Skocz do zawartości
Nerwica.com

Bezsensowne życie.


cadarxx

Rekomendowane odpowiedzi

Jest to mój pierwszy post na forum, ale wcześniej nie będąc zarejestrowanym sporo czytałem, więc znam problemy wielu użytkowników. Pierwszy swój temat założyłem tutaj, gdyż po co zakładać 2 tematy w dwóch różnych działach, jak mogę tutaj na pisać o moich problemach jak i się przywitać, więc witam wszystkich :smile: . Moja historia będzie długa, ale ciekawa, bo całe moje życie było pełne problemów, upokorzeń i smutku, więc jest o czym pisać. Mam nadzieję, że przeczytacie do końca bo im dalej, tym ciekawiej.

Mam 25 lat, wiele już w życiu przeszedłem. Właściwie od podstawówki zaczęła się prawdziwa szkoła życia. Byłem tam nieudacznikiem, fajtłapą przez co prawie nikt nie chciał się ze mną kolegować. W szkole średniej było tak samo. Jeśli chodzi o dziewczyny, to zawsze w stosunku do nich byłem bardzo nieśmiały, mimo to niektóre dawały mi znaki, że chciałyby spróbować ze mną być(ładna buźka robi swoje), ja jednak zawsze marnowałem okazje czy to przez nieśmiałość czy jakieś inne duperele. Na studiach byłem trochę pewniejszy siebie, tzn. nie bałem się rozmawiać z ludźmi, przez co nie byłem jakimś pośmiewiskiem. Miałem wtedy kilku kolegów, ale bardzo rzadko z nimi gdzieś wychodziłem, po prostu przyzwyczaiłem się do samotności będąc w szkole podstawowej i w liceum. Równie dobrze wogóle by mogło ich nie być, a ja bym się tym nie przejmował. Inaczej wyglądała sprawa z brakiem kobiety u boku. Bardzo chciałem mieć dziewczynę, dużo rozmawiałem z niektórymi na studiach, ale nigdy nie miałem śmiałości zaproponować jakiegoś spotkania w 4 oczy. Do czasu... aż poznałem dziewczynę, której nie powinienem poznać...

Na ostatnim piątym roku grupy się wymieszały i do mojej przyszła dziewczyna, na którą już od dłuższego czasu zwracałem uwagę, zresztą jak wszyscy, bo miała ciekawą urodę. Zagadałem do niej. Widać, że ona mnie polubiła na swój sposób, bo zawsze starała się przebywać tam gdzie ja, to ze mną spędzała najwięcej czasu. Ja widząc to postanowiłem zaproponować jej spotkanie-randkę. Tak, wreszcie się na to zdecydowałem. Już na pierwszej randce(dyskoteka) zauroczyłem się nią. Zrobiła się na bóstwo, jej uroda naprawdę rzucała się w oczy, świetnie mi się z nią rozmawiało, mimo iż słabo się znaliśmy, to rozmowa się kleiła. Już tego dnia jednak jedna rzecz mnie zaniepokoiła- na parkiecie tańczyła przez chwilkę z innym. Ja to olałem, bo sam jestem słabym tancerzem, więc tylko wstydu by się najadła. Później żeśmy się trochę pokłócili o jakieś bezsensowne sprawy. Myślałem, że już nie będzie się chciała ze mną spotykać, ale myliłem się. To ona pierwsza zadzwoniła, że chce się umówić. I tak mijały kolejne spotkania. Dalej dobrze nam się rozmawiało, ale nic innego się nie działo, wogóle nie widziałem w niej chęci czegoś więcej. Pewnego razu doszło do sytuacji, że na dyskotece nie chciało mi się już tanczyć, więc poszedłem sobie posiedzieć przy piwie, w tym czasie ona się bawiła. Po jakimś czasie przyprowadziła do stolika bardzo przystojnego faceta, który rzekomo był jej znajomym, ale tak prawdę powiedziawszy nie wierzyłem w to, bo miałem liczne powody ku temu bo nie wyglądało to tak, żeby się znali. Raczej dopiero się poznawali. Ten facet zaczął się do niej dyskretnie dobierać a co gorsza, ona udawała, że tego nie widzi... Bardzo mnie to zirytowało i po prostu wyszedłem stamtąd. Miałem ochotę pobić tamtego kolesia, ale nie było powodu, bo przecież ona nie była moją kobietą, a tylko koleżanką. Nie wiem czy coś między nimi zaszło, ale byłem wściekły i obiecałem sobie, że nigdy więcej się z nią nie spotkam. Niestety po jej kolejnym telefonie od razu zgodziłem się na spotkanie :o . Od tej pory byłem jednak sprytniejszy, bo zabierałem ją w miejsca, gdzie nie ma parkietu, więc ciągle przy mnie siedziała. W dalszym ciągu jednak nasze relacje stały na tym samym, koleżeńskim podłożu, nic nie posuwało się naprzód. Potem postanowiłem dać sobie z nią spokój i tym sposobem po ukończeniu studiów już jej nie widziałem mimo, iż ona proponowałą kolejne spotkania. Ja się na nie nie zgadzałem. Przez kilka miesięcy często o niej myślałem. Po pewnym czasie o niej prawie zapomniałem i... znowu ją spotkałem :( .

