Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

Psychoterapia - wszystko co dotyczy psychoterapii. Nurty, doświadczenia związane z terapią.

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

przez 19ruda87 03 sty 2017, 20:48
Inga_beta

Właśnie chodzi o to, że ja ufam swojej T. Z tym że nie potrafię rozmawiać na żadne tematy dotyczące mojej osoby. Z nikim nie byłam w bliskiej relacji. Zawsze byłam skryta, zamknięta w sobie. Poruszam czasem jakiś temat ale się wycofuję z obawy że zrobię z siebie kretynkę. Analizuje każde wypowiedziane przez siebie słowo. Powiem coś a później żałuję bo boję się że się ośmieszam. Mimo iż nie ma nic takiego miejsca w rzeczywistości, ja się tego doszukuję. Nie potrafię uwierzyć w siebie. Mam o sobie bardzo złe zdanie. Podobno robie z siebie potwora. Chcialabym moc szczerze porozmawiac ale sie krepuje
Lamitrin 200mg | Efectin Er 75mg | Arypiprazol 10mg | Afobam 1mg
Offline
Posty
358
Dołączył(a)
02 sty 2017, 15:03

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

przez cdn. 04 sty 2017, 05:09
Inga_beta, to super , że czujesz takie postępy. Ile u ciebie trwa terapia?

Nie no, nie wytrzymam - bo już to mi gryzie od paru dni wątrobę. Może się tu zbyt bardzo wywlekam brudy na wierzch, ale choć raz coś więcej powiem. Może CBA, FBI, ani moja wścibska sąsiadka mnie nie namierzą. Czas na spam w "co na dzisiaj..."

Parę dni temu miałam rozmowę z siostrą. Jest umówiona na wizytę u psychologa z NFZtu, bo też jest znerwicowaną osobą , niepewną siebie , ale nie w takim stopniu jak ja. Powiedziałam jej , że to dobry pomysł. Myślałam, że przynajmniej w jej przypadku naprostowanie paru rzeczy nie będzie trwało tak długo jak u mnie.
Jednak po świętach zmieniła zdanie. Chciała szlachetnie oddać mi to miejsce. No bo przecież mi ta psychoterapia nie pomaga, wydaję tylko pieniądze. Poza tym z powodu tej psychoterapii pielęgnuję w sobie złość i gniew, zamiast się od tych emocji uwolnić. I nie żebym odwaliła jakąś dziwną akcję w święta - byłam łagodna ,jak baranek. Jak już wyjechałam z domu, moja siostra z mamą miały rozmowę. Mama była smutna, że nie dopuszczam ją do siebie. No i co? No i całe zło to ja!
Moja siostra nie ma problemów. Nikt nie ma problemów. To ja jestem problemem, więc tylko ja powinnam zadać sobie ten trud i się leczyć. A ona, moja szlachetna , słodka siostra jest uosobieniem cnót moralnych. Ona nie dopuszcza do siebie złych rzeczy, gniewu, nienawiści i nigdy nie pamięta. A ja mam żal do matki - nie powinnam mieć żalu do matki.
Już wiem, że nie trafi do psychologa - bo w końcu to czort co spycha człowieka na złą drogę. Ale w jak pięknym stylu chciała się wywinąć.
Ruchem pełzającym - byle do przodu
Offline
Posty
487
Dołączył(a)
05 sie 2015, 14:57

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

przez Inga_beta 04 sty 2017, 08:43
19ruda87,
To co piszesz nie jest mi obce i pewnie wiele osób na terapii przeżywa takie uczucia. W pierwszym okresie mojej terapii głównymi uczuciami które przezywałam były wstyd i upokorzenie, gdy próbowałam coś o sobie powiedzieć. nie dawałam rady mówić tego o czym chciałam. W końcu wpadałam na pomysł żeby mówić o tym wstydzie i upokorzeniu, o tym że nie daję rady czyli ujawniać to co czuję na bieżąco. Czyli mówiłam- bardzo chcę o czymś powiedzieć ale nie daję rady, a następnie mówiłam że teraz czuję to i to. I przeżywałam te uczucia.
wstyd i upokorzenie to uczucia przeżywane w dzieciństwie ale wytłumione i schowane głęboko w nas. więc takie wyciąganie ich na wierzch i świadome przeżywanie na terapii, uwalnia nas od nich i to jest właśnie jeden z uzdrawiających elementów terapii

cdn.,
Widocznie jesteś najsłąbsza psychicznie w rodzinie i wszystko leci na ciebie. Bo ty poczujesz się winna, bo ty będziesz wszystko przeżywać, przejmować się tym co one o tobie mówią. Dzięki takiemu koziołowi ofiarnemu wszyscy w rodzinie mogą się czuć tymi dobrymi, wspaniałymi, lepszymi.

