środa, 27 czerwiec 2007

Zwalczyć depresje i nerwicę

  Czy można się uwolnić od tych przypadłości raz na zawsze? Niektórzy mówią, że nie, ja po wielu latach obserwacji (również siebie) wychodzę z innego założenia. Owszem, nie da się zapomnieć, ale da się pokonać - inaczej mówiąc - nauczyć się z tym żyć.
  Istnieje wiele poradników oraz wiele ciekawych książek na ten temat. Ja jednak postanowiłem zebrać część swoich myśli, i przedstawić Wam jak ja to widzę. Aby zachęcić Was do przeczytania - dodam - że ja etap nerwicy i depresji mam już za sobą.

  Nie wiem czy jesteś osobą wierzącą czy nie, ale przytoczę Ci pewne słowa, które są prawdziwe i w które powinieneś uwierzyć. Bo to co robisz, i to o czym myślisz (również teraz) ma wpływ na to, jaki będziesz jutro.
"O jakiekolwiek rzeczy prosisz w modlitwie, uwierz że ją dostaniesz, a na pewno je otrzymasz" powiedział Jezus. Te słowa w pełni zrozumiałem niedawno. Gdybym wcześniej potrafił się zastosować do tego co wyżej przytoczyłem oraz do tego co chcę Ci przekazać w dalszej części, z pewnością moje życie wyglądałoby inaczej. Z pozoru lepiej lecz to, że musiałem przebyć długą i ciężką dla mnie drogę w walce z nerwicą i depresją również ma swoje plusy. I za to dziękuję.

  Nic nie dzieje się bez przyczyny. Wszystko co robimy ma określony cel. To jakich ludzi spotykamy, jest konsekwencją naszych myśli. Myśląc w sposób pozytywny uruchamiamy szereg procesów pozwalających nam spełnić nasze marzenia. Natomiast każde załamanie, i brak wiary w nasze zwycięstwo powoduje spowolnienie, bądź zatrzymanie "machiny dobra".
  I teraz nasuwa się pytanie - Jak mamy myśleć pozytywnie, kiedy świat jest dla nas tak okrutny? To od Ciebie zależy jaki będzie teraz, Ty decydujesz o swoim życiu - bo jesteś istotą myślącą.
Wyobrażając sobie świat pełen dobra i spokoju - taki się stanie, jeżeli tylko głęboko w to uwierzysz, i będziesz potrafił za to podziękować. GWARANTUJE Ci, że tak właśnie się stanie.

  Marząc o sobie jako człowieku bez depresji, żyjącego pełnią życia spowodujesz, że taki się staniesz. Kiedy będziesz czuł się źle, zamknij oczy i przypominaj sobie w myśli obraz tego jaki chcesz być. Nie wahaj się prosić o wiele. Całe dobro świata jest przeznaczone również dla Ciebie. Nie jesteś inny od ludzi "szczęśliwych" więc masz takie same szanse stać się wolnym.
  Czy to wystarczy? Czy wystarczy marzyć aby te marzenia się spełniły? Tak, ale pod warunkiem, że będziesz marzyć w czasie teraźniejszym. Tj. nie będziesz zdrowy, lecz już jesteś zdrowy, i cieszysz się życiem. Nic nie jest w stanie Ci tego odebrać a porażka nie istnieje. I to wystarczy.

Zapamiętaj:

  1. Pozytywne myślenie w czasie teraźniejszym
  2. Wiara, że tak jest
  3. Dziękowanie za to, że to masz
Pozdrawiam,
shad

Etykiety: , ,

Komentarze (141):

Anonymous Martusia:) pisze...

Czuję, że to co napisałeś płynie prosto z serca i że wierzysz w to wszystko. To powoduje, ze sama zaczynam zastanawiać się nad moim wpływem, na moje życie.
Do tej pory nie wychodziło mi najlepiej stosowanie tej techniki, bo trudno było mi uwierzyć w marzenia. Wydawało mi się, że nie mogą się spełniać tak poprostu. Ale znam Cię i choćby na Twoim przykladzie widzę słuszność pozytywnego myslenia.
Gratuluje Ci postępów i silnej woli.

27 czerwiec 2007 19:06  
Anonymous Anonimowy pisze...

Dzięki Shad za Twój post. Podniosłeś mnie na duchu. Zmagam się również z nerwicą, czasami jest bardzo ciężko, ale wierze w to, że zwycięże ją. Już raz położyłam ją na łopatki,a dzięki komu? Tak, tak mówię tu o Bogu! To on mnie uleczył. Gdyby nie to, że znów zaniedbałam Go nie powróciłambym do tej beznadziejnej choroby. Ale mam nadzieję, ze da mi jeszcze jedną szansę.
Trzymajcie się wszyscy nerwowcy:) Damy rade! Żadna nerwica nie jest silniejsza od wiary! Z Bożą pomocą zwyciężymy ją!!! Módlmy się o to...
Pozdrawiam cieplutko
Sylvia

28 czerwiec 2007 22:11  
Anonymous Anonimowy pisze...

Same dobre chęci nie wystarczą. Tzw. myślenie magiczne, że wystarczy chcieć, wierzyć, a wszystko się stanie - jest typowe dla osób z rodzin dysfunkcyjnych. Przestrzegam, żeby nie poprzestać na pobożnych życzeniach bo to prowadzi do wycofywania się z życia, a powrót do niego, kiedy nie jesteśmy wyposażeni w dojrzałe mechanizmy radzenia sobie z odpowiedzialnością kończą się wlaśnie nerwicą. Nerwica to nic innego jak zaburzenie rozwojowe. Na pewnym etapie naszego rozwoju nie otrzymaliśmy tego co niezbędne do samodzielnego radzenia sobie z problemami. W zderzeniu z tym czego unikamy pojawiają się wypracowane mechanizmy obronne - lęk. Zamiast pozytywnego myślenia polecam racjonalne. I trzeba żyć po prostu, to znaczy wziąć pełną odpowiedzialność za swoje życie.
I nie jest to absolutnie krytyka, ale rada starszego o ładnych parę lat praktyka. Myślenie magiczne zaprowadzilo mnie na manowce i spowodowało, że straciłem jakieś 10 lat życia. Owszem, trzeba wierzyć, ufać i dziękować. Ale przede wszystkim trzeba być świadomym i odpowiedzialnym. Uwierzcie mi: Nikt nie przyjdzie nikt nie zrobi niczego za nas, żadne wydarzenie żaden fakt nie sprawi, że nasz świat się zmieni. I nigdy nie będziemy odpowiednio gotowi by spróbować.

Primum vivere deinde philosophari... ;)

4 lipiec 2007 17:00  
Anonymous Anonimowy pisze...

To na prawde dziala ! Niesamowite :))) przejsc mi nie przeszlo ale wszystko zmalalo o 80% z dnia na dzien doslownie .... !!! czasem probują mnie stany lekowe łapać ale tylko próbują bo nie udaje im sie a jak nawet złapią to bardzo lekko i na chwilkie. Mam tez nie raz dziwne namolne straszne mysli i wydaje mi sie że to moj umysl probuje znalesc uosobienie dla tego nieuzasadnionego lęku i tworzy te mysli zwiazane z stanami lekowymi scisle, pokazuje mi to czego sie boje najbardziej wlasnie podczas stanów lekowych, znaczy pokazywał, teraz to juz tylko niesmialo probuje i nie udaje mu sie. Myśle że ważne jest przy tej chorobie aby sie spotykac z ludzmi którzy to mają i rozmawiac o tym o mozliwosciach leczenia itd, na wzajem sie wspierac, bo np obecność ludzi ktorzy nie maja tego lub nie wiedza że my to mamy wcale nam nie pomaga. Czując że ktos jest obok kto mnie rozumie i to ma no.... lub nawet nie ma tego ale przy najmniej mnie rozumie pomaga.... Pamiętajcie !!! My jesteśmy niesmiertelnymi duszami zrodzonymi z miłości i mieszkamy w ciele !! i nie pozwolimy aby to ciało nami rządziło !! ciało ma być nam podległe zawsze i wszedzie i musimy wierzyc tak dlugo ze jestesmy zdrowi i ze nim nam nie jest az ciało wytworzy odpoeidnie neurony w mózgu hamujące tą chorobe do zera, podstawa to wytworzyc odpowiednie połączenia neuronowe, u mnie sie juz cos wytworzylo bo nawet jak bym chcial to nie moge zlapac depresji (probowalem). Mojego kolegi brat mial raka nawet i uwierzyl ze jest zdrowy i rak znikną doslownie byl i nie ma - realny fakt. Pan Jezus mowil że wiara góry przenosi i dopiero teraz gdy tej wiary uzywamy do leczenia samego siebie rozumiemy w pełni te slowa. Jak by ktos chcial o tym pogadac to meila daje.
Pozdrawiam
xdave@interia.pl

4 lipiec 2007 22:45  
Anonymous Anonimowy pisze...

Witam! czytajac Wasze wypowiedzi próbuje zaczac myslec optymistycznie ale niewiem czy mi sie to uda.U mnie to jest tak,ze jest taki okres ,ze wszystko jest ok ale zawsze dopadaja mnie pesymistyczne mysli ze cos sie nie uda i nerwówka gotowa.Czy jest jakis sposób aby zapanowac nad takim mysleniem i bardziej uwierzyc,ze moze byc dobrze?Pozdrawiam Wszystkich!!