Tym razem nasze spotkania były jednak trochę inne, było jakby więcej romantyzmu choć i tak do niczego nie doszło. Kompletnie się w niej jednak zakochałem, ciągle o niej myślałem. Na przedostatnim spotkaniu rozmawialiśmy o wyglądzie zewnętrznym i ona dała mi do zrozumienia, że mój wygląd jej odpowiada, że jej się podobam. Bardzo się z tego ucieszyłem i zacząłem przygotowywać plan zaproponowania jej związku. Na tym chwilowo zakończę moją historię, by dokończyć ją po dodaniu poniżej bardzo ważnej rzeczy.

 

 

Przez ten czas, przez który się z nią nie spotykałem, czyli przez te kilka miesięcy bardzo dobrze szły mi inwestycje, zarabiałem mnóstwo pieniędzy. Uskładałem przez ten czas kilkadziesiąt tysięcy zł, oczywiście ona nic o tym nie wiedziała bo nie chciałem, żeby była ze mną dla kasy. Po tym przedostatnim spotkaniu byłem wniebowzięty, wreszcie moje życie zaczęło się układać, w końcu zarabiałem ogromne pieniądze, podobałem się pięknej dziewczynie, na której abrdzo mi zależało, z którą świetnie mi się rozmawiało. Jednym słowem żyć nie umierać.

 

Po 2 tygodniach od przedostatniego spotkania nadeszła chwila prawdy. Miałem już przygotowaną mowę, wybrałem romantyczne miejsce. Tego dnia byłem romantyczny jak nigdy, powiedziałem jej oficjalnie, że mi na niej zależy, że chcę z nią być. Ona powiedziała, że to przemyśli a wiadomo, co takie odpowiedzi znaczą... Po tygodniu przeżyłem prawdziwy szok jak mi oznajmiła, że nie chce ze mną być, bo kocha innego. Nie sądzę, aby to była prawda, bo nigdy jej w związku z żadnym facetem nie widziałem. Podejrzewam, że ona z nikim nie chciała być, więc tylko się mną bawiła.

 

Załamałem się, miałem koszmary w nocy z jej udziałem, ale sytuacja jeszcze nie była zła, bo interesy dalej szły super. Kiedyś planowałem sobie, że niebawem kupię mieszkanie i z nią zamieszkam. Po ostatecznym rozstaniu z nią plan był podobny, tyle że miałem zamieszkać tam sam. Miałem już dość kobiet, ta bardzo mnie zraniła.

 

Niestety nadeszły CZARNE dni. Będąc podłamany z powodu tej dziewczyny postanowiłem o wiele ostrzej inwestować i... wszystko straciłem. Wszystkie marzenia legły w gruzach. Pojawiły się myśli samobójcze.

Pewnego dnia wyszedłem z domu z jasnym planem zabicia się, jednak nie mogłem tego zrobić moim rodzicom i w porę się opamiętałem.

 

Postanowiłem wrócić do domu i zacząć wegetację. Od ok. pół roku siedzę ciągle w domu, prawie wogóle nie wychodzę, nie dbam o siebie. Całe dnie spędzam przed kompem. Wiem, że nic dobrego mnie nie spotka. Do pracy nie pójdę, bo jak się zmobilizować na zarobek 1-2 tys. zł jak wcześniej przez kilka miesięcy zarabiałem po kilkanaście tysięcy prawie nic nie robiąc? Już nie wierzę w to, że kiedyś kupię własne mieszkanie, całkowicie się poddałem i czekam na jakiś cud typu wygrana w lotto.