Chyba cię nie było na forum wtedy gdy toczyła się tu dyskusja na temat długości mojej terapii. Ja mam bardzo głębokie zaburzenie i na terapię chodzę już prawie 9 lat. Ale jest coraz lepiej.
Offline
Posty
2475
Dołączył(a)
11 sty 2014, 15:40

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

przez shira123 04 sty 2017, 08:49
za godzine mam terapie u nowej T/mlodej/ troche sie boje
mam ostatnio trudny czas b.nerwowy
w sylwestra bylo b.zle ze mna poszlo jak zwykle o siostre/zazdrosc/
co z tego ze mnie 2 osoby zaprosily na sylwestra /nie chcialam isc/
a ona z kims poszla, ja-rozpacz bez dna placz pol nocy masakra...
Offline
Posty
372
Dołączył(a)
28 maja 2016, 19:36

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

przez shira123 04 sty 2017, 09:00
Siarlek napisał(a):
Pretoria napisał(a):Tak, ale sama się nie wyprowadzę. Poza tym narazie jeszcze studiuje dziennie, a nawet jakbym miała prace to ciężko byłoby mi samej utrzymać się z jednej (pewnie małej) wypłaty. Studia też nie daja mi szansy na lepiej płatne zajęcie dlatego uważam że sa beznadziejne. :blabla:

No to jest problem teraz :/ W akademickim mieście , utrzymać się samodzielnie to trzeba mieć te 2500 zł. 900 pokój, 800 jedzenie + komórka + komKarta to już są 2k no i 500 zł na życie. Ja się planuje wyprowadzić do konca lutego. A co studiujesz? Chyba da się po każdych studiach znaleźć coś perspektywicznego, ale trzeba coś robić poza studiami i mieć trochę farta.


no nie przesadzaj jedzenie 800? spokojnie da sie za 500 w biedronkach, obiady bar mleczny
pokoj w gdansku 700 slupsk 500
a stypendia socjalne? nawet 900 zl jak male zarobki rodzicow
wszystko sie da,nie ma sytuacji bez wyjscia

ja dziekuje Bogu ze mam zamoznych rodzicow bo studia zaoczne/470 zl/mc
ale po psychologii mam zapewniony start

i zgadzam sie po kazdych studiach mozna znalezc w miare prace/plus jakies fajne kursy zrobic/
ale w wiekszym miescie typu gdansk,poznan,wroclaw
Offline
Posty
372
Dołączył(a)
28 maja 2016, 19:36

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

Avatar użytkownika
przez Siarlek 05 sty 2017, 01:43
shira123 napisał(a):
Siarlek napisał(a):
Pretoria napisał(a):Tak, ale sama się nie wyprowadzę. Poza tym narazie jeszcze studiuje dziennie, a nawet jakbym miała prace to ciężko byłoby mi samej utrzymać się z jednej (pewnie małej) wypłaty. Studia też nie daja mi szansy na lepiej płatne zajęcie dlatego uważam że sa beznadziejne. :blabla:

No to jest problem teraz :/ W akademickim mieście , utrzymać się samodzielnie to trzeba mieć te 2500 zł. 900 pokój, 800 jedzenie + komórka + komKarta to już są 2k no i 500 zł na życie. Ja się planuje wyprowadzić do konca lutego. A co studiujesz? Chyba da się po każdych studiach znaleźć coś perspektywicznego, ale trzeba coś robić poza studiami i mieć trochę farta.


no nie przesadzaj jedzenie 800? spokojnie da sie za 500 w biedronkach, obiady bar mleczny
pokoj w gdansku 700 slupsk 500
a stypendia socjalne? nawet 900 zl jak male zarobki rodzicow
wszystko sie da,nie ma sytuacji bez wyjscia

ja dziekuje Bogu ze mam zamoznych rodzicow bo studia zaoczne/470 zl/mc
ale po psychologii mam zapewniony start

i zgadzam sie po kazdych studiach mozna znalezc w miare prace/plus jakies fajne kursy zrobic/
ale w wiekszym miescie typu gdansk,poznan,wroclaw



Ja za 16 zł dziennie to bym się nie najadł. Dwa dni bym na pizze oszczędzał. No pokój w Poznaniu z opłatami to min 800 zł.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
525
Dołączył(a)
28 maja 2015, 18:26
Lokalizacja
Obóz na bagnach

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

przez cdn. 05 sty 2017, 04:04
Inga_beta , , ja chodzę już 4 lata. Miałam chwilę zwątpienia, ale po tobie widzę, że warto.