6 lipiec 2007 15:45  
Anonymous Anonimowy pisze...

wiem wiem pozytywne myslenie czyni cuda ale kiedy wszystko jest ok wydaje ci sie ze juz jestes zdrowy i wlasciwie konczysz brac leki i nagle ni stat ni z owat dpada cie lek napadowy w supermarkecie dretwieja ci rece tracisz katrole nad soba boisz sie ze sie przewrocisz zemdlejesz i co poprostu wracasz dopunktu wyjscia.i ja wiem ze nic nie dzieje sie bez przyczyny u mnie jest tak ze moje cale zycie obecnie jest zwariowane nieustabilizowane czasem organizm poprostu broni sie mowi stop zbastuj i stad te problemy obecnie biore lexsotan boje sie bo to lek uzaleznajacy jest mi teraz dobrze nie mam lekow ale co pozniej?pozdrawiam wszystkich z podobnymi problemami trzymajcie sie

9 lipiec 2007 00:40  
Anonymous Anonimowy pisze...

To wszystko o czym mowicie jest bardzo wazne! Koniecznie wejdźcie na tę stronę-http://www.cudownyportal.pl/article.php?article_id=430 to niesamowite! Dało mi wytłumaczenie wszystkiemu, co się ze mną dzieje, działo, bo już do tego nie dopuszczę! Pozdrawiam!

11 lipiec 2007 11:07  
Anonymous Anonimowy pisze...

Witam!
Przeczytałam ten artykuł i myślę sobie, że to całe życzeniowe podejście do rzeczywistości to myślenie magiczne. To próba zaprogramowania swojego zycia, swojej osoby na jakiś wzór, unikanie porażek, cierpień, niepowodzeń. Dla nerwicowców jest to być może wygodne wyjście i sposób na nieradzenie sobie z emocjami, rzeczywistością, innymi ludźmi. Myślę sobie, że podejście "na żywca", bez znieczulania się i zniekształcania pozytywnego rzezczywistości jest bardziej właściwe, mimo, że boleśniejsze.Porażki, sukcesy, zdrowie, choroba, szczęście i nieszczęśliwe wypadki, wszystko to jest częścią życia i tylko zgoda na to, pozwoli naprawdę się ze sobą pogodzić i żyć bez lęku. Wiem to, sama cierpię od lat na nerwicę. I żyję, z każdym krokiem, z każdym cierpieniem rozumiem, że mogę żyć pomimo to-że zgoda mnie uwalnia. Pozdrawiam serdecznie Justyna

13 lipiec 2007 11:49  
Anonymous Anonimowy pisze...

Witam,
mam podobne problemy, od lat zmagam się z nerwicą, róznie się ona objawia, są też okresy pozornej remisji! Ale nic z tego - ciągle powraca. Mam wrażenie, że nikt dookoła mnie nie rozumie, a nawet jeśli to i tak nie może pomóc. Mam bardzo wiele objawów czynnościowych i mimo,iż gdzieś pod skórą wiem, że to nerwica ciągle robię jakieś badania, aby wykluczyć różne choroby np. wrzody żołądka, płuca, serce! Ostatnimi czasy wciąż boli mnie w klatce, mam straszne napadowe bicia serca - puls 140 - wtedy pojawia się straszny lęk, boję się że umrę! Mam 31 lat i pozornie wyglądam na bardzo zdrową i optymistyczną dziewczynę - przynajmniej tak odbieraja mnie inni! Po takich atakach czuję sie okropnie smutna i zdołowana, mam siebie dość! Jestem z rodziny dysfunkcyjnej (tata alkoholik), nie radzę sobie z emocjami i z agresją! Chodzę do psychologa, ale jakoś nerwica nie mija. właściwie powinnam być szczęśliwa, bo niczego mi nie brakuje - a jednak:( Dziś pierwsza tabletka xanaxu - ale przecież to nie rozwiąże problemu tylko go zagłuszy na jakiś czas a co dalej? Może spróbuję pozytywnego myślenia!
Pozdrawiam Monika

16 lipiec 2007 22:00  
Anonymous Anonimowy pisze...

Niby wiadomo, że jest to nerwica ale czasami czuje się jakby była to jakaś okropna choroba zagrazająca życiu. Tabletki zagłuszają tylko lęk na jakiś czas...chwilowa ulga.....Wiem,że ciężko jest o pozytywne myślenie ale trzeba z całych sił próbować!! Mamy jedno życie podarowane przez Boga musimy o nie walczyć. Bóg miał jakiś cel dając nam ta chorobe....Trzeba ją przyjąć i nauczyć się żyć z nią...łatwo się mówi ale warto spróbować....wkońcu życie jest piękne (sama nie wierze ze to pisze :P )szkoda by było zmarnować życie nie uważacie?Przypomnijcie sobie siebie sprzed choroby....czy nie było fajnie, tak normalnie....ja chce do tego wrócić....może mi sie uda....bede sie starała. Pozdrawiam wszystkich

19 lipiec 2007 12:03  
Anonymous Anonimowy pisze...

kala
Ja prawdopodobie tez mam depresjie bynajmniej tak wszyscy twierdza a ja wciaz chodze po lekarzach wydaje kase na rezonansy i badania i nic nikt nie potrafi mi pomuc od nie pelnego miesiaca psychiatra zapisal mi feravin biore ale nieczuje zadnych popraw a wrecz przeciwnie wciaz cos mi jest od 4-miesiecy niewidze zbyt dobze z bliska zamazuje mi sie obraz i caly czas mam wrazenie ze w glowie mi cos rosnie mam zawroty obnizona temperature ciala norma umnie to 34.8nie wiem czy ktos tez ma takie obiawy bylo by mi latwiej i moze potrafila bym z tym walczyc jesli byla bym pewna ze to tylko moja psychika a w niewiedzy wciaz wymyslam i odnajduje nowe schorzenia teraz zauwazylam ze pogorszyl mi sie sluch z drugiej strony biore leki depresyjne a one nie dzialaja ile czasu musi minac by choc na chwile poczuc sie jak dawniej czyli normalnie by moc sie umalowac,ulozyc wlosy wyjsc gdzies i czuc sie dobze ja juz nie mam siely.Zaczelam mojego posta troche od tylu wiec sprostuje troszke sprawe trudno mi sie o tym muwi nie rozmawiam nawet z moim facetem o tym bo mam wrazenie ze nie mam sily powiedziec co kolwiek.Przezylam traume stracilam dziecko,porod byl przed wczesny oprucz tego choruje na hipofibrynogemie moja ciaza tez byla wielka nie wiadoma bo osoby chorujace na ta chorobe nie powinny zachodzic w ciaze.Ja jednak sie zdecydowalam i prawie przyplacilam to zyciem,lekarze jednak postawili na mnie i ratowali mnie dziecka nie dalo rady zylo 4 godzinny do pogzebu jakos sobie radzilam a po pogzebie poczulam wielkie cisnienie w glowie i tak sie to umnie zaczelo i trwa do dzis juz 4 miesiace.Chciala bym wiezyc w to wszystko co piszecie ze wiara i tp.ale umnie nic nie pomaga jestem juz zmeczona nie wiem ile jeszcze wytrzymam mam tylko nadzieje ze to co nas nie zabije to nas wzmocni .

24 lipiec 2007 23:04  
Anonymous cladakas pisze...

Witajcie wszyscy znerwicowani. To co napisał Shad to święta prawda, jeżeli sami sobie nie pomożecie to nikt wam nie pomoże, pozytywne myślenie to jedyny ratunek w nerwicy, jakiś czas temu nie mogłem funkcjonować normalnie, o mało nie rzuciłem pracy, bałem się sam wyjś na ulicę, Przeczytajcie książke " potega podświadomości" oraz magia wiary a może zmieni się wasze nastawienie do życie przez co lepiej bedziecie żyć - czego wam i sobie serdecznie życzę. pozdr Cladakas

25 lipiec 2007 22:48  
Anonymous Przemo pisze...

Ja również uważam, że wiara czyni cuda. Ale wiecie jak jest... Jak Cię dopada nerwica (lęk, natręctwo) to myślisz, że nie wytrzymasz. Wierze jednak w to, że kiedyś będzie jak dawniej. Ciężko o optymizm w takich chwilach, ale próbuję odnaleźć cień nadziei. Codzienni, mimo lęków i rozstrzęsieniea wstaję, bo liczę, że będzie jak dawniej. Modlę się o to. Trzymam za Was wszystkich mocno kciuki.

30 lipiec 2007 17:27  
Anonymous Anonimowy pisze...

Witam
Dwa tygodnie temu miałam lęki Okropne uczucie Mam małe dziecko mam udane zycie a dopadają mnie takie stany z którymi nie było mi łatwo funkcjonowac Na szczęscie dałam sobie radę wyszłam z tego Staram się nie myśleć o tym wszystkim Jakiś czas temu zastanawiałam się czy wogóle mam marzenia co się okazałao -że nie Lęki przeszły mi po kilku spotkaniach z koleżanką która ma podobnie jak ja mam nadzieję że już nigdy nie powrócą i będzę silna jak kiedyś czego i Wam życzę .

