lew zamknięty w zoo, tylko, że oglądanie go wcale nie jest przyjemne. Albo tykająca bomba; albo piechur z kulą u nogi - takie luźne skojarzenia. Więc to nie jest tak do końca sabotaż. Takie coś, co jest, straszy, ciąży, czasem wpędzi w bardzo negatywne nastroje, a czasem pozwoli o sobie zapomnieć, albo siebie zagłuszyć.

Dłuższa relacja z facetem owszem była, ale czy trwała? Ze względu na czas, pewnie tak, ale jeżeli chodzi o stopień "scementowania" to miało się to nijak do czasu - z perspektywy oceniam, że byliśmy od początku do końca koło siebie, a nie ze sobą. Najgorsze, że to był mój pierwszy związek w ogóle. A potem z innymi było już tylko gorzej. Tak sobie teraz myślę, że właściwie mój stosunek do tego pierwszego związku jest dość obojętny, natomiast wszystkie kolejne związki-nie-związki wywołują we mnie zdecydowanie bardziej wyraźne emocje.

 

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powietrzny Kowal, założenie jest takie, żeby rozprawić się z tym, co jest naprawdę, a nie z urojeniami, choć z drugiej strony nie raz już przekonałam się, że problemy w depresji to głównie "urojenia". I pewnie najpierw w nie trzeba celować.

Co do "odwagi", to nazywanie rzeczy po imieniu jest bardzo skuteczne :) I jest to bardzo cenna nauka wyniesiona z terapii. Więc na ile się da, staram się z tego korzystać, bo ja wcale nie mam zamiaru znów ugrzęznąć w swoich popranych emocjach.

 

niewidoczny, emocje, emocje... Niespełnienie, rozżalenie, frustracja, oddalenie, zmęczenie, dystans, ostrożność, osamotnienie - to kilka przykładowych (kolejność przypadkowa). Są w różnych kombinacjach, w różnym natężeniu i w różnych kontekstach - czasem jako skojarzenie z danym związkiem/facetem/sytuacjami, a czasem jako ich skutek. Tak teraz sobie myślę, że chyba za każdym razem szukałam w związku-nie-związku jakiegoś punktu zaczepienia, który by mi udowodnił, że to już jest ta "bezpieczna przystań". Ale zawsze na końcu okazywało się, że sama siebie oszukiwałam - punkt zaczepienia był zbyt słaby, albo go nie było w ogóle, a ja np. nie chciałam widzieć rzeczy, które zdecydowanie przemawiały za tym, że powinnam sobie dać ze wszystkim spokój.

...

No i wychodzi na to, że sama siebie w to wszystko wkopałam.

 

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zmęczona83, to by faktycznie przydało się umówic dokładnie ten temat i emocje. Dobrze, że teraz zdajesz sobie sprawę z tych rzeczy, ale czy jakieś ważniejsze zmiany zaszły? Zdaję się, że ostatnio chyba nie próbujesz za wiele na tym polu...

Może to i temat rzeka, więc jak chcesz mogę też na pw porozmawiac ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

niewidoczny, dzięki :) Może jak się zbiorę w sobie to napiszę :)

W każdym razie, faktycznie ostatnio "na tym polu" niewiele robię. Właściwie tylko obserwuję samą siebie, ale żeby podjąć jakieś działanie... to już ciężko. Dużo chciałabym zmienić, ale jakoś nie potrafię. Zreszta tak, jak mówisz - temat rzeka.

 

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×