Forum Psychologiczne

Nerwica Depresja Psychologia

depresja, nerwica, forum psychologiczne


Strefa czasowa: UTC + 1 |  


Temat: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Wiadomości w tym temacie: 15655


Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku

 Strona 116 z 1119  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119 ... 1119  Następna strona

Reklama




Autor

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)
Post 03 sie 2008, 11:16 
Avatar użytkownika

Od: 03 sie 2008, 10:49
Posty: 32
Lokalizacja: Łódź
Ja w zasadzie lecze sie juz z przerwami ok 5 lat, i wydawało mi sie - wydaje nadal ze ewentualne ataki juz okiełznałam, jednak teraz mam nawrót tego okropnego choróbska i co ? ano to ze tak naprawde "wsłuchuje " sie w siebie i czekam co sie stanie, zakłuje mnie, a moze zabraknie mi tchu, albo cos tam jeszcze innegoi - okropieństwo wiem to ale taka postawa nakreca mnie samą i wiecie co jestem zła na siebie - wystarczy ze cos mnie kujnie, itp juz jestem spieta i juz cały dzien zawalony masakra normalnie.
Zmieniłam lekarza i jestem na etapie nowych leków, których oczywiscie tez sie boje wziasc bo z pewnoscia dostane wszystkie objawy jakie znajduja sie w ulotce, i jak sobie poradzic?
Sama wychowuje dziecko i chyba to najbardziej przytłacza mnie, ze jak cos sie stanie to on widzi mnie w takim stanie, a moze nie dam sobie rady i tak wkółko, buuuu


 
 Zobacz profil  
 
Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)
Post Dzisiaj 

Od: 13 Lip 2005, 01:45
Posty: n/a
Miejscowość: internet
  • Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy


 
   
Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)
Post 03 sie 2008, 12:02 

Od: 29 lip 2008, 09:35
Posty: 20
moje ataki na początku były okropne!!! Całkowita panika, derealizacja i przekonanie że to już właśnie śmierć się o mnie upomniała :( wszystko zaczeło sie po prostu z dnia na dzień, nigdy na nic poważnego nie chorowałem, jako dziecko zawsze byłem żywy i ruchliwy. Teraz w wieku 24 lat czuję sie jak staruszek, na nic nie mam siły, bolą mnie wszystkie kończyny, jeszcze do tego wszystkiego wykryli u mnie niedawno poważną arytmię serca która podkręca wszystko 10-krotnie!!! Leczę się oczywiście u kardiologa (przez parę dni byłem nawet w szpitalu na badaniach) stwierdzili że powinni mi wszczepić rozrusznik, ale z racji tego że młody jestem to tego nie zrobią a ja mam sie oszczędzać i uważać na siebie. Przez to wszystko objawy nerwicy spotęgowały sie u mnie do nieskończoności a jak już tylko serducho mi nie tak zastuka to mam napad że masakra! Mam w zwiąsku z tym pytanko czy jest może ktoś kto ma podobny problem. Jakby koś się znalazł, zapraszam na gg:767180


 
 Zobacz profil  
 
Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)
Post 04 sie 2008, 13:30 
Avatar użytkownika

Od: 04 sie 2008, 12:18
Posty: 4
Eh u mnie się wszystko zaczęło gdy miałam 16 lat.Teraz mam 20. Trafiłam do szpitala na obserwacje, miałam zawroty głowy, przy gwałtownym wstawaniu biało przed oczami, i często dziwne uczucie(jakby serce na chwile zamarło i po chwili gwałtownie zabiło).Okazało się ze mam wydłużone QT serca i wypadanie płatka zastawki mitralnej. Kardiolog powiedziała ze mam się nie przejmować itd. że to tylko taka uroda serca.Ale tabletki muszę brać i sie nie przemęczać.
No i tak jakoś zaczęłam się nakręcać tym wszystkim.
Najgorzej było w liceum, ataki paniki, drżenie rąk, serducho waliło jak oszalałe,spocone ręce,wrażenie jakby wszystko dookoła było nierealne:(. Czasami myślałam że oszaleje.Teraz jest już lepiej ale zdażają mi się jeszcze takie ataki.