Kobiety dla mnie już nie istnieją, wręcz do każdej czuję nienawiść, widzę w nich same zło(ale nie martwcie się, na internecie tej nienawiści nie czuję :smile: ) z kumplami wogóle już nie utrzymuję kontaktu, zmieniłem numer telefonu z którego i tak nie korzystam, GG odinstalowałem i inne komunikatory tak samo.

Jak teraz wygląda moje życie? Całe dnie spędzam przed kompem, telewizorem lub w łóżku śpiąc. Co najciekawsze rodzice przestali się tym przejmować. Widać, że wiedzą, że ze mnie już nic nie będzie. Mają mi za złe, że utopiłem tyle forsy szczególnie, że pewna część tego to były ich pieniądze, które mi dali abym mógł się wykazać, jakąś sumę na start w końcu musiałem mieć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli jeszcze jesteś to chętnie z tobą pogadam.Nie możesz się poddać.Wiem,że to brzmi banalnie,ale tak to odczuwasz teraz.3 lata temu stwierdziłam,że nie jestem już feniksem który ciągle się odradza z popiołów.Odpuściłam.Deprecha i napady lęku i paniki prawie mnie zżarły.Przeszłam przez leki,terapię,itd.Niestety tułałam się państwowo.leki odstawiłam bo wszystko wskazywało,że dam radę.Wszytko było pod kontrolą.I nagle buch!jakieś pół godziny temu pożegnałam się z panami z pogotowia.I wiesz co?Nie dam się.Będę walczyć.Mimo,że w tej chwili jestem tak wyczerpana,że mam wszystkiego dosyć i chciałabym uciec.Uciec od tego co mi tak namieszało w życiu.Wiesz co by się jednak wtedy stało?To gówno by wygrało a ja nigdy nie poczułabym smaku zwycięstwa.Pamiętaj,że nadzieja zawsze umiera ostatnia.Mam nadzieję,że uda się i mnie i Tobie i nam wszystkim.HOUK!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To, że dożywotnio zniechęciłem się do kobiet i że złożyłem przesięgę, aby nigdy więcej nawet przyjacielsko nie umawiać się z żadną- to mogę przeboleć. Samotne życie może być ok, jak się ma liczne zainteresowania i ma się środki na ich realizację.

Tego, że utopiłem przez własną chciwość w idiotyczny sposób mnóstwo pieniędzy mając bardzo duże, regularne zyski dzięki dobrej realizacji tego co założyłem- tego już nie mogę przeboleć. Wiesz jakie to jest uczucie jak doskonale zdajesz sobie sprawę, że dalej też bym zarabiał, a nie masz środków, by zainwestować? To jest naprawdę tragiczne uczucie. Mogłem mieć własne mieszkanie, mogłem mieć cudowne życie podróżując, zwiedzając miejsca, w których zawsze chciałem być. Mogłem się odwdzięczyć rodzicom za to, że starali się mnie na ludzi wyprowadzić. A teraz co? Jestem bankrutem, nieudacznikiem, marzenia o własnym mieszkanku i podróżach prysły jak bańka mydlana.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mimo że nie skończyłam szkoły uważam się za nieudacznika... Bo nie potrafię sobie poradzić z moją matką i z niczym. NIe wyobrażam sobie siebie w jakiejkolwiek pracy. Boję się że nie zdam matury, teraz ledwo wybroniłam się przed komisem w sierpniu z majcy. Nienawidzę siebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zimbabwe często nie jesteśmy obiektywni w spojrzeniu na real. Przeważnie bywa tak, że jak się wali to wiele na raz dlatego wydaje się, że na raz tracimy wszystko. Dystansu potrzebujesz Zimbabwe i więcej wiary :!::!::!: Właściwie Ciebie Cadarxx też to dotyczy ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Widac ze ta laska zabawiala sie twoim kosztem wykorzystała twoja slabosc do kobiet.Ale to jeszcze nie koniec swiata. Wiem,ze nie chce ci sie dalej zyc bo twoje interesy legly w gruzach. Ale wiele osob zaczynalo od zera a teraz duzo zarabia. Bardzo zle zrobiles odcinajac sie od swiata. Musisz wyjsc do niego. Zacznij spotykac sie z kolegami. Takie przyjacielskie spotkania ci ponoga nie bedziesz sie czul samotny. Sprobuj odbudowac swoje sprawy zawodowe napoczatku moze bedzie trudno ale dasz rade:). Moze teraz masz taki stosunek do kobiet ale nie wszystkie sa takie. Napewno spotkasz taka ktora doceni twoje zalety i bedzie cie kochac bezinteresownie. A te wydarzenia potraktuj jako to ze berdziej bedziesz uwazac na kobiety i bardziej bedziesz chcial lepiej je poznac zycze powodzenia:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Problem w tym, że mnie samotność wogóle nie przeszkadza. Przez podstawówkę i szkołę średnią nie miałem właściwie żadnych kolegów, więc się do tego przyzwyczaiłem i teraz wszystko mi jedno, czy miałbym 100 kumpli czy zero. Kobiety kiedyś mi brakowało, a po tym jak zostałem zrobiony w ch... również nie odczuwam potrzeby bycia z jakąś. Inne, lepsze kobiety może i są, ale nie mam zamiaru ryzykować, bo jak prędzej trafię na taką jak tamta, to mogę tego nie przeżyć. Teraz w moim życiu wszystko jest do niczego, zarówno sprawy zawodowe jak i prywatne, ale wszystko jest od dłuższego czasu na tym samym poziomie, więc się do tego przyzwyczaiłem, a jeśli znowu bym się w jakiejś dziewczynie zauroczył i ponownie został tak wykorzystany lub zdradzony, to ponownie pojawiłyby się myśli i plany samobójcze, a tego chcę uniknąć.