31 lipiec 2007 09:11  
Anonymous Anonimowy pisze...

witam!Ja z nerwicą zmagam się już od dwóch lat. Wcześniej miałam jakieś symptomy tej choroby ale bagatelizowałam to,aż w końcu p[szyszedłtaki atak od którego zmieniło się moje życie.W całej tej chorobie znzlazłam jeszcze siłę żeby zajść w ciążę i urodzić dziecko choć nie wiem skąd się ona u mnie wzieła.Prawdopodobnie od Boga któremu kiedyś poświęcałam bardzo dużo czasu a teraz oddaliłam się od niego.Ale Bóg czuwa nademną i nad moją rodziną tylko szatan pod postacią tej choroby próbuje mnie zniszczyć.Ale ja czuję że muszę wrócić do Boga,do rozmowy z nim a wtedy stanę się silniejsza.Teraz jest mi bardzo ciężko,też dzieją się mi różne rzeczy choć fizycznie jestem zdrowa.Czasami znajduję siłę a czasami nie do walki z tym. Dobrze że jesteście bo wtedy nie czuję się taka samotna i wiem że ktoś inny też zmaga się z takimi problemami a wtedy jest mi łatwiej.pozdrawiam

31 lipiec 2007 12:26  
Anonymous Anonimowy pisze...

Czesc! Ja mam 23 lata, a miewam lęki juz ponad 4 wiosny.. Dziwne, moje życie to ciąg sukcesów. Wywodzę się z kochającej rodziny, mam dwie starsze siostry, małych siostrzeńców i siostrzenicę. Kochającego chłopaka, który dba o moje bezpieczeństwo. Kończę studia prawnicze, sporo czasu spędziłam na zagranicznych stypendiach. Wzorowa studentka, same bdb w indeksie. A jednak bezdech, uczucie słabnięcia, szybkie bicie serca powraca co jakiś czas. Mam wrażenie, że powraca by dać znać "życie nie jest takie piękne, jak tobie się wydaje". Zawsze po takim ataku staram się trzezwo myslec, to znaczy, analizuje moje ostatnie tygodnie życia i zastanawiam się, czego mi zabrakło? Czy jest to sport, szczera rozmowa? Ciężko znaleźć przyczynę... Kiedy po pierwszym ataku ( bo tak to nazywacie) byłam na pogotowiu, po godzinnej rozmowie z młodym internistą i kilku łykach zimnej wody: diagnoza: zmęczenie, jeśli masz plecak pakuj się i jedź do Kazimierza nad Wisłą, to magiczne miejsce pozwoli się wyciszyć. Jednak nie znalazłam na to czsu, bo zawsze ktoś mnie potrzebował, przede wszystkim mój tata zachorował, także moje objawy nerwicy postępowały...Bałam się wchodzić do mieszkania, do Kościoła, poprostu unikałam miejsc, w których "to" się zaczynało, ale po pewnym czasie była to sala wykładowa, metro, pociąg... Stwierdziłam-tak nie można. Konieczny jest psychoterapeuta, ale między czasie kolejny silny atak-pogotowie i lekarz-"to nie ten szpital, prosze jechać do tego z kaftanami"-nie zapomne tych słów, ilekroć myślę o tym człowieku, mam ochotę go odszukać i poprostu pobić:) Chociaż przykładu lekarza bez powołania w Polsce nie tak ciężko znaleźć, także po takim stwierdzeniu zawsze mi mija. Nie było innego szpitala, pAN dOKTOR wyleczył mnie na kilka tygodni. Być może pomógł mi dotknąć dna... Psychoterapeuta zwiększał opłatę za wizyty. Do 200 zł za godzinę. Aż pewnego razu doszłam do wniosku, że lepiej napić sie wina i to dobrego z przyjaciółką. Tak też było.... Myślałam, że juz wszystko za mną. Ale tak nie jest. Co jakiś czas odzywa się coś we mnie, by wmówić mi "twoje zycie nie jest takie wspaniałe, nie osiągniesz tego, a na znak teraz nie będziesz mogła wziąć tchu". Próbuje walczyć nie zawsze wychodzi. Czasem myślę, że to moja wrażliwość doprowadziła mnie do takiego stanu. Nie wiem, pewnie nigdy się nie dowiem o przyczynie, ale wciąż szukam antidotum... chcę dodać wiary tym ludziom, którzy przeżywają podobne schorzenie, nie wiem jak to nazwać, nerwica lękowa? Wierzcie w lepszy dzień, szukajcie przyjemności w życiu i nie skupiajcie się na chorobie. To mi pomaga, spróbujcie...
Amelia

31 lipiec 2007 16:27  
Blogger Sabina pisze...

Czesc;) Mam nerwice natrectw juz od jakichs szesciu lat, wszyskrto zaczelo sie nawet jeszcze wczesniej, kiedy mialam niesamowite leki w nocy przed spaniem samemu czy nawet z mlodsza siostra, zwlaszcza po obejrzeniu horrorow, ktore uwielbialam. wierzylam, ze ktos przyjdzie, nawet jaki wampir i mnie zabije...straszne. Lecze sie od wlasnie jakichs szesciu lat, mam juz trezci rodzaj lekow, drugiego psychiatre i teraz jest o wieel lepiej niz bylo;) Ale pisze bo chce powiedziec, ze to co jest w tym artykule, to szczera prawda. Musismy tylko uwierzyc w to, ze jestesmy juz zdrowi, naprawde, choc to nie latwe. I nie szalamywac sie, chcoc naleze do tych, ktorzy tez zbyt czesto zalmuja sie, ale powiedzialam: "dosc"! Ile mozna? To moje zycie i nie moge go zmarnowa. Musi mi sie udac, bo bóg nie chce dla nas zle, przeciez umilowal kazdego, jednak nie kazdy nosi krzyz o takim samym ciezarze, ale wierze, ze Bóg mnie wyslucha. Pozdrowienia dla wszystkich. Podejrzewam, ze duzo osob stad jest zalogowanych na www.forum.nerwica.com jezeli nie, to zachecam do tego, abyscie to zrobili, ludzie z podobnymi problemami pomoga wam! jakbyscie chcieli przekazac mi swoja pozytywna energie, podzielic sie spostrzezeniami i w ogole pogadac, podaje maila sabina-orlowska@wp.pl czesc Sabina

31 lipiec 2007 18:29  
Anonymous Anonimowy pisze...

Czesc mam na imie Basia i mam 31 lat z nerwica lekowa walcze juz 10 lat. Mam zawroty glowy nudnosci,bole w okolicach serca a ostatnio doszly jeszcze bole glowy. Mam dwoch synow kochajacego meza i naprawde niewiem skad to sie bierze. Juz nie mam sily z tym walczyc.

31 lipiec 2007 21:27  
Anonymous Anonimowy pisze...

Shad nie wiem czy czytałeś ksiązkę " Potęga podświadomości " autorstwa Josepf-a Murphy - doktora psychologii,filozofii i religioznawcy.Otóż w swojej książce daje on dokładnie takie same rady jak Ty.Chcę przez to potwierdzić,że Twoje sugestie są jak najbardziej słuszne i świadomie lub nieświadomie przytoczyłeś prawdy oparte na doświadczeniach naukowców.Polecam wszystkim przeczytanie tej książki,a najlepiej kilkakrotnie.Pozdrawiam.Bartek.

1 sierpień 2007 18:48  
Anonymous Anonimowy pisze...

witam
czytałem potęge podświadomości i pomogła mi na jakis czas, ale teraz musze chyba powtórzyć czytanie bo to cholerstwo dopada mnie juz prawie codziennie....
pozdrawiam wszystkich

4 sierpień 2007 21:56  
Anonymous spokojny999 pisze...

Czytam wszystkie komentarze. Pocieszające jest to, że nie jestem sam ;-). Ale wiele bym dał by nie być w stanie w jakim jestem i by móc pomóc wszystkim, którzy są w podobnym stanie lub blisko.
Wiara - hmm może tak, ale jak zacząć kiedy tak zwyczajnie nie ma się ochoty wtać rano z łóżka, wyjść z domu - co ja piszę ochoty -kiedy boisz się tego momentu wyjścia z domu, otworzenia oczu na kolejny dzień.
Pozdrawiam.

6 sierpień 2007 16:14  
Blogger Iza pisze...

Witam wszystkich "nerwicowców'.

6 sierpień 2007 23:09  
Blogger Iza pisze...

Witam wszystkich "nerwicowców". Mam na imię Iza, mam kochanego męża, wspaniałych synów, dobra pracę, normalne życie z malutkimi stresikami życia codziennego. Niestety mam też nerwicę. Chciałabym się dowiedziec co z "tym" zrobic? Przyjmowałam przez 3 miesiące COAXIL i nie powiem pomogło, tylko nie wiem czy lek czy sugestia. Nieważne - pomogło!!! A teraz poczterech kolejnych miesiącach wróciło - napięciowe bóle głowy, "gula" w gardle, chrypa, kłopoty żołądkowe, kłopoty z oddychaniem, bóle karku, zawroty głowy, nieostre widzenie, drętwienie rąk czasami twarzy itd...dużo by jeszcze pisac. Jak to zwalczyc? Oczywiście te dolegliwości nie nękają mnie cały czas. Najczęściej jak sie zdenerwuje albo wieczorem jak próbuje zasnac. Mam wrażenie, że zapominam oddychac. Nie wiem co z tym zrobic? Mam umówioną wizytę u lekarza, ale to chyba nie wystarczy. Poradżcie proszę. Sama rozmowa z kimś kogo "to" dotyczy to już bardzo dużo. Dzięki - pozdrawiam.

6 sierpień 2007 23:19  
Anonymous Anonimowy pisze...

Witajcie.
Mam 25 lat i od pół roku codziennie ataki nerwicy. Jest bardzo ciężko tym bardziej ze za 1.5 miesiaca wychodze za mąż. bardzo obawiam sie tego dnia czy aby nie zemdleje przed ołtarzem.
lecze sie i u psychologa i u psychiatry i o tyle jest lepiej ze sama wychodze z domu.
Czytajac wasze wypowiedzi płakałam jak dziecko i wspołczuje wam i jednoczesnie sobie bo przezywam to na codzien.
Najbardziekj przeraza mnie mysl ze nikomu nie udało sie z tego wyleczyc. Ciągle to powraca. a ja nie wyobrazam sobie tak zyc w nieskonczonosc.
Chce normalnosci...