 
 Zobacz profil  
 
Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)
Post 04 sie 2008, 13:57 

Od: 30 lip 2008, 19:28
Posty: 3
cicha woda, Czesc ja mam najczesciej w supermerkatach i w gabinetach np:teraz chidze do dietologa i tam tez mi sie dzieja rozne rzeczy cos mnie sciska w glowie i zaczyna sie cos we nie dziac, kreci mi sie w glowie przy tym cos w brzuchu po prostu nie umiem nawet tego dokladnie opisac! Boje sie, ze moze takie dziwne rzeczy mam tylko ja:(cierpie na nerwice od jakis 10 lat, teraz mam okropny rok jestem tez po operacji tarczycy.Meczy mnie ta choroba,jestem zalamana.


 
 Zobacz profil  
 
Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)
Post 04 sie 2008, 18:36 

Od: 24 lip 2008, 12:17
Posty: 28
Hmmm,jak widze ,wszystko sie powtarza: tarczyca ,serce ( tez mam wypadanie platka i wciaz rozregulowane hormony min. taczycy).I widze ,ze jednak kazdy z nas oprocz typowo nerwicowych dolegliwosci ma jakies calkowicie uzasadnione problemy zdrowotne. I niestety jedne wplywaja na drugie.Jestesmy nadzwyczaj wrazliwymi osobami ( jak czytam te posty ,w kazdym zdaniu widze siebie) i musimy sie nauczyc z tym zyc. Czasem jest lepszy okres i jest w miare ok,ale to nie wystarcza,bo choroba czeka ,az bedziemy w gorszej kondycji .Mowimy wtedy ,ze sie nawrocila,ale to nieprawda ,bo ona wciaz byla .Mysle ,ze nie mozna chowac sie przed nerwica i probowac udawac,ze nie ma problemu. Trzeba zmierzyc sie z nia: poznac ten mechanizm ,aby nie byl w stanie nas wiecej przestraszyc.
Ja rowniez wciaz miewam gorsze dni (szczegolnie po jakims tragicznym wydarzeniu-zdarzaja sie rozne sytuacje),ale wiem ,jak z tym walczyc ,jak nie dac sie znow zapedzic w kozi rog chorobie.Nie sadze ,ze kiedykolwiek bede zupelnie zdrowa,ale przyzwyczailam sie do siebie takiej,jaka jestem . I zyje zupelnie normalnie:) Przeciez kazdy zdrowy czlowiek ma prawo czasem poczuc sie slabo itp. Nie pozwalam sobie wkrecic strachu.Od 5 lat dzieki temu znow moge normalnie funkcjonowac. Znow moge wyjsc do kosciola,do marketu,nawet jezdzic na koniec kraju autobusem sama z dwojka dzieci. Nie oszukuje sie ,ze jest super,kiedy nie jest,bo to tylko poglebia problemy. Biore swoj stres i rozbieram go na czesci,az przestaje by grozny. Kiedy juz sie calkowicie z nim oswoje ,moge spokojnie isc przed siebie i robic ,co chce :) Czasem kusi mnie jednak ,zeby przeczytac ulotke od leku ,he he he no i oczywiscie mam potem stres,ale mowie sobie ,ze co mnie nie zabije ,to wzmocni :))


 
 Zobacz profil  
 
Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)
Post 04 sie 2008, 21:35 
Avatar użytkownika

Od: 29 lip 2008, 12:49
Posty: 757
Zeppelin, tak trzymać!! ;)

______
<><><> Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą!! <><><>


 
 Zobacz profil  
 
Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)
Post 05 sie 2008, 07:32 
Avatar użytkownika

Od: 30 maja 2008, 09:36
Posty: 442
Lokalizacja: gdańsk
Chciałabym mieć takie podejście. Jak Ci się to udało??? ;)
Ja też niby próbuję się trzymać ... ale za każdym razem jak oswoję się z jakimś objawem ... pojawia się nowy, którego wcześniej nie miałam ... i znowu jest masakra. Najgorsze jest to, że każdy kolejny nawrót nerwicy jest dużo gorszy od poprzedniego.