Z kobietami definitywny koniec. Jeśli chodzi o życie zawodowe, to liczę tylko na jakiś cud.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pomysl o tym na dluzsza mete. Chcesz starzec sie samotnie? Chcesz cale zycie mieszkac z rodzicami? Pomyslo nich. Maja prawo odpoczac i na pewno chcieliby wyjsc na spacer z wnukami. Ucieczka od ludzi to nie rozwiazanie. Czlowiek nie jest z natury samotnikiem, a kazde stawianie sie naturze nie prowadzi do niczego dobrego.

Jesli Ci zle - placz az skoncza Ci sie lzy , a potem wez sie w garsc i zrob cos ze swoim zyciem.

I zapamietaj. Co Cie nie zabije to Cie wzmocni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam sie z hekate moze narazie nieodczuwasz takiej potrzeby moze narazie jeszcze nie wyleczyles tych ran. Ale czas leczy rany. Pamietaj o tym ze samemu bedzie ci trudno. Wierze w to ze spotkasz na swej drodze kogos kto bedzie z toba na dobre i na zle.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

na dobre może, ale nie na złe - nie ma juz nadziei na to we mnie... ja przeżyłam upokorzenie po 20 latach związku - po prostu mąż zakochał się w 25-latce - zdrada podobo tylko emocjonalna- o ironio jakie to prymitywne, ale czemu do licha tak boli? dlaczego wyrzucił mnie poza nawias?

dlaczego? nie chcę żyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

cadarxx- to wręcz niewiarygodne jak jedna kobieta może tak rozwalić komuś życie//////

Ale dobrze że masz jakieś zainteresowania i z kasą już lepiej.

Kiedyś był taki przypadek gdzie facet przez program tv powiedział kobiecie że ją kocha i zapytał się czy chce być jego żoną......ona mu odmówiła a on się powiesił///

To drugi przykład jak miłośc może zniszczyć życie..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z kasą u mnie póki co dalej dość krucho, ale powoli zaczynam odrabiać, póki co idzie dobrze. Odrobienie całości sumy, którą miałem kiedyś(wliczając to co włożyłem+zysk jaki był) zajmie mi wiele miesięcy przy pomyślnych wiatrach. Najważniejsze jednak jest to, że znowu mam zajęcie, mam po co wstawać, mam jakiś cel.