Rozmawiałam o tym z siostrą. Nie chciałam, ale zauważyłam , że robię się dla niej złośliwa. Postanowiłam, więc, że powiem za co się na nią złoszczę. I nie obyło się bez łez - z jej strony, groźby, że od następnego roku już ze mną nie mieszka, stłuczenia w roztrzęsieniu pewnego przedmiotu - nie, to nie był kontrolowany atak z jej strony złości, tylko zrobiła to z nerwów. Koszta konkretne były tego dialogu, ale chyba się opłaciło , bo teraz rozmawiamy ze sobą spokojnie a nie wymieniamy się bolesnymi uwagami, a ona jednak bierze pod uwagę wizytę u psychologa.
Musiałam w międzyczasie odczekać moje poczucie winy, że wpakowałam siostrę w taki stan rozbicia. I dobrze, że tym razem jej nie przepraszałam.
Przyznaję, że Inga_beta, to co napisałaś trochę mi w tym wszystkim pomogło.
Z resztą już wcześniej parę razy pomogliście mi tutaj w podjęciu odpowiedniego toru działań.

Może kiedyś w końcu przyjdzie czas, że będę na tyle pewna swoich uczuć i przeżyć, ze nie będę szukała na zewnątrz potwierdzenia.
Ruchem pełzającym - byle do przodu
Offline
Posty
487
Dołączył(a)
05 sie 2015, 14:57

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

przez Inga_beta 05 sty 2017, 09:36
cdn.,
No to ty też długo chodzisz na terapię.
Czasem może byc tak że psychika nie potrafi zaskoczyć, czyli pojąć na czym tez zmiany mają polegać, jak te zmiany w sobie robić, o co chodzi w tej całej terapii, jak mamy siebie zmieniać, do czego mamy dążyć, w jaki sposób to robić i wtedy potrzeba więcej czasu na zrozumienie o co w tym wszystkim chodzi.

O, to fajnie że odważyłaś się na taką rozmowę.
Jesteś teraz o jeden stopień wyżej, w twojej relacji z siostrą, a ona z płaczem musiała zejść o jeden stopień niżej i dzięki temu jesteście na bardziej równym poziomie.
Takie złoszczenie się jest dla nas wskazówką że coś z relacją jest nie tak, że czujemy się krzywdzeni przez daną osobę.
A poczucie winy najlepiej jest przeżyć w pełni i świadomie w samotności, bez wytłumiania go przez przepraszanie.

Ja ostatnio zauważyłam czyli odkryłam bardzo bolesną dla mnie sprawę, odnośnie osób które mnie lubią i utrzymują ze mną kontakt. Uświadomiłam sobie że one chcą być ze mną po to aby się dzięki mnie dowartościowywać czyli dzięki mnie nie czuć się najgorszymi. Nie wiem czy świadomie tak myślą ale tak czują że mają kogoś gorszego od siebie do kogo mogą się porównywać i czuć dzięki temu lepszymi. Bardzo mocno to przeżyłam, aż musiałam leżeć w łóżku, że te osoby uważają mnie za najgorszą a ja myślałam że mnie lubią.
W ostatnim czasie mam duże zmiany na lepsze, więc sądzę że za niedługo przestanę się czuc tą najgorszą więc te osoby nie będą się mogły już dzięki mnie dowartościowywać i zapewne zrezygnują z tej "przyjaźni" ze mną. Przykre to dla mnie, bo się okazało że nie ma nikogo kto by mnie lubił. No ale na terapii takie bolesne uświadomienia to chleb powszedni.
Offline
Posty
2475
Dołączył(a)
11 sty 2014, 15:40

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

przez shira123 05 sty 2017, 16:01
cdn. napisał(a):Inga_beta, to super , że czujesz takie postępy. Ile u ciebie trwa terapia?