 
 Zobacz profil  
 
Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)
Post 05 sie 2008, 11:47 

Od: 24 lip 2008, 12:17
Posty: 28
Dzieki Wróbelku!:) bee84 -własnie dlatego tak jest,ze Cie to przeraza. Im bardziej Cie przeraza ,tym bardziej sie boisz i tym gorsze objawy i ataki.Sprobuj raz w trakcie ataku lub kiedy nadchodzi, przebic sie ponadto.Przeciez nie umrzesz od tego -gwarantuje Ci to :)Wiem ,ze to koszmarnie trudne,wiem,ze wtedy nie jest sie w stanie myslec o niczym ,tylko o tym ,zeby sie skonczylo. Ze nie bez powodu nazywa sie to atakiem paniki ,a nie zwyklym lękiem i doskonale pamietam ,jak sie wtedy czulam.Ale jezeli chce sie czegos tak ze wszystkich sil ,najbardziej na swiecie ,to sie spelni.Trzeba czasem jednak zaryzykowac i skoczyc raz na gleboka wode.
Cale mnostwo czynnikow sklada sie na to ,zeby złapac rownowage i ja utrzymac.Trzeba poznac siebie i swoj lęk ( chociaz ja chorujac przez pierwszy rok nie sadzilam ,ze sie czegokolwiek boje -dla mnie byly to wszystko objawy ciezkiej choroby a nie lęku ).Jak juz sie go pozna i zrozumie ten mechanizm i pokornie pogodzi sie z tym ,ze po prostu i takie rzeczy sie zdarzaja, trzeba zaczac sie oswajac i przyzwyczajac .Wrog ,to wrog ,ale swoj -oswojony nie jest juz taki grozny:)Wystrzegac sie tego ,co zle na nas wplywa i starac sie ulatwiac sobie zycie. Koncentrowac na tym ,co pozytywne a czesc rzeczy po prostu "olac" :) Ja codziennie wstaje i mowie sobie : nic nie musze,nic sie nie stanie ,jesli teraz nie posprzatam,moj dom-moja twierdza( co prawda tylko wynajmuje,ale zawsze;) ),nie musze nikogo wpuszczac ,jak nie chce,nie musze wychodzic,jesli niepewnie sie czuje .To trwa kilka minut,a zmienia caly dzien.I od razu na wszystko mam chec,odzyskuje pewnosc siebie ,jest prosciej ,jasniej i weselej. I juz mi nie przeszkadzaja nocujacy goscie,nie wiem,jak to sie dzieje ,ale robie porzadek no i wychodze z domu,bo mam mnostwo sily i jakos nie boje sie ,ze zaslabne,bo kiedy o tym nie mysle,nie dzieje sie to. Trzeba dac odpoczac swojej psychice,zregenerowc ja.Starac sie robic przyjemne rzeczy i nic na sile. Ja np.w zwiazku z tym 3 razy sie przeprowadzalam w poszukiwaniu spokoju i samej siebie. Nikt chyba nie ma calkowicie bezproblemowego zycia ,ale mamy je tylko jedno i zrobmy wszystko,zeby je przezyc ,nie przewegetowac.Boimy sie zyc,boimy umrzec.A to jest nasze zycie ,wiec zrobmy eksperyment i zbuntujmy sie chorobie(ktora nie jest nawet warta,zeby ja tak nazywac-to tylko marny stan ducha i ciala i uwierzcie -jestesmy w stanie nad tym zapanowac)!!!:)) Przeciez nie moze to trwac nastepne 60 lat!