 

człowiek nerwica dokładnie tak jest, jedna kobieta może czasem zniszczyć kilku facetów swoimi gierkami. Zwykle one nie są świadome tego, czym takie zabawy uczuciami mogą się skończyć, dopiero jak dojdzie do tragedii, to się opamiętają, ale będzie już za późno. Ta, która pośrednio wpędziła mnie w silne załamanie nerwowe, która spowodowała u mnie koszmary nocne, przez którą zacząłem za ostro inwestować będąc podłamanym a zarazem wściekłym, być może nie wiedziała i dalej nie wie jak te jej dziwne zagrywki, dawanie mi nadziei, wyjątkowo chamskie zakończenie naszej znajomości(ponoć zakochała się w innym i powiedziała mi o tym wprost, bez jakichkolwiek emocji) wpłynęły na moją psychikę. Może gdybym zamiast do niej podbijał do jakiejś innej(podobałem się nie jednej dziewczynie), to może akurat by mi się wszystko inaczej ułożyło, ale mogło być też jeszcze gorzej, więc nie ma co gdybać. Dodatkowo teraz mam złe zdanie o wszystkich kobietach. Jak widzę jakąś, to od razu nachodzą mnie myśli, że ona zdradza, bawi się uczuciami itp.

 

Bardzo dużo zależy od wrażliwości człowieka. Po niektórych to spływa, czy kobieta go odrzuci czy zdradzi, ale ja niestety należę do tych wrażliwych. Niektórzy nawet popełniają samobójstwo tak jak w tym przypadku, który przytoczyłeś.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ciekawa historia....bardzo podobna do mojej (nawet wiek sie zgadza)..... Wiem jak boli takie odrzucenie, ale musisz walczyc...ja wlasnie tak postanowilem. Zmien image, zacznij uprawiac sport i co najwazniejsze - spotkania ze znajomymi. NIe mozna siedziec w domu samemu, bo sie bedziesz tylko dolowal (sam to przetestowalem). Pamietaj ze nie ty jeden zostales wyrolowany w zyciu.

Hmmm...a jesli chodzi o pieniadze, to skoro w tak mlodym wieku tak dobrze zarabiales to mysle ze teraz znow sobie poradzisz. Jeszcze troche pocierpisz....ale to Cie wzmocni...w koncu uczymy sie nie wlasnych bledach :/

Pozdrawiam i zycze duzej wiary we wlasne mozliwosci :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

cadarxx wiesz, pomalutku, kroczek po kroczku i lecimy do przodu.

Ja mam jakiegoś z kolei paskudnego pecha. Zawsze podejmę decyzję najgorszą

z możliwych opcji i zawsze wyjdzie tak, że wybiorę decyzję, która okazuje się

jedną z najgorszych w skutkach. Po prostu masakra.

 

Ale, kwestia drugiej "połówki". Paskudnie wylano Ci na głowę kubeł zimnej

wody.Wyobrażam sobie, na tyle ile mogę, jaki to musiał być szok dla Ciebie.

Wiem, że to wszystko boli, ale czas to powoli ułagodzi.

 

 

 

~*~

Moja przestrzeń

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zmien image, zacznij uprawiac sport i co najwazniejsze - spotkania ze znajomymi. NIe mozna siedziec w domu samemu, bo sie bedziesz tylko dolowal (sam to przetestowalem).

 

Kiedyś uprawiałem sport, byłem fajnie zbudowany, silny, dość atrakcyjny, ale teraz wogóle już mi na tym nie zależy. Kiedyś zawsze dbałem o swój wygląd, zależało mi na tym, żeby się podobać kobietom, a teraz wręcz odwrotnie.

Znajomi wogóle mnie nie obchodzą, mogłoby ich nie być(jak czułem się samotny to jakoś nikogo nie było, a teraz wielkie kolestwo). To jest zapewne efekt tego, że dopiero na studiach miałem swoich pierwszych kolegów, w podstawówce i w szkole średniej byłem uznawany za frajera, nikt się nie chciał ze mną zadawać no może poza niektórymi dziewczynami, które leciały na moją ładną buźkę ale i tak nic z tego nie było, bo panicznie się ich bałem, wszystkie okazje zaprzepaszczałem, taki byłem nieśmiały. Skoro przez tyle lat nie miałem żadnych kumpli, to już się do tego przyzwyczaiłem i teraz nawet bym wolał, żeby mnie nie nachodzili, nie zagadywali. Nie czuję absolutnie żadnej przyjemności w wyjściu z nimi np. na piwo, mimo iż bardzo lubię sobie chlapnąć, ale wolę to zrobić w samotności oglądając jakiś mecz lub serial komediowy(aby maksymalnie poprawić sobie humor). Wydaje mi się, że po prostu jestem całkowicie uodporniony na samotność. Większą przyjemność mi sprawia rozmowa z Wami na forum niż rozmawianie ze znajomymi w realu.