Nie no, nie wytrzymam - bo już to mi gryzie od paru dni wątrobę. Może się tu zbyt bardzo wywlekam brudy na wierzch, ale choć raz coś więcej powiem. Może CBA, FBI, ani moja wścibska sąsiadka mnie nie namierzą. Czas na spam w "co na dzisiaj..."

Parę dni temu miałam rozmowę z siostrą. Jest umówiona na wizytę u psychologa z NFZtu, bo też jest znerwicowaną osobą , niepewną siebie , ale nie w takim stopniu jak ja. Powiedziałam jej , że to dobry pomysł. Myślałam, że przynajmniej w jej przypadku naprostowanie paru rzeczy nie będzie trwało tak długo jak u mnie.
Jednak po świętach zmieniła zdanie. Chciała szlachetnie oddać mi to miejsce. No bo przecież mi ta psychoterapia nie pomaga, wydaję tylko pieniądze. Poza tym z powodu tej psychoterapii pielęgnuję w sobie złość i gniew, zamiast się od tych emocji uwolnić. I nie żebym odwaliła jakąś dziwną akcję w święta - byłam łagodna ,jak baranek. Jak już wyjechałam z domu, moja siostra z mamą miały rozmowę. Mama była smutna, że nie dopuszczam ją do siebie. No i co? No i całe zło to ja!
Moja siostra nie ma problemów. Nikt nie ma problemów. To ja jestem problemem, więc tylko ja powinnam zadać sobie ten trud i się leczyć. A ona, moja szlachetna , słodka siostra jest uosobieniem cnót moralnych. Ona nie dopuszcza do siebie złych rzeczy, gniewu, nienawiści i nigdy nie pamięta. A ja mam żal do matki - nie powinnam mieć żalu do matki.
Już wiem, że nie trafi do psychologa - bo w końcu to czort co spycha człowieka na złą drogę. Ale w jak pięknym stylu chciała się wywinąć.


cdn.
to zupelnie normalna reakcja otoczenia

kiedy zaczynasz terapie,bliscy mowia ci ze zmienilas sie...na gorsze
dlaczego?
bo stalas sie asertywna, walczysz o siebie,okazujesz negat.emocje.
im sie to nie podoba
mialam tak samo i wszyscy z mojej grupy tez
nie przejmuj sie

teraz masz zal do matki, ja tez mialam
ale po dobrej terapii powinno ci to minac,ja wybaczylam, dostrzegam pozytywy i jest ok :D
Offline
Posty
372
Dołączył(a)
28 maja 2016, 19:36

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

przez shira123 05 sty 2017, 16:07
ta moja nowal mloda T jak na razie zrobila pozytywne wrazenie
zobaczymy
mamy sie spotykac co 2 tyg
jest rzeczowa i spokojna duzo pyta co czuje,czulam, o rodzine
po sesji bedziemy rozdrapywac rany odnosnie zadrosci do siostry
oj bedzie strasznie...
oby potem bylo lepiej
chciałabym byc spokojna jak woda w jeziorze, tymczasem jestem jak wzburzone fale....
Offline
Posty
372
Dołączył(a)
28 maja 2016, 19:36

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

Avatar użytkownika
przez Malarz cieni 06 sty 2017, 22:19
Inga_beta napisał(a):Chyba cię nie było na forum wtedy gdy toczyła się tu dyskusja na temat długości mojej terapii. Ja mam bardzo głębokie zaburzenie i na terapię chodzę już prawie 9 lat. Ale jest coraz lepiej.

Podziwiam Ciebie, że jesteś w stanie wytrwać w terapii przez tyle lat. Nie wiem, czy dałbym radę tak długo chodzić. Nie masz czasami dość terapii i takich myśli, że to się nigdy nie skończy? Ile czasu według Twojej terapeutki ma jeszcze trwać psychoterapia?
Wcześniej: Ramanujan, Robinho
Avatar użytkownika
Offline
Posty
970
Dołączył(a)
22 wrz 2014, 17:12
Lokalizacja
okolice Wrocławia