 
 Zobacz profil  
 
Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)
Post 06 sie 2008, 11:04 
Avatar użytkownika

Od: 30 maja 2008, 09:36
Posty: 442
Lokalizacja: gdańsk
Zeppelin - dzięki ;) ... ja wierzę w to wszystko co mi napisałaś ... ale jak wiadomo ciężko to wprowadzać w życie ... trzeba być silnym ...
To śmieszne, że niby ludzie z nerwicą są wrażliwi i słabi ... a tak naprawdę trzeba mieć siłę tytana aby żyć z taką przypadłością ... i nikt wokół nas nie jest w stanie sobie nawet tego wyobrazić - jak bardzo można cierpieć będąc zdrowym ...
W piątek muszę pokonać długą-dziewięciogodzinną podróż pociągiem :( ... cholernie się boję, że nie dam rady. Co prawda jadę z mamą, ale to mnie jakoś nie uspokaja. Najgorsze jest to, że jak dostanę atak i go nawet przeżyje ... to po takim stresie minimum tydzień nie będę się nadawać do życia ... i nie będę w stanie z tamtąd wrócić z powrotem do domu ... i w sumie to mnie bardziej przeraża niż sam atak. Wiem, że mi sie nic nie stanie, że przeżyje ... ale nie mogę przestać o tym myśleć ... już teraz mam mokre ręce i wali mi serce ... wiem, że się nakręcam ... no ale co zrobić ...

Próbowałam kilka razy psychoterapii ... niestety nie trafiłam na tak dobrego psychologa jak Ty ...


 
 Zobacz profil  
 
Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)
Post 06 sie 2008, 11:47 

Od: 24 lip 2008, 12:17
Posty: 28
W duzej mierze to my sami jestesmy swoimi psychologami:) Nikt z zewnatrz nie udzieli nam lepszej pomocy niz my sami sobie od srodka.
bee84-nic sie nie dzieje z dnia na dzien.Aby stawic czolo temu wszystkiemu trzeba najpierw dobrze przygotowac sobie grunt i dopiero ,kiedy czlowiek poczuje sie na silach zmierzyc sie z z tym problemem ,moze zaczac.Musi tak sobie przygotowac zaplecze i byc na tyle zdeterminowanym,aby nie wycofac sie ,kiedy bedzie ciezko.Ale ja wierze w nas wszystkich,bo jestesmy warci tego i zaslugujemy na szczescie.A wiara czyni cuda :).


 
 Zobacz profil  
 
Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)
Post 06 sie 2008, 13:54 
Avatar użytkownika

Od: 30 maja 2008, 09:36
Posty: 442
Lokalizacja: gdańsk
Chyba każdy z nas jest zdeterminowany;) ... bo każdy musi się dzień w dzień mierzyć z tym problemem ... i walczyć.
Ja o niczym innym nie myślę ... jak tylko o tym aby się od tego uwolnić. Jestem zdecydowana na wszystko;)
... ale co to znaczy "przygotować sobie grunt"???