14 sierpień 2007 14:42  
Anonymous Anonimowy pisze...

witam mam terz to samo musimy walczyc znam osobiscie 2 osoby ktore miały to samo i teraz zyja sobie jak spokojnie . musimy miec silna wole i duzo siły . ja tez jestem w trakcie leczenia i staram sie wierzyc w to.... czasami powraca ale staram sie niemyslec o tym ...... pozdrawiam iwona..

15 sierpień 2007 10:05  
Anonymous Anonimowy pisze...

to jest tak zwana potega podswiadomosci,jest nawet taka ksiazka,i bardzo goraco ja polecam,naprawde po przeczytaniu tej ksiązki ,zrozumiałam słowa Boga ,ze jest w kazdym z nas,mamy nad swoim zyciem nieograniczona władze tylko musimy w to uwierzyc.Naprawde wiele rzeczy niemozliwych w moim zyciu ,stało sie mozliwe.Tylko trzeba uwierzyć w siebie.A co do nerwicy to uwarzam,ze wiele z was sobie to wkreciło,zeby jakos wytłumaczyc zły nastruj.radze najpierw dowiedziec sie na ten temat,powodzenia w zdobywaniu wiary w siebie,mi sie udało to wam tez sie uda:]

17 sierpień 2007 00:05  
Anonymous Anonimowy pisze...

witam wszystkich:) powiem Wam szczerze,ze ten problem dotyczy większości społeczeństwa, tylko ludzie boją się przyznać do tego...ale przecież My możemy sobie pomóc...mam czasami napady nerwicy-gula w gardle, bardzo silny ból w klatce piersiowej,nogi jak z waty...zresztą dobrze to znacie!!!walczę z tym od dłużeszgo czasu, miałam narzeczonego,ale On mnie nie rozumiał, był zły,ze nie chce wychodzić,ze mam leki...skończyło się na tym,że uderzył mnie i odeszlam...przeżyłam strasznie to rozstanie,bo miał być przeciez na zawsze...ale nie ma go i musze sobie radzić...moi rodzice nie rozumieja tego co sie ze mną dzieje-próbowałam z nimi gadac,to usłyszałam-weź się w garść i tyle..nie rozumieją,ze to nie trafia jak do zdrowego człowieka.Żyje mi sie cięzko,bo chce być taka jak kiedyś a nerwica mi nie pomaga-Pani psycholog mi powiedziała,ze jak poznam odpowiedniego mężczyzne bedzie inaczej,bo nie mam az takiej mocnej nerwicy,ale co mam dac ogłoszenie czy żebrac o miłość??!!czasami mam dosyc zycia,ale potem jak zaczyna sie ten ból to myśle,że chce żyć!!!!DAMY RADE!!!!MUSIMY!!!Cieszę się,że JEsteście...

18 sierpień 2007 00:58  
Anonymous Anonimowy pisze...

ja też to mam walcze z tym od trzech lat jest mi bardzo ciężko ,na początku było gorzej ale z upływem czasu jakby mniej ale co z tego nie pozbyłam się nerwicy jeszcze na tyle aby funkcjonować normalnie ,leczę się dopiero od pół roku no i efekty już są ale ja chce normalności nie mam siły już tak żyć,ten nieszczęsny strach przed wyjściem na zewnątrz to jest coś okropnego mam nadzieję że niedugo będzie lepiej bądżmy dobrej wiary może nadejdzie do nas słońce i nas uleczy Pozdrawiam wszystkich lękliwych

19 sierpień 2007 17:58  
Blogger kamla pisze...

Mam 36 lat i agorafobię, drobne natręctwa (ogólnie - nerwica lękowa jak się patrzy)od 8 lat. Kiedyś podróżowałam, niczego sie nie bałam, żyłam czasami na krawędzi ryzyka. Marzę by wrócić do tamtych chwil. kilka wizyt u psychiatrów upewniło mnie, że muszę nauczyć się z tym żyć. Był czas, gdy bałam sie wyjść z domu, ale mam psa i spacery mobilizowały mnie do wyjścia. Trzęsąc się jak galareta na granicy rozpadu i zawału wychodziłam. Miałam cudowne dzieciństwo, dlatego to co sie dzieje tłumaczę nieudanym 11 związkiem z człowiekiem, który doprowadził mnie do tego stanu - zabrakło mi poczucia bezpieczeństwa. W tej chwili jestem sama i uczę się jak okiełznać LĘK. Na szczęście nie jestem podatna na depresję. Ale lek czai się za progiem, śpi pod moim łóżkiem. Postanowiłam nie brać leków i tego się trzymam. Był czas, że budziłam sie w nocy z rozłomotanym sercem i uczuciem, że witam się ze śmiercią. Nadal budzę się w nocy, ale lęk okiełznałam. Wiem, że atak minie więc zajmuje się czymkolwiek - krzyżówki, książka (czytana nieuważnie, bo lek siedzi tuz obok i sie śmieje. Tak go traktuję - jak nieproszonego gościa, którego potrafię wyprosić. Moi znajomi i rodzina po latach zrozumieli mój problem - teraz jest łatwiej. Jednak wszystko zależy od nas samych. Nadal nie wsiądę do pociągu i nie pojadę nigdzie, bo wiem, że pojedzie ze mną lęk i zadziała. Stworzyłam swój mały świat, a teraz będę go krok po kroku powiększać. Bardzo ważne by mieć kogoś kto nas rozumie i toleruje, a jeśli obok jest ktoś kto kocha to już bardzo dużo. Piszcie - wierzę, że możemy jeśli nie pozbyć sie go to przynajmniej z nim żyć, ucząc sie jak nie pozwolić mu dominować - kamilla@gazeta.pl

19 sierpień 2007 18:15  
Anonymous mia1982@o2.pl pisze...

tez mam leki, a trwa to jakies pol roku. Nie zamierzalem i nie zamierzam razej tego leczyc, bo wiem ze psycholodzy nie sa w stanie mi pomoc. Wiem gdzie jest przyczyna, ogolnie wyglada to tak ze od jakiegos czasu nie mam konkretnego celu w zyciu, znajomi rozeszli sie po swiecie a partnera zyciowego nie mam. Dolegliwosci fizycznych praktycznie nie mam, tak samo nie mam problemow ze snem. Wiem ze to wszystko moze przejsc w ciagu kilku godzin, ale chyba potrzeba bodzca z zewnatrz. Jesli jest ktos w podobnej sytuacji ktory chcialby wysluchac mojej historii to zapraszam do korespondencji. Razem mozemy sobie pomoc

21 sierpień 2007 21:44  
Anonymous Anonimowy pisze...

Cześć!
A czy ktoś może mi podać sposób na zwalczenie bezsenności. Moja nerwica to lęki ale na codzień nie tak silne, ale zawsze atak zaczyna się od natrętnych myśli i bezsenności. Agala

23 sierpień 2007 10:31  
Anonymous Anonimowy pisze...

Witajcie,
Ta pijawka - lęk siedzi we mnie już dobre pare lat i wysysa ze mnie moje życie. Leki,chyba wszystkie jakie są na rynku,psychiatra, psycholog a nawet szpital psychiatryczny nie pomógł. Ale cóż, jakoś trzeba żyć.

23 sierpień 2007 20:31  
Anonymous Anonimowy pisze...

moja nerwica stała się tak silna że zaczynam odczuwać ból fizyczny. przez moje nerwy stawałam się natrętna żeby osiągnąć to co che, przynosiło mi to ulgę,ale przez to straciłam partnera życiowego który mnie nie rozumiał i wmawiał że poprostu jestem głupia. Przestaje radzić sobie w życiu,proszę o radę gdzie zgłosić się po pomoc, bo marnuje mi to życie.

25 sierpień 2007 01:44  
Anonymous Anonimowy pisze...