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

Avatar użytkownika
przez Lukrecja. 06 sty 2017, 23:11
Dlaczego tak bardzo chcę rzucić moją terapię? Z powodu chęci wzbudzenia zaniepokojenia u T? Ukarania samej siebie? Chęci poczucia w sobie w końcu jakichś silnych emocji?
Moja terapia trwa już ponad rok, a do dziś nie potrafię normalnie rozmawiać z T. Wciąż czuję się jak na egzaminie, denerwuję się podczas rozmowy. Nie raz mówiłam o tym na terapii, ale było to jakoś zagadane. Rozmawiałam z innymi pacjentami tego T i było mi bardzo przykro jak się dowiedziałam, że w sumie wszyscy są zachwyceni, bo taki empatyczny, bo po rozmowie czują się lżej, mają super kontakt itp. Wiem że próba zmiany T, będzie znów formą ucieczki.
Spotkania miały być co 2 tyg, ostatnio wciąż są co 3 tyg. Ze mną jest coraz gorzej, znów czarne myśli. Od początku terapii skupiam się na rozmyślaniach co o mnie myśli T, ciekawa byłabym jego reakcji gdybym nie pojawiła się na umówionym spotkaniu, bez znaku życia. A najchętniej to dałabym się gdzieś zamknąć na parę tygodni i wyszła dopiero wtedy, gdy postanowię czy chcę dalej żyć i walczyć o jakieś zmiany, czy po prostu się poddać.
dystymia | osobowość unikająca | zaburzenia odżywiania | introwertyk
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
24 sty 2016, 22:16

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

Avatar użytkownika
przez madseason 08 sty 2017, 12:19
Dziewczyny i (nieliczne zapewne jak to tutaj;) chłopaki,
jakoś tak mam potrzebę napisania do Was. Zniknęłam,bo byłam na pół roku w szpitalu. I wiem,że wątek jest o terapii gabinetowej (sama się tu udzielałam trochę - fajnie nadal widzieć dawne nicki i awatary, choć w zasadzie nie wiem czy to dobry objaw), ale chciałam po prostu rzec że nigdy tak dużo nie przepracowałam jak będąc na oddziale całodobowym. Strasznie się bałam i broniłam, ale widzę że to była dobra decyzja (choć cholernie było mi ciężko przestawić się z ciepłego wsparcia do którego byłam przyzwyczajona przez moją t. na konfrontujące i ostre komunikaty od zespołu terapeutycznego tam. Ale to pomogło a nie klepanie mnie po głowie jaka jestem biedna i depresyjna). Jakby ktoś z Was kiedykolwiek się wahał - z całego serca polecam oddziały dzienne czy stacjonarne... podobnie jak polecam krytyczne przyjrzenie się terapiom w jakich jesteście. Ja swojej nie porzucałam, choc nie dawała żadnych rezultatów. po prostu bardzo lubiłam moją t. i nie chciałam Jej zostawiać, podobnie jak nie miałam zamiaru porzucać własnej patologii;P teraz widzę ile czasu tkwiłam w miejscu.
...
ale teraz będę nadal chodzić na terapię, tylko do osoby która mnie prowadziła w szpitalu. Raz w tygodniu choć optymalnie byłoby dwa razy. To co piszesz Lukrecja o trzytygodniowych przerwach, wydaje mi się zupełnie bez sensu. Chyba, że typowo wspierająca terapia, nie analityczna.
auf der verzweifelten Suche nach meinem wahren Selbst...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
823
Dołączył(a)
05 cze 2009, 20:41

Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

przez szanownapani 08 sty 2017, 23:00
Czesc Madseason,

Dobrze Cie znowu widziec :).

Czy oceniasz, ze ta terapia wplynela w znaczacy sposob na Twoje samopoczucie i zlikwidowala/zredukowala objawy? Czy poza ostrymi i konfrontacyjnymi komunikatami (to sie dzialo w obecnosci innych pacjentow i czlonkow personelu czy tylko na spotkaniach w cztery oczy?) bylo tez wsparcie/empatia? Czy ten zespol (terapeuta i pielegniarka, tak?) staral sie ulatwic Ci nawiazanie z nimi pozytywnej relacji i nabranie zaufania?

Wypytuje, bo dla mnie taka terapia, jaka opisalas, brzmi strasznie i pewnie szybko bym z niej zrezygnowala ;). Polubilas swoich terapeutow? Przywiazalas sie do nich? Czy pelen dystans i wylacznie intelektualne rozkimny?

Pozdrawiam i trzymam kciuki za Twoje dalsze zmagania.
Offline
Posty
163
Dołączył(a)
20 lut 2016, 00:15

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do