 
 Zobacz profil  
 
Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)
Post 07 sie 2008, 13:42 

Od: 24 lip 2008, 12:17
Posty: 28
Chodzi o to,ze jak do kazdej walki i do tej trzeba dobrze sie przygotowac.Mysle o tym,ze dobrze jest sie naprawde wyciszyc,choc na kilka chwil ,ale n a p r a w d e oderwac sie od codziennych spraw tak,aby nic nam nie przeszkadzalo w skupieniu ( a wiemy ,jakie to trudne przy nerwicy).Sprobowac tak zorganizowac sobie dzien,zeby zaoszczedzic na maxa stresu i niepokoju.Nazbierac jak najwiecej sil witalnych ,pozytywnej energii,dobrych mysli. Otoczyc sie zaufanymi ludzmi.Stworzyc sobie jak najbardziej bezpieczne warunki, aby w razie niepowodzenia ,moc znow zaczac od nowa.I poczekac na dobry moment,kiedy jest sie w nieco lepszej kondycji (przeciez czasem bywaja troche lepsze dni).Na poczatku wydaje sie to beznadziejne,potem jest duzo lepiej.I mozna stopniowo wlaczac w zycie te nieuniknione stresy dnia codziennego,ktore oswojone ,nie beda juz przyprawialy nas o lęk. Np. taki wyjazd pociagiem -nie dosc ,ze wyjazd ,to jeszcze pociagiem. Wiem,co czujesz i jakie masz do tego zdarzenia nastawienie. Wiem ,ze czasem ciezko wystawic noge za prog,baaaa-z lozka ja ciezko wystawic!Teraz jest to niewyobrazalnie trudne i niebezpieczne,ale za jakis czas bedzie juz calkowicie rutynowa czynnoscia a moze nawet przyjemna :) Musisz uwierzyc w to ,ze nie otoczenie,nie przedmioty,nie sytuacje nawet powoduja ataki,ale my sami i nasze mysli. I w kazdej chwili moge go sobie wywolac ,bo wiem juz ,jak wyglada i na czym polega. Wiem ,jak go sprowokowac ,ale moja swiadomosc jest juz na tyle silna ,ze nie dopuszcza tego do siebie. Jeszcze 5 lat temu bylam na tyle slaba ,ze myslenie o tym ,nawet mimowolne powodowalo wczesniej czy pozniej atak . W tej chwili wiem,ze to zalezy tylko ode mnie i to ja jestem ponad nerwica ,a nie ona nade mna.Nie boje sie wyjsc,bo wiem,ze nie dopuszcze do ataku i tak wlasnie sie dzieje. Moge jechac 12 godzin zatloczonym pociagiem i nic mi nie bedzie ,ale jesli tylko zechce ,w kazdej chwili moge wywolac sobie atak,nawet w najbardziej komfortowej i przyjemnej chwili.To wszystko jest maszyna ,ktora nie dziala,poki jej nie wlacze-od 5 lat stoi sobie w piwnicy (stoi ,bo musi),ale nie przeszadza mi i o niej nie pamietam :))) Nie boje sie ,ze nagle sama sie wlaczy ,bo nie ma takiej opcji.Musialabym ja uruchomic,ale znam juz jej podly ,podstepny mechanizm,wiec drugi raz tego bledu nie popelnie:)))) To oczywiscie przenosnia,ale pasuje tu jak ulal. :smile:


 
 Zobacz profil  
 
Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)
Post 07 sie 2008, 22:35 
Avatar użytkownika

Od: 30 maja 2008, 09:36
Posty: 442
Lokalizacja: gdańsk
he he - jutro wyjeżdżam :mrgreen: Dzisiaj przy pakowaniu o mało nie zemdlałam ... póki co jest ze mną tak średnio ... ale się trzymam z całych sił, co mnie bardzo wiele kosztuje.
... jak przeżyje to teoretycznie wracam we wtorek ... mam nadzieje, że będę mogła Ci napisać, że strach ma wielkie oczy ... że przeżyłam, i że wcale nie było tak źle ... no zobaczymy ;)
Dzięki za dobre słowa ;)


 
 Zobacz profil  
 
Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)
Post 07 sie 2008, 22:52 
Avatar użytkownika

Od: 29 lip 2008, 12:49
Posty: 757
ostatnio podróżowałam 5 godzin przy totalnym ataku nerwicy... było ciężko ale udało się, tobie też na pewno sie uda!!:) czekamy na relację z podróży;)

______
<><><> Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą!! <><><>


 
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ 15655 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119 ... 1119  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1 |  


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Administratorzy forum psychologicznego nie biorą odpowiedzialności za treści pisane przez Użytkowników.
Forum ma charakter informacyjny.
Wszelkie decyzje odnośnie leczenia muszą być podejmowane w porozumieniu z lekarzem i za jego zgodą.
Forum jest prowadzone przez Nextweb Media Sp. z o.o.
Korzystanie z serwisu oznacza akceptacje regulaminu.
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group

Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
phpBB SEO
Forum Psychologiczne - Depresja - Nerwica

All rights reserved by nerwica.com © 2005-2014

Grupa NextWeb Media

sitemap