Łzy same płyną z oczu wiedząc, że nie jestem samotna ze swoją chorobą. Praktycznie od wieku dojrzewania miałam lekkie objawy lękowe jednak w momentach silnych emocji, ktore - muszę przyznać - miewałam dość często. Średnio udane dzieciństwo. Obecnie mam 27 lat i dokladnie 3 lata temu wylądowalam na ostrym dyżurze w ośrodku psychiatrii - nigdy tego nie zapomne, myślalam ze UMRE, paniczny lęk przed ludźmi, światem, drżenie jak przy początkach padaczki, kołatanie serca, zalewające mnie poty sprawiły, że zdiagnozowano u mnie nerwicę lękową oraz depresję. Dostałam jakieś leki oraz AFOBAM - lek, który tłumił fizyczne objawy, ale ich nie leczył. Nie zalecano jego stosowania dłużej niż 3 miesiące, aczkolwiek biorę go do dziś, w malutkich i większych dawkach, w zależności od stanu psychiki. Już nawet miałam moment, że wydawałoby się, że będę zdrowa ale natychmast upadlam na samo DNO ;-( zaczynając budowanie wiary od nowa... Dlaczego ja? to pytanie, które niedzownie mi towarzyszy. Wstydze się tej choroby jak diabli. Nikt prawie o niej wie, a nawet się niedomysla. Pozornie jestem ładną, towarzyską, młodą mężatkom, mam pracę, dom, nie narzekam finansowo. Wydawałoby się IEDALNE Zycie!!!!!!! nic bardziej mylego!!! Codziennie boję się wyjść z domu do pracy. Każde zadanie domowe wymaga ode mnie resztek sił, zwykłe pranie czy odkurzanie. Najgrosze jest to, że zaczełam sięgać po alkohol jako środek, który zwalcza moje trzęsienie i powoduje namiastkę normalności. Jedno-dwa piwa dodają odwagi by wyjśc z domu, porozmawiąc z ludżmi, nie separować się w samotności. Miewałam momenty kiedy śmierć wydawała się optymalnym rozwiązaniem. Spokojem na zawsze. Wyleczeniem. Moim marzeniem jest zyc jak inni ;-(((( Boże czy ja za wiele pragnę? Tak mi wstyd, że jestem chora. Niewyobrażalny wstyd. Poczucie winy, że się trzęse i separuję jak dzikus. Wewnętrzne niewolnictwo. Z natury jestem osobą niesłychanie wrażliwą, wręcz nadwrażliwą i ta cecha musiała być zaczątkiem mojej choroby!!!! Moj mąz jest jedyną osobą w towarzytwie, ktorej czuje sie wyluzowana i spokojna. Sam na sam jest NORMALNE.Myslimy o dziecku ale strach mi je wybija z mysli, jak sobie poradze? jak wezme odpowiedzialnosc? skoro najprostrze sprawy są barierą nie do pokonania. Kiedys pisalam wiersze, opowiadania. Wrazliwiec ze mnie. Codziennosc mnie przytłacza. O maly wlos, a rzucila bym prace, po 7 letnim stazu. jakos wytrwalam.DZIEKOWAC BOGU. Zauwazylam takze ze moja inteligencja wstecznieje. K.. zrobilam stuadia, zawsze bylam blyskotliwą osoba. A teraz zaczynam się jakąc, zapominam slow, robie sie prostacka. Nie wiem co robic. Z pamiecia tez mam klopoty. Leczylam sie u mlodej pani psychiatry ale przetestowala na mnie wszytkie leki dostepne na rynku! OD roku nie lecze sie wogole. Biore AFOBAM od lekarza 1wszego kontaktu. Bardzo chce siebie zmienic. Moze prywatni lekarze sa lepsi? peplanina mlodej psychiatry niewiele mi pomogla. Moze potrzebuje zmiany osobowosci, nabrania pewnosci siebie, treningu woli i wiary? ale kto moze mi pomoc? gdy wstyd i poczucie winy nie daje mi zyc....

26 sierpień 2007 11:38  
Anonymous Anonimowy pisze...

Hej chetnie nawiąże kontakt ze wszystkimi osobamami chorymi na nerwicę arturro12@o2.pl Pozdrawiam

29 sierpień 2007 21:57  
Anonymous Anonimowy pisze...

Jest mi ciężko nie mogę sobie sama dać rady.Mąż był moją podporą ale teraz to się zmieniło i odwraca się ode mnie ,nie wiem czy mu wstyd czy co innego ale nie ma ochoty już więcej ze mną przebywać.Nasze małżeństwo wisi na jednym włosku a wszystko to prze ze mnie że nerwica opanowała mój umysł i nie chce odejść.Zarzywam Spamilan ale co z tego efekty są mizerne a po inne specyfiki boję się sięgnąć.Nie mam już siły z nią walczyć czasami myślę czemu mnie to spotkało a może to jest znak aby popracować nad sobą i zmienić się może robie coś nie tak naprawdę nie wiem o co w tym chodzi.Mam cichą nadzieję że wkrótce będzie lepiej co wy na to.Pozdraiam wszystkich.Nie dajcie się musimy być silni.

30 sierpień 2007 21:49  
Anonymous Anonimowy pisze...

Cześć wszystkim!
Weszłam na tę strone sama nie wiem po co... Może szukałam pomocy. Wszyscy tu pewnie jesteście dorośli, macie większe problemy, niż ja. Bo chociaż mam dopiero 16 lat, to od kąd pamiętam miałam lęki. Boję się rzeczy poważnych, ale czasem naprawdę błahych. Od około roku biorę leki. Nie wiem, czy to przez nerwicę, ale od około 4 roku życia zaczęłam się jąkać. Czy możliwe jest, zeby takie małe dziecko już miało nerwicę. Czy może to być wrodzone?
A tak do tematu, to spróbuję tę metodę "pozytywnego myślenia", może tym razem mi pomoże...
Pozdrawiam - X.X.

31 sierpień 2007 15:45  
Anonymous Anonimowy pisze...

Witam... Nie wiem za bardzo jak zacząć. Wiem,że mam nerwice lękową,bardzo mi to utrudnia życie. Niegdyś silna pełna wiary...teraz przerażona. Nie umiem z tym żyć. Chyba nie mam dość wiary. To co napisałeś troszke mnie napełniło nadzieją...ale nie dość aby wygrać z tym wszystkim. Ja nawet nie mam mobilizacji aby pisać o tym...nie potrafie. Mam łzy w oczach jak tylko o tym myśle. Chce porozmawiać z innymi ludźmi o takim problemie jak mój. Chce sie komus otworzyć...ale nie bardzo wiem jak... . Prosze kogokolwiek o kontakt. To mój '@' ; qivis@o2.pl. Z góry dziękuje. Evelina.

3 wrzesień 2007 12:02  
Anonymous Anonimowy pisze...

witam.... mam juz ponad 20 lat i mam depresje przez chlopaka ktory chyba nie chce byc ze mna i przyprawia mi za moimi plecami rogi:( nie umiem sobie z tym poradzic mam depresje i wszystko mnie meczy jestem tak zdolowana ze nie chce mi sie zyc! napisales prawde ale ja i tak dzieki temu nie umiem sobie poradzic......

4 wrzesień 2007 22:31  
Anonymous Anonimowy pisze...

CZeść. Mam na imię Lidka, mam 26 lat. Czytając komentarze stwierdziłam ,że ja też prawdopodobnie mam nerwicę.mój główny problem to problem z oddychaniem. Nie mogę ,,wziąść''pełnego oddechu.Często miewam płytki i krótki oddech.Byłam pewna,że to przyczyna astmy lub jakiejś niewydolności płóc(przebyte zapalenie płóc i stwierdzona astma).Lekarz rodzinny po badaniu stwierdził że astmę niewątpliwie mam ale mam też nerwicę.Nie wierzyłam w to. Ale teraz jestem prawie pewna że moje kłopoty z oddychaniem to przyczyna mojej psychiki.W dzieciństwie miałam różne lęki, byłam nawet u psychologa dał mi on wtedy skierowanie do psychiatry do którego oczywiście nie poszłam. to było dawno temu, byłam nieletnia i to rodzice decydowali o tym co robię.
Chodzę do pulmonologa z tymi moimi dusznościami. płóca mam w porządku. Ostatnio robiłam testy skórne na alergię i okazało się że mam alergię na roztocza i pyłki. Początkowo myślałam, że to jest przyczyna moich problemów z oddychaniem ale doszłam do wniosku,że jednak główny problem to psychika. Jestem w trakcie czytania książki POTĘGA PODŚWIADOMOŚCI i jestem pod wrażeniem. Zaczęłam stosować techniki o których pisze autor i stwierdziłam że to naprawde działa.
Bardzo chciałabym porozmawiać o moim problemie z kimś kto ma podobne ogjawy(problemy z oddychaniem).Proszę o kontakt. lidgos@wp.pl POZDRAWIAM WSZYSTKICH.

5 wrzesień 2007 13:40  
Blogger madziarka27 pisze...

ja również mam nerwice i depreche. wątpie że ktoś kto pisze komentarze na tej stronce ich nie ma dlatego to chyba nie jest oryginalne wejście. napiszcie czy macie też agorafobie. odnośnik do mojego komentarza na agorafobii.

11 wrzesień 2007 21:46  
Anonymous Anonimowy pisze...

Witam, mam 21 lat i choruje na nerwice lekowa, agorafobie oraz mam powazne natrectwa myslowe. Trwa to AZ od 3 lat, nie pamietam kiedy ostatnio jezdzilem srodkami lokomocji, z tego co zaobserwowalem i z tego co mi mowia to mam powodzenie u kobiet, ale z zadna sie nie zwiazalem od kiedy moj mozdzek zaczal platac mi figle;] sam juz nie wiem co robic, jak na razie zyje muzyka, dzieki niej o wszystkim zapominam; ale jedno wiem napewno;] masz racje, pozytywne myslenie pomaga.... ale Twoja racja jest tylko w polowie prawdziwa, a mianowicie, ja to wiem ty to wiesz i MY wszyscy to wiemy, ze samo myslenie nie wystarcza....jest troche lepiej, ale i tak nie wsiade do autobusu, czy tam tramwaju.... (brak dalszej czesci textU)

13 wrzesień 2007 01:32  
Anonymous anusiak pisze...

Witam wszystkich znerwicowanych ;)
Mam 21 lat..od jakiś 2 lat cierpie na nerwice lękową i w poźniejszym czasie doszła tez agorafobia...Oczywiście choroba maxymalnie zmieniła moje zycie....miałam tyle planów...studia...kurs prawa jazdy....Było mnie wszędzie pełno, lubiłam wyjść z domu, ja sama inicjowałam różne wypady. Teraz sie izoluje, rzadko wychodze a jak już wyjde to oczywiście milion myśli ze zaraz mi się cos stanie i ide taka dygocząca w środku. Przyjaciele, znajomi pytają się co się ze mna dzieje, zaufani przyjaciele wiedzą i w pewnym sensie to rozumieją.Powtarzają mi ze brakuje im mnie sprzed choroby...Czuje sie z tym źle, chce wyjść chce znowu zacząć zyc normalnie ale nie wiem jak sie do tego zabrac gdy głowa pełna tak głupich myśli a i ciało odmawia posłuszeństwa w postaci duszności, zawrotów głowy, nudności itp..Czasami bywają dni kiedy jest "normalnie" wyjde z domu, nie myśle o lęku ale czasem jest tak źle ze mam wrażenie iż zwariuje...pomału brakuje mi sił na pozytywne myślenie i nie wiem co już dalej robić....