 

Przydałyby mi się jakieś wakacje, oczywiście samotne. Jak dobrze pójdzie, to może pod koniec sierpnia się gdzieś wybiorę choć na tydzień.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przydałyby mi się jakieś wakacje, oczywiście samotne.

Jak dobrze pójdzie, to może pod koniec sierpnia się gdzieś

wybiorę choć na tydzień.

 

Dobry pomysł. No i wiesz, dobrze jest zrobić coś dla siebie bez

pretekstu, że robi się to dla kogoś. Po prostu dla siebie.

Czasem warto być egoistą.

 

 

 

 

 

~*~

Moja przestrzeń

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Została zabita we mnie reszta pozytywnych uczuć, reszta nadziei, że jednak jest jakaś szansa znalezienie porządnej kobiety(tzn. jak co niektórzy czytali w tym temacie tych nadziei nie było w momencie, gdy to pisałem, ale sytuacja troszkę się zmieniła). Szkoda, bo przez ostatnie pare dni wydawało mi się to coraz bardziej(choć jeszcze była daleka droga) realne, ale teraz wszystko się zmieniło.

Postanowiłem, że trzeba zmienić filozofię życia, przynajmniej w sferze prywatnej. Skoro o jakimś uczuciu można zapomnieć, to chyba jednak spróbuję pobawić się w podrywacza, przynajmniej będę mieć z tego życia trochę przyjemności(choć póki co wyrywanie łatwych panienek jakoś nie napawa mnie radością, ale może się to zmieni jak spróbuję).

 

Co zamierzam zrobić? Pierwszym krokiem będzie odzyskanie dawnego wyglądu, czyli ponowne zapisanie się na siłownię, chodzenie na solarium(oczywiście nie po to, by wyglądać jak murzyn ale po to, by nie być bladym tak jak teraz, bo aktualnie rzadko kiedy z domu wychodzę), oprócz tego większe dbanie o higienę. Na odzyskanie dawnego wyglądu będę potrzebować może ze 2 miesiące(tzn. tyle czasu głównie mi zajmie odzyskanie masy mięśniowej)

Drugi krok to pobawienie się w podrywacza, co ma na celu odnalezienie jakiegoś sensu życia(kto wie, może mi się to spodoba, skoro inni tak to wychwalają?).

 

Nie mam zamiaru żadnej kobiety skrzywdzić, bo będę się zadawać tylko z takimi, co mają podobne podejście do tego, co aktualnie zamierzam robić, czyli zabawa, zabawa i jeszcze raz zabawa. Za 2 miesiące(a może wcześniej, bo teraz też niby tragicznie nie wyglądam) przewiduję pójść na łowy, zobaczymy czy mi się to spodoba.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

z jedna kobieta bys sie tylko zamartwial, gnebila by Cie co jakis czas, bo one same nie wiedza czego chca

 

I tu niestety masz sporo racji. Jaki sens ma bycie z kobietą, jak po kilku latach(które mógłbym 100 razy lepiej spożytkować) mi powie, że jednak to nie jest to, czego ona chce? Szkoda tylko, że coś takiego one mówią po tak długim czasie.

Kobiety będą mi służyć tylko do zaspokajania moich potrzeb, zero wczuwania się co powinno mi się udać osiągnąć, bo raczej trudno coś więcej poczuć do panienki, która nadaje się tylko do jednego, a takie właśnie będą moim celem.

 

Tak samo koniec z oburzaniem się na wieść o tym, że ktoś kogoś zdradził czy inaczej oszukał, wręcz wczuwałem się w rolę takiej pokrzywdzonej osoby. Zawsze mnie to ruszało, przejmowałem się problemami innych, ale koniec z tym. Niech każdy pilnuje własnego nosa. Jak ktoś wierzy w tą złudę zwaną miłością to jego sprawa i tylko on ponosi ryzyko, że w razie niewypału może wpaść w poważne załamanie nerwowe czy w jeszcze coś gorszego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×