17 wrzesień 2007 00:01  
Blogger madziarka27 pisze...

hejka! jeszcze nie zwariowałam. to znak że dzisiaj jest lepiej.ale wczoraj znów miałam odlot i myśli że to moja ostatnia noc. ja też boje sie wychodzić, a wizyta w markecie przyprawia mnie dosłownie o zawrót głowy (dosłownie), robi mi sie duszno.autobusami nie jeżdże ale w samochodzie mam myśli że sie coś stanie.kiedy wyjeżdżałam nad morze dostałam takich duszności ze mało nie wykitowałam, było mi przez 2 godziny niedobrze i przez całą podróż czułam niepokój.dobrze wiedzieć że człowiek nie jest sam ze swoimi dziwactwami. wasze komentarze w pewnym stopniu nie dają mi zwariować. szukam kontaktu przez maila czy gg. bo to tematrzeka!!! pozdrawiam

18 wrzesień 2007 10:02  
Anonymous kodi pisze...

Witam!!!
trudno jest pisac w wieku 29lat o tak intymnych sprawach jaką jest nerwica, przynajmniej dla mnie, choruję od... nawet nie pamiętam kiedy to się zaczeło napewno ponad 15 lat, byłem w klinice psychatrii na oddziale nerwic mój starszy brat również z tym że jego bardzo szybko przeniesli na oddział za ścianę bo jego stan nie pozwalał na psychoterapie, szukam pomocy w Bogu od ponad 10 lat i jest to duże wsparcie ale nie gwarantuje to rozwiązania problemów one nie znikną ale jest łatwiej zapraszam do dyskusji i pozdrawiam

19 wrzesień 2007 21:17  
Anonymous Anonimowy pisze...

Witam,
po Waszych komentarzach napewno przeczytam książkę "Potęga podświadomości". Ja choruję od około 3 lat, zaczeło się od toksycznego związku, potem przyszły natrętne myśli, mnóstwo nieprzespanych nocy. Efektem tego był zanik osobowści połaczona z depresją - tzn. w ogóle nie odczuwałem radości z życia, cały czas pesymistyczne myśli, brak wiary w siebie, że jestem gorszy od innych, itd. Obecnie z psychiką jest już o wiele lepiej, jednak codziennie odczuwam silne bóle w klatce piersiowej i płytki oddech, narazie nie wiem jak się tego pozbyć. Gdy miałem natrętne myśli i byłem nieprzeciętnie przygnębiony, to nawet przeczytane tutaj komentarze na nic by się zdały. Jedyne co mi dawało promyk nadziej, to świadomość, że można z tego stanu wyjść,a nawet wyjście z tego stanu powoduje uodpornienie od choroby. Wiem to, gdyż bliska mi osoba to przeszła. Jej rady to np.: "przejdź się czasem na cmentarz i zobacz, że wszyscy ludzie tam kończą-z tego wynika, że wszyscy jesteśmy równi i trzeba się cieszyć z życia takiego, jakie otrzymaliśmy od Boga", ja dodam, że przy porodzie jak i przy śmierci nic nas nie różni, a podczas życia mamy patrzeć jak egoiści tyko na swoje cechy, zdolności,słabości, itd. Ciesz się z tego jaki Ty jesteś, bo nie ma takiego drugiego na całym świecie i to jest piękne. Czy będziemy zdrowi, i w ogóle wszystko co myślimy i robimy zależy tylko i wyłącznie od nas samych. Przebywanie z ludźmi rozumiejącymi Twój problem -zdecydowanie pomaga. Odwaga w życiu(a nie w wyobraźni), odpowiedzialnośc za swoje czyny i nauczenie się podejmowania samemu decyzji, to napewno Was wzmocni. I koniec użalania się nad sobą. Pozdrawiam.

19 wrzesień 2007 23:16  
Anonymous Anonimowy pisze...

Dlaczego właśnie mnie to spotyka?-często zadaję sobie to pytanie. Przecież fizycznie jestem zdrowa chociaż nerwica często objawia się u mnie różnymi dolegliwościami które bardzo utrudniają mi życie.W moim otoczeniu nie znam osoby która zmagałaby się z takim problemem jak ja .Swój problem skrywam w sobie i na pozór jestem osobą pogaodną,wesołą i cieszącą się tym co ma chociaż w środku rozsypuję się na kawałki.O moich zmaganiach ze samą sobą wie tylko mój mąż który jest dla mnie bardzo dobry i wyrozumiały.Przed kimś innym trudno byłoby mi się otworzyć z obawy przed wyśmianiem.Dlateco wchodząc na tą stronę i czytając te komentarze wiem, że nie kestem sama z tym problemem.Oczywiście są dni kiedy nic mi się nie dzieje ale są takie kiedy wydaje mi się,że za chwilę umrę,rozlecę się na kawałki,kręci mi się w głowie ,nogi mam jak z waty i jest mi gorąco mimo,że inni trzęsą się z zimna.Zaczełam nawet chodzić trochę do psycholożki która "znalazła" u mnie powód -w dzieciństwie-mianowicie gdy miałam sześć lat byłam świadkiem jako jedna śmierci mojej ukochanej babci,która cały czas opiekowała się mną gdyż rodzice pracowali i dlarego teraz tak bardzo boję się chorób z obawy,że mogę kogoś stracić.Wogóle to nie lubię słuchać o chorobach jak ktoś mówi.Ale psycholog póżniej poszła na zwolnienie ja urodziłam dziecko i skończyły się spotkania.Podczas ciąży brałam relanium tak doraznie,żeby się jakoś trzymać i do tej pory mam go zawsze pod ręką i jak już naprawdę nie mogę wytrzywać to ratuję się nim.Ale żyję nadzieją i modlę się o to,że kiedyś uwolnię się od tego,może jak przeprowadzę się do swojego domu który właśnie buduję.Więc trzymajmy się jakoś i podnośmy się na duchu.Może ktoś zechce ze mną rozmawiac bo jeszcze teraz kiedy siedzę sama z dzieckiem jest mi strasznie ciężko więc podaję swojego maila;anna.rogalska7@wp.pl
Pozdrawiam

21 wrzesień 2007 12:24  
Anonymous Anonimowy pisze...

Wiecie mam chłopaka, który ma nerwice. Często czuje jak mu ciężko ale też mówię mu o tym pozytywnym myśleniu.
Wiem że pomoże ale też trzeba tego chcieć. Naprawde chcieć. Chce mu pomóc ale do końca nie wiem jak. Może ktoś mi pomoże??? to mój email ania89sz@wp.pl

21 wrzesień 2007 20:36  
Blogger madziarka27 pisze...

heja wszystkim. cieszę się że podajecie swoje maile.
laura3l@buziaczek.pl to kontakt do mnie.pomagajmy sobie wzajemnie. dziś mija 5 tygodni odkąd zaczęłam się leczyć farmakologicznie. czuję się lepiej choć czasem wracają złe myśli. ale teraz łatwiej jest mi dojść do tego że te myśli to tylko wymysł mojej wyobrażni.choć czasem bywa żle. odpowiem na każdego maila jak zaczęłam się leczyć i czym. aha. w moim mailu po laura3 jest l czyli małe elnie jeden. czekam na maile .papatki

22 wrzesień 2007 08:12  
Blogger Jacek pisze...

polecam luknac na moja strone o depresji:

http://aphextwin.inwestnet.com/depr

24 wrzesień 2007 01:01  
Anonymous Asia pisze...

Potrzebuje rozmowy z kims kto ma nerwice i zechce mnie wysluchac piorunek1985@o2.pl

24 wrzesień 2007 22:09  
Anonymous Anonimowy pisze...

Witam,
moje kłopoty ze zdrowiem zaczęły się w lipcu br. Z powodu zwykłej anginy na którą chorowałam kilkaset km od domu stałam się bardzo nerwowa. Myślałam, że kiedy wrócę do Polski, do rodziców wszystko się ułoży i znikną wszystki moje lęki i niepokoje. Niestety moje zdrowie fizyczne ciągle się pogarszało. Kiedy pogodziłam się z taką sytuacją i odzyskałam równowagę psychiczną, musiałam pójść do szpitala na operację. Teraz jestem 2 tygodnie po zabiegu i od pobytu w szpitalu codziennie mam lęki i bóle w klatce piersiowej, płaczę bez powodu, martwię się o wszystko. Do tego obowiązki szkolne i moje zaległości mnie przytłaczają. Boję się, że to nerwica. Nie umiem sobie z tym poradzić szczególnie kiedy jestem sama. Zaczynam tracić wiarę. Proszę o poradę.

27 wrzesień 2007 09:24  
Blogger madziarka27 pisze...

hej, masz powody żeby sądzić że to nerwica bo u mnie też się tak zaczynało, ale nie jestem lekarzem.ńajlepiej udaj się do neurologa on stwierdzi czy to nerwica czy chwilowy spadek aktywności psychichicznej.Ale radzę Ci nie bagatelizuj sprawy poniewż to choroba która niszczy życie.Udaj się jak najszybciej do lekarza pierwszego kontaktu może on doradzi gdzie szukać specjalisty neurologa. Może masz kogoś znajomeg kto się leczy? Najlepiej prywtnie bo w poradni trzeba czekać nawet trzy miesiące. Ja jestem zadowolona z terapi którą stosuję. Nie bagatelizuj swojego zdrowia, naprawdę wiem co piszę,ja już się dużo nacierpiałam z powodu nerwicy a teraz jest dobrze, może nie idealnie ale dobrze, da się żyć i funkcjonować.Pozdrawiam!

27 wrzesień 2007 21:18  
Anonymous Anonimowy pisze...

Witam

Od pewnego czasu mam problemy ze zdrowiem. Nie wiem czy mam je wiązać z nerwicą czy z prawdziwą chorobą. Mam zwroty głowy, nudności, zaburzenia widzenia, jestem osłabiony itd. Boję się że mam guza w mózgu czy innego tętniaka. W tych ciężkich chwilach pomaga mi modlitwa do Boga. Dopiero od niedawna odkryłem że Bóg istnieje. Jestem osobą inteligentną, dobrze zarabiam w Irlandii jako informatyk. Jestem umysłem ścisłym, wszystko zawsze brałem na logikę. Ale po pewnym czasie stwierdziłem że ateiści odwołujący się tylko do rozumu nie mają racji. Popatrzcie na tych godnych pożałowania i pełnych buty naukowców. Ze swoimi komputerami i laboratoriami nie są w stanie stworzyć prymitywnego robaczka! Tylko Bóg może stworzyć życie. I ja wierzę w Boga. Powiem więcej, nawet jeśli jestem poważnie chory i zostało mi tylko kilka miesięcy życia to przyjmę to z pokorą. Szatan nie wygra bo nie zdobędzie mojej duszy. Zawsze będę wierny Bogu.

29 wrzesień 2007 10:03  
Blogger Jacek pisze...

ciekawe artykuly, szukalem tego, zapraszam tez na moja strone choc raczej tylko o depresji:

http://aphextwin.inwestnet.com/depr

29 wrzesień 2007 13:52  
Anonymous Anonimowy pisze...

coz moge dodac kazdy powinien odnalezc spokuj ducha w samym sobie ya dalej walcze sam z soba!!!

30 wrzesień 2007 01:49  
Blogger kama pisze...

Czesc,Witam wszystkich z problemem nerwicy lękowej:)"choruje na nia w sumie od dziecinstwa,ale ataki pojawily sie jakis rok temu.biore luxete codziennie rano,a hydroksyzyne doraznie w przyplywie lęku.Bylam na dziewieciotygodniowej terapi w szpitalu w Lublinie na oddziale nerwic,wtedy moje zycie nabralo sensu.Moja dusza jakby zostala uleczona,choc ataki pojawiaja sie,ale znacznie rzadziej i o wiele slabsze,z czego bardzo sie ciesze.Tam poznalam wspanialych ludz,super terapeutow.Teraz mam plany,nie boje sie spojrzec w przyszlosc,Mam cudownego chlopaka,ktory bardzo pomaga mi kiedy "to" mnie dopada.Sluchajcie podam wam swoj nr tel 504420111,poniewaz nie mam internetu a mam wielka ochote poznac kogos z wiadomymi problemami .Bedzie nam razniej,Kama:)

30 wrzesień 2007 12:02  
Anonymous Anonimowy pisze...

hej! witam wszystkich. Ta franca dopadla mnie juz w95,uwizylam,ze mam nerwice dopiero w 99,po wielu wielu wizytach u lekarzy:co ja taka silna baba-nerwica lekowa ? Im szybciej ja polubisz tym lepiej dla ciebie. Miedzy czasie juz myslalam, ze sie z niej calkowicie wyleczylam (3 lata bez objawow)ale nie ona dala mi troche ochlonac i zlapac oddech i wyciagnac wnioski i nauczyc sie cieszyc zyciem i byc wdziecznym za zycie,ktore jest nam dane i cieszyc sie tym co mam nawet gdy jest to niewiele i nie przejmowac sie bezrobociem meza,dlugami i kredytami...odetchnelam to prawda cieszylam sie kazdym promykie slonca,kazdym zdzblem trawy,moim zwariowanym psem-boxer,kazda usmiechnieta do mnie twarza itd. tak cieszylam sie do czasu.... wiem, ze musze znow podjac walke bo chce znow smiac sie na widok morza, ktore tak kocham a widze co 5 lat,ile nam tego zycia zostalo ? ono tak szybko mija na tablety mamy czas w wieku 80 lat wtedy juz cos sie przezylo i niech tam..... dzieje sie co sie ma dziac ! Praca nad samym soba jest najciezsza praca, dyscyplina pomaga, ale pomalu. Czesc Sroczka 39 lat

6 październik 2007 00:14  
Anonymous Anonimowy pisze...

To jeszcze raz ja Sroczka. Czy slyszeliscie o psychodramatycznej terapi w grupie ? To daje dobre rezultaty, pozwala poznac siebie, duzo rzeczy ma zwiazek z dziecinstwem. Wazne jest aby uwierzyc w siebi jak juz pisze Shad i podchodzic do lekow z humorem czasami nawet smiac sie z niego, a po kazdej probie jego pokonania (jest taki trening anty lekowy) chwalic siebie za wykonanie dobrej roboty, nawet sie wynagrodzic np.lodem, porcja tortu, moga byc perfumy po prostu w miare potrzeb fifansowych. Przeraza mnie, ze tak duzo osob pisze o tabletkach, one tylko wspomagaja leczenie ale NIE lecza. Choc sama mam leki to i czasami pracuje z ludzmi z lekami i smutne jest, ze niektorzy wieza w tabletki niczym w Boga.... wierzyc w Boga bardziej sie oplaca. PA PA P.S. jestem dostepna na Skype jak by ktos mial pytania Sroczka1311.

6 październik 2007 00:31  
Blogger madziarka27 pisze...

hej Sroczko, nie sadzę że nie mas z racji odnośnie leków ale mnie one bardzo pomagają. W końcu odzyskałam radość życia i jakoś leci. Jestem po 7 tyg. leczenia.Ale masz rację, trzeba też wierzyć. Raz , to w Boga a dwa, w to że choroba kiedyś ustąpi, ba, nawet w to że jesteśmy silni mimo iż jest inaczej. Myśleć pozytywnie!myśleć pozytywnie!myśleć pozytywnie! kiedy są napady, wmawiać sobie że to się nam tylko wydaje.To naprawdę skutkuje.pozdrawiam

9 październik 2007 21:30  
Blogger Małgosia pisze...

Szukałam czegos własnie takiego...żeby ktoś napisał, potwierdził ,że mozna zwalczyć nerwicę...zakończyłam branie leków,i ogarnął mnie lekki strach,że bez nich nie dam rady :-( ale po tym co przeczytałam w Twoim poscie ..uwierzyła,że dam radę.Musze być silna i wytrwała. Mam dwoje cudownych dzieciaków i wierzę,że mi się uda ;-D Pozdrawiam cieplusio .

10 październik 2007 05:24  
Blogger madziarka27 pisze...

jasne że dasz rade bo masz dla kogo żyć i o co walczyć. Trzeba być silnym. Silniejszym niż choroba, a będzie dobrze. A my tu piszemy właśnie po to żeby się wspierać. Dobrze wiedzieć że nie jest się samemu w tych trudnych chwilach. ja podaję po raz kolejny swojego maila, nie wstydzę się tej choroby chociaż wiem ,że dla niektórych ludzi nerwica oznacza że człowiek świruje i ma nierówno pod sufitem. Tacy ludzie nie wiedzą na czym rzecz stoi. jesteśmy normalni, mamy siłę walki tylko czasami mamy kiepskie dni.
laura3l@buziaczek.pl
ps. w moim mailu po trójce jest l czyli małe el. pozdrawiam

10 październik 2007 09:53  
Anonymous piotrek23 pisze...

Ja również mam problem z nerwicą lękową i bywa różnie , raz lepiej raz gorzej.Mam 23 lata i napady miewam od 3 lat. Razem z kolegą z którym rozmawiam zaobserwowalem parę rzeczy: że nerwica lękowa nasila się w okresach większej podatności na depresje czyli jesień-zima natomiast przy okresach większego nasłonecznienia zwłaszcza lato, miewamy lepszy humor co za tym idzie żadsze napady.Czym mniej myślimy o naszym problemie tym żadziej się on pojawia.Najśmieszniejsze jest same wywołanie napadów, zazwyczaj NIE jest to strach przed jakimś faktycznym zagrożeniem tylko sama myśl że mogą się one pojawić - podam przykład: jedziesz autobusem lub siedzisz na lekcjach i nagle sobie myślisz "tylko żebym nie miał dzisiaj zadnych lęków, tylko nie w tej chwili !" i zazwyczaj właśnie w tej chwili one się pojawiają na nasze nieszczęscie. Co gorsza pojawia się zaraz efekt potęgowania strachu, próbując go zgasić uzyskujemy efekt nasilenia i pierwsza i chyba jedyna myśl to chęć ucieczki. Jak większość tu osób wypowiadających się znam swój problem ale nie mogę sobie znim poradzić. Niestety nie znam żadnej metody by się natychmiast uspokojić w momencie napadu a próbowałem już stosować różne.Oprócz tego jestem normalnym młodym chłopakiem, który chciałby wkońcu żyć jak wszyscy a nerwica mi na to nie pozwala.U mnei objawy wyglądaja tak że mam powiekszone żrenice i wytrzeszcz oczu, robi mi się duszno,zaczynam się pocić, zmienia mi się głos,drętwieją mi kończyny. może ktoś mógłby mi podać jakieś leki bez recepty które mogłyby trochę pomóc próbowałem już melise,deprim,dziurawiec i inne leki uspokajające reklamowane w telewizji i w żadnym stopniu mi nie pomagają chociaż wiem że niektóre "niby" przynoszą rezultaty po długotrwałym stosowaniu. Książkę "Potęga Podświadomości" własnie zamówiłem i zmierzam przeczytać. Co do leczenia u specjalisty: 1,5 roku temu nie wiedziałem co mi jest, miewałem napady ale nie byłem tego świadom że jest to nerwica, z problemem zwróciłem się do pani psycholog u której płaciłem 60 zł za godzinę natomiast nie osiągnąłem żadnej poprawy. Właściwie pani psycholog nie zdiagnozowała poprawnie mojej dolegliwości i uznała że to nieśmiałość w stosunku do płci przeciwnej po jakiś przykrych doświadczeniach z dzieciństwa. ja straciłem wiele czasu i pieniedzy natomiast nie zrobiłem nawet małego kroku żeby sobie pomóc . papa pozdrawiam jak znajde jakis magiczny sposób to wam napewno powiem :)

12 październik 2007 22:14  
Blogger madziarka27 pisze...

hej Piotrek. te wszystkie leki bez recepty po pewnym czasie uodparniają i nie dają żadnego rezultatu, poza tym można je stosować tylko przez ok 3-4 tygodni, i nie leczą nerwicy tylko przeważnie pozwalają dobrze spać. Ale nie można przespać całego życia. Psycholog? nie wiem czy trafiłeś w odpowiednie ręce.Ja leczę sie u neurologa, terapią lekową i jest ok choć wiem że po zakończeniu terpii będę jeszcze skazana na psychiatrę. Ale leki pomogły mi odzyskać wiarę w lepsze jutro i w to że kiedyś moje lęki i natręctwa miną.Jeśli chcesz się dowiedzieć o mojej terapii to napisz maila. mói email jest powyżej w jednej z wypowiedzi. A co do ``Potęgi podświadomości`` to ja już tą lektórę przeczytałam kilka lat temu i polecam gorąco. pozdrawiam i głowa do góry.Grunt to uwierzyć w siebie

13 październik 2007 09:48  
Anonymous Anonimowy pisze...

Ja mam 21 lat, po przeczytaniu tych wszystkich listów dobrze jest wiedzieć, że nie jest sie sam w tej chorobie. Co do myślenia magicznego - wiele razy juz tak myslałem, ale to tylko myslenie, w niczym nie pomaga, z czasem tylko frustruje. Wracając do mnie, choruję od roku, przedtem zdażały się jakieś objawy choroby, pierwszy napad lęku miałem jakieś 5 lat temu w gimnazjum, ale w tedy myślałem, że to normalne i z tego wyrosne. Następnie to jakoś ustało, przez 3 lata potem nie miałem żadnych objawów choroby. A rok temu przeżyłem koszmar, nie będe o tym pisał, ale po prostu nie życze nikomu takiego napau lęku.
Teraz się niby leczę, ale te leki tylko przytłumiają mój umysł, sprawiają, że czuję się tępy. Z połową znajomych juz sie praktycznie nie widuję, zostali nieliczni, którzy co raz bardziej przekonują się, że coś jest ze mną nie tak. Za tydzień pierwszy zjazd na studia, nie wiem jak to przetrwam, na samą myśl mam mdłości. Także, przykro mi ale ja nie wierze w żadne "super myślenie", trzymajcie sie , pozdrawiam.

13 październik 2007 14:31  
Blogger madziarka27 pisze...

21 latku jeśli nie będziesz pozytywnie myślał to czarno widzę twoją dalszą walkę z nerwicą. Pozytywne myślenie to podstawa a jeśli nie myślisz pozytywnie to poprostu siępoddajesz. Ja dzięki temu normalnie egzystuję i wierz mi, nie jestem w tym sama . Poczytaj komentarze innych nerwicowców,a przekonasz się ile osób dzięki wierze odzyskało wiarę w to że chorobę da się pokonać. pozdrawiam

13 październik 2007 21:49  
Blogger madziarka27 pisze...

odzywajcie się częściej !!!pozdrawiam

13 październik 2007 21:52  
Blogger salko pisze...

KOchani Moi Drodzy Przyjaciele Nerwicowcy!

Przeszłam i ja tę koszmarną, cierpiętniczą wyróżniającą Nas drogę ku Njaczarniejszym zaułkom Nie tego swiata i pragnę Was poinformować że źródło tkwi w chemii organizmu. Cierpiałam na nerwicę lękową. Napady łapały mnie w najmniej spodziewanych momentach. Miałam trzym grozne napady i parę mało istotnych. Zjadłam trochę leków psychotropowych Zaś po ich odstawieniu Zejście trwało ok tygodnia. Coś na miarę zejścia narkotykowego.

Owszem jeżeli komuś nerwica przysłania całe i zycie i rządzi naszym ciałem leki są potrzebne, ale jezeli nerwica nazywamy bol brzucha przed matura to SORRYYY Dzieci. Do Bozej apteki zapraszam.
Prawda jest ze z nerwicy sie wyleczysz ale pamiec o niej jest jeszcze gorsza niz ona sama i to WYLECZENIE to cos na miare wyimaginowania. Dlatego kochani Moi nerwicowi Najwazniejsza sprawa jest POGODZIC SIE Z FAKTEM! Zyc z nerwica jak z natretnym kumplem do ktorego z czasem da sie przyzwyczaic. Klepnac go czasami po ramieniu, czasami dac z plaskacza ale nie uciekac od niego bo i tak znajdzie.

A o ambicjach nerwicowych to juz drugi poSt napisze bo to rozlegly temat.

15 październik 2007 13:46  
Blogger madziarka27 pisze...

hej Salko! Mam ogromniastą prośbę. Poniewż jestem na psychotropach i choć będę jeszcze je zażywać do wiosny, zastanawiam się jak to jest na początku odstawienia. jeśli możesz bardzo proszę o wyczerpującą odpowiedż jeśli oczywiście nie jest to dla Ciebie zbyt intymne.dodam że zażywam velafax.papatki

15 październik 2007 21:45  
Anonymous Anonimowy pisze...

Witam wasz Wszyskich!
Zgadzam się z siłą pozytywnego myslenia. Obecnie doktoryzuje się, zajmuje się woma ważnmi projektami i ech, jak my wszyscy jestem w biegu. Chciałbym zwrócic uwagę na ksiązki opisujace naszą niezwykle złożoną epokę, zwana przez świat naukowy posmodernizmem. Epokę mechanizmów społeczeństwa masowego, w którym jednostka jest traktowana niebwale instrumentalnie. Istotą postmodernizmu, czasów w których żyjemy jest kryzys tożsamości wunikajacy z nadmiaru bodźców i dezintegracji więźi między ludzkich, anihilacji subtelności,wrazliwości. Co gorsza zyjemy w czaach które podwazły jakiekolwiek poczucie obiektywizmu. Wszyscy mają rację. Prawda jest relatywna. Na te zjawsika nałozyła się eksplozja technologiczna i rozrost industrialny. Łatwo jest w tym zagubić swoje węwnętrzne JA, a co za tym idzie rozłozyć na kawałki i zdekonstruować nasze własne widzenie świata. Zaczynamy wątpić i podwarzać to co czujemy i widzimy.To wszysko zostało juz opisane nie tylko przez psychiatrów lecz przedewszyskim przez humanistów, filozofów, obserwatorów rzeczwistości - współczesnych lekarzy dusz. My watpimy i podważamy samych siebie, dlatego sie boimy. Polecam wam 3 ksiązki : Zygmunt Bauman "ponwoczesnośc jako źródło cierpień", Charles Tylor "Etyka Autentyczności", Dąbrowski "Dezintegracja Pozytywna". Trzymam kciuki za was i za siebie

19 październik 2007 21:16  
Anonymous Anonimowy pisze...

Nerwica jest w dużej mierze skutkiem zaniedbania własnej świadomości. Ataki irracjonalnych lęków pokazują nam, że w naszej podświadomości dzieje się coś, o czym nie mamy pojęcia, i jeśli nie zechcemy sobie tego uświadomić i przejąć steru, czyli zacząć czujną i świadomą pracę nad własnym światem wewnętrznym, to pozostaną wyłącznie pigułki, które tylko wyciszają i tłumią objawy, a taki powrót do rzeczywistości jest pozorny, bo nie dociera do źródła problemu. Oczywiście w ciężkich i długotrwałych nerwicach leki są przez pewien czas niezbędne, ale nie można na nich poprzestać - to tak, jakby zamiatać "śmieci" pod wycieraczkę, a nie rzeczywiście się ich pozbyć... Częstą przyczyną kryzysu jest utrata kontaktu z własnym JA, nieumiejętność wewnętrznej obserwacji, zatracenie się w świecie zewnętrznym i mechanicznie wykonywanych czynnościach. Oczywiście niby łatwiej zapobiegać, niż leczyć, ale z drugiej strony paradoksalnie właśnie dzięki doświadczeniu nerwicy możemy dowiedzieć się więcej o nas samych i zacząć prawdziwą drogę osobistego rozwoju - wejść na drogę świadomego istnienia, silnie ugruntować swoją rozpoznaną tożsamość w rzeczywistości. I tak, właśnie "Dezintegracja pozytywna" Kazimierza Dąbrowskiego pokazuje, jak niezbędne